Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 51
Dzisiaj w pracowni: 5
Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Apokalipsa Normalnego Sortu

18.03.2019
Witaj, Autorze!
Ponieważ jest to tylko pojedynek, postaram się powściągnąć swoją naturę czepiania się każdego drobiazgu na ile będę potrafił to zrobić. Nie będę wskazywał powtórzeń, czy błędów gramatycznych, o ile nie będzie to przyczyna dla której opowiadanie jest słabe. Stąd moje komentarze traktuj nie jako zarzuty, a jako myśli które uzewnętrzniam dla Twojego pożytku - ot, takie zaproszenie do rozmowy o utworze.

cytat„Langley, Wielka Brytania”

Wybór miejsca opowiadania - interesujący, bo nazwa "Langley" niesie ze sobą spore obciążenie. Ale niech tam ;)
Google sugeruje, że musi to być jedna z wielu wiosek o takiej nazwie w GB i przyjmę, że tak jest.

cytat„widelec strażackiego łomu z trzaskiem wbił się szparę pomiędzy drzwiami i framugą. „Halligan” – taka była należyta nazwa narzędzia.”

Bardzo ciekawe użycie cudzysłowu i zdanie które o włos ociera się o definicję z encyklopedii. Oczywiście widzę to słowo po raz pierwszy i pogooglałem nieco, bo jeszcze bardziej niż jego znaczenie zaciekawił mnie nietypowy sposób użycia cudzysłowu. Mianowicie wygląda to tak, jakbyś się odcinał od tego słowa - może sam nie byłeś pewien swojego researchu? A jego brytyjski wydźwięk też swoje robi. I otóż mam wątpliwości, bo krótkie szperanie pokazuje, że poprawna nazwa tego narzędzie w naszym języku brzmi "wielofunkcyjne narzędzie ratownicze" i potocznie zwie się je chuliganem - od oryginału - hooligan. Zaś sam Halligan to rodzaj tego narzędzia, albo nawet, o ile się nie mylę, jest to nazwa konkretnego produktu zatem użycie wielkiej litery jest zasadne. Hmm... czyżbyś popełnił tutaj błąd, albo ja czegoś nie doczytałem? Tak czy inaczej - ten zdradliwy cuszysłów który oceniłem jako Twoją niepewność - w zasadzie łądnie nazwałeś to coś łomem strażackim, a reszty wystarczyło dopełnić krótkim opisem jak wygląda, co w trakcie akcji robisz, więc osobiście bym zrezygnował z prób nazwania narzędzia i przy okazji nieumyślnego robienia z bohatera (a opowiada on z pierwszej osoby - to ważne!) jakiegoś znawcę, bo dalej czytając nie wydaje się on kimś, kto powinien tłumaczyć terminologię sprzętu strażackiego ;)
Ok, miałem się nie rozpisywać na temat nieistonych szczegółów... będzie ciężko, wybacz ;)


cytat„Rozłupane drewno sypnęło dookoła śnieżycą drzazg.”

Śnieżycą? Trochę niefrazeologicznie, ale właśnie - nastroiłeś mnie na zimową scenerię, a ja jako czytelnik nie mam pojęcia jaką mamy scenerię?

cytat„Światła oczywiście nie było.”

No właśnie, jest dzień? Bo skoro bohater zwrócił uwagę na brak światła, to znaczy, że jego brak jest istotny - a zatem co jest źródłem światła w pomieszczeniu, skoro bohater widzi jego szczegóły i barwy?

cytat„Dębowe obramowanie zapiszczało boleśnie, rżnięte przez metal”

Rżnięte? Jakoś inaczej sobie wyobrażałem to rozrywanie łomem :D

cytat„- Halo? - zawołałem - Z moimi rodzicami szukamy schronienia, a ten dom wygląda na pusty.”

Teraz to halo, tak? Ale najpierw łomowanie drzwi? A pukanie w drzwi/okna? Nawoływanie z zewnątrz? Chociażby zwykłe próby wypatrzenia czegoś przez okna? To tak jakby wyważył drzwi i powiedział "Hej sąsiedzie, jesteś może w domu, bo chciałem cukier pożyczyć, ale jakby cię nie było, to pójdę do kogoś innego, bo wydawało mi się, że jednak wyjechałeś...". Ta moja parodia jest baaardzo bliska Twojej wersji zwłaszcza po drugim zdaniu wypowiadanym przez bohatera.

cytat„bez ostrzeżenia rzuciłem w jego stronę trzymanym przeze mnie "halliganem".”

Wciąż się separujesz od Halligana... Ale ja nie o tym.
Rozumiem, że bohater nie chciał bezpośredniej konfrontacji i wolał rozwiązać sprawę na dystans, a jednocześnie stres sprawił, że nie przemyślał dokładnie, że w ten sposób pozbywa się swojej jedynej przewagi nad przeciwnikiem w sposób który nawet gdyby zadziałał, to miał minimalną szansę załatwić sprawę od razu. Ale nie rozumiem, dlaczego ten przewyższający naszego chłystka rugbysta od razu nie zrobił tego, co zrobił później, dopiero po pozwoleniu na podniesienie broni naszemu chudzielcowi? Dlaczego nie rzucił się na niego tak, jak przywykł to robić, tylko rzucił się do ucieczki?

cytat„jedynym źródłem światła były lekko uchylone szklane drzwi do ogrodu.”

Ok, teraz uwaga o braku światła ma sens, skoro pomieszczenie jest zaciągnięte, a mimo to pomyłka - bo bohater właśnie wykopał drzwi, więc zrobił dodatkowe źródło światła oprócz tego wymienionego w zdaniu.

cytat„studziewięćdziesięciofuntowej bryły mięsa”

86kg - nie aż tak dużo aby nazwać go kupą mięsa, zwłaszcza, że typ nie jest niski. No i skoro mamy narrację pierwszoosobową - to są tego i konsekwencje. Na przykład skąd bohater zna jego wagę?

cytat„Leżące kawałki szkła wbiły mi się w plecy, tnąc skórę w dziesiątkach miejsc”

W co ubrany jest bohater? Jak jest pora roku? Zakładam że jest dzień i właściwie pośrednio dałeś to do zrozumienia, ale reszta to zagadka.

cytat„pociągnąłem za sobą brązową firanę, która okryła mnie niczym pogrzebowy całun (...) Jedyne co miałem na głowie to szarość nieba nade mną”

Aj aj aj :D

cytat„Blondyn chwyciwszy moją bezładną nogę zaciągał mnie z powrotem do środka.”

Ale że jak? Dusił go, łupał nim o szybę z taką siłą że to wyleciało, a gdy leżący już właściwie konał leżąc pod nim, to go puścił i pociągnął za nogę? Nawiasem mówiąc, jeśli zdanie o dziesiątkach ran od szkła było prawdziwe, to teraz jego plecy... AUĆ! To już rany i ból o którym jeśli nie teraz, to już za moment będzie musiał napisać dosyć sporo, bo bohater powinien wyglądać i cierpieć jak po nielichym biczowaniu. Nie możesz tego zignorować.

cytat„Białe światło zalało pole mojego widzenia (...) właśnie oślepłem.”

Biało światło = ślepota? Nietuzinkowe ;)

cytat„Dżarles”

Wiem, że próbowałeś tutaj zapisywać wadliwą wymowę, choć zabrakło w tym chyba konsekwencji, ale chwilę później zastanawiałem się, kim jest Charlie i dopiero po chwili zrozumiałem, że „Dżarles” to nie jest dziwne imię w dziwnym zapisie :D

cytat„spojrzałem się na moją rękę i dojrzałem wystającą z niej metalową główkę gwoździa spod której sączyła się cieniutka strużka krwi”

Nie mam do Ciebie pretensji, bo tą wypływającą krew musi tam włożyć nawet autor największych bestsellerów, aby było więcej dreszczyku. Ale jako osoba która miała wątpliwą przyjemność w sposób szybki i niezamierzony przyozdobić swoje palce ciałami obcymi zapewniam, że dopóki takiego gwoździa nie wyjmiesz, nie zobaczysz ani kropli krwi, bo gwóźdź działa jak znakomity korek w dziurze którą sam wykonał ;)
A nawet jeśli odrobina krwi pokrywa tego gwoździa od spodu - to na pewno nie sączy się jej więcej.

cytat„podpierając się moim halliganem nie zwlekałem się powoli z podłogi.”

Ok, tego nie zrobił. A co zatem zrobił w tym czasie? :D

cytat„Udało mi się odnaleźć okulary, które wsunąłem z powrotem na nos”

Wprawdzie o tym zapomniałem, ale - może Ty też? Nic nie wspominałeś o problemach ze wzrokiem w trakcie gdy nie miał okularów. Nie odgrywają one żadnej roli, ot - są albo nie, bez konsekwencji.

cytat„zacząłem zastanawiać czy nóż w łydce, sprawiał mi naprawdę taki wielki problem.”

Nie został wyjęty?

cytat„Taka mała trivia z mojej strony.”

Wszystko fajnie, ale baaardzo mocno czuję, że to trivia z Twojej strony, Autorze. Innymi słowy - nieco wymuszona, tudzież nie sprowokowana, a podana w sposób tak bezpośredni, że nieco wyrwana z kontekstu opowiadania. Wzmianka o tym że apokalipsa nie jest apokalipsą zombie - w porządku, ale niepotrzebnie zabrnąłeś dalej.

cytat„Drzwi do przybudówki zamknięte były na elektryczny zamek. Wklepałem 2908 i wesołe kliknięcie oznajmiło otwarcie sezamu.”

Aaa... Tak się zastanawiałem właśnie, po co mu to zdjęcie. Powiedziałbym że to naciągane, ale... Ty o tym wiesz, prawda? ;)

cytat„Pan Tisdale dorwał się do samego siebie.”

Nie rozumiem tego za bardzo... a gdzie motyw? Wiem, że apokalipsa, ale serio? On musiał popełnić samobójstwo minimum kilka miesięcy wcześniej, kiedy jego rodzina żyła. Więc?
No i ok - niech będzie że zamknął się od środka i że nie było sposobu by przez tak długi czas zburzyć ścianę by wejść do środka - ok. Ale ani syn, ani nawet jego żona nie znała kodu wejścia, a rozszyfrował ją z marszu jakiś nastolatek z sąsiedztwa który zachował się tak jakby dokładnie wiedział czego szuka i jak to interpretować? Naprawdę - opowiadanie zaczyna się sypać tutaj...

Dobra - nieco dalej coś tam wytłumaczyłeś więc cofam zarzuty o motyw. Ale wciąż - przez kilka miesięcy nie dostali się do środka? Bo o zasilanie nie będę się czepiał bo się nie znam, ale to przecież nie bunkier, tak? A ten gang posłał tam chłopaczka zamiast już miesiące temu wysadzić/rozwalić ścianę i zabrać bezcenną broń?

cytat„nie minęło długo nim nie zostałem oblężony”

NIE został oblężony? ;)

Nawiasem mówiąc - zapomniałeś może o poważnych obrażeniach jakich doznał nasz bohater? Jechał sobie radośnie rowerkiem z przyczepką przez pół Londynu z rozoraną łydką i przebitą dłonią i wszystko spoko, pomijając fakt, że powinien wyglądać jak obraz obitej nędzy i rozpaczy?

cytat„- Tak jak obiecałem. Wystarczająco, aby stworzyć niewielką armię”

A zatem nie został wysłany, tylko sam to wymyślił, co tym bardziej zaskakuje sposób w jaki poradził sobie z kodem w zamku.

cytat„Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekaliśmy na twoje przybycie!”

Nawiasem mówiąc, ten cały gang przez te kilka miesięcy siedzi tam na farmie niczym zgraja NPCów w dajmy na to Falloucie i czeka aż pierwszy lepszy szabrownik zrobi questa i przywiezie im trochę broni, bo oni sami szabrować nie potrafią? Przecież pod nosem mają cały Londyn i powinni mieć już uzbrojenie godne gangu w postapo.

cytat„- Bardzo po sąsiedzku z twojej strony.”

No dobra - kim oni są względem siebie? Dan zna gangerów po ksywkach, sam szefuńcio zna go po imieniu... Dan w dodatku zachowuje się jakby był obyty i w ogóle. Cwaniaczkuje tam sobie jakby był jedyną szansą na byt dla gangu i zaraz pójdzie w pojedynkę wystrzelać Salvatore na zlecenie pana Mordino, podczas gdy faktycznie jest siedemnastoletnim kujonem który powinien wyglądać jak kupa obitego nieszczęścia... ale to już pisałem ;)

Nawiasem mówiąc podobają mi się odzywki Dana. Są zaczepne, zabawne, mają charakterek. Ale nie zbudowałeś tej postaci na tyle, aby wszystko grało i buczało jako całość.

cytat„strzelb i shotgunów”

Oraz kilkanaście karabinów i riflesów.
Wybacz sarkazm, nie mogę się powstrzymać ;)

cytat„głównie 12- i 20-gauge”

Ekhm... rozpędziłeś się nieco, prawda? Nawet cudzysłów zniknął :D

A poważne pytanie brzmi: Kim jest Dan, że to on decyduje o tym kto co dostanie? I ten wielki straszny szef mu pozwala robić sobie teatrzyk? Wolne żarty.

cytat„- Dan, Dan – potrząsnął głową – Naprawdę sądzisz, że w naszej małej... społeczności... że nie powiem - w tym świecie - znajduje się dla ciebie miejsce? Rozejrzyj się. Tu są same zabijaki. Większość z moich chłopaków przed Zgaśnięciem Świateł nawet by na takie chuchro jak ty nie splunęła w obawie, że im się ślina zabrudzi.”

Niestety, dialogi u Ciebie choć błyszczą, to nie są bez skazy. Toto na przykład jest tak naiwne i nienaturalne...
A oprócz tego boli mnie fakt, że tym zabijakom trzeba nóż z kuchni przynieść, żeby mieli czym sobie chleb wypatroszyć.

cytat„błyskawicznym ruchem wyciągnąłem z niemal pustej już torby gwoździownicę”

Nadszedł czas, by zadać to niewygodne pytanie: Czy wiesz jak działa gwoździownica? Skąd bierze energię by wypluwać gwoździe? Elektryczna - jak gatling - odpada. Palna - jak normalny nabój - też. Sprężone powietrze - no niezbyt w tej sytuacji. Jak działa ta konkretna gwoździownica zatem?

Nawiasem mówiąc z tego całego arsenału chłopak wybrał nieskuteczną nawet na średni dystans gwoździownicę bo... bo tak było w scenariuszu? Bo dobrze wyglądała ponieważ miała udział we wcześniejszej scenie? Jestem przekonany że musiała tam być jakaś spluwa z wystarczająco dużym magazynkiem aby można było ją użyć do sterroryzowania gangu, abstrahując od tego jak niedorzeczny był to pomysł w przedstawionym wykonaniu.

cytat„dywagacje na temat osiągania dojrzałości zostały zatrzymane przez wbijający się z impetem w jego kość policzkową dwucalowy bolec. ”

Hmm... a skąd on się wziął? Albo inaczej: achronologiczne przedstawienie kolejności wydarzeń nieco mąci.

cytat„Jeden tylko Brudny z okrzykiem rzucił się w moją stronę.”

A cała reszta, czyli kilkudziesięciu zabijaków z mieczami w dłoniach, stojących co najwyżej kilka-kilkanaście metrów obok rzuciło się do ucieczki. A na Brudnego ktoś rzucił czar "zatrzymanie czasu" gdy ten był kilka stóp od bohatera. Ech... A przyznam szczerze, że nawet lubiłem to opowiadanie...

cytat„jedyne co widziałem to tylko czubki głów ludzi którzy obrali sobie nowego lidera.”

Ta, na pewno. Lichego, obitego siedemnastolatka, który dostanie kosę gdy tylko wykona ciut dłuższe mrugnięcie...
A on sam liczył na to, że to się w ogóle uda? Albo że wystrzela cały gang gwoździownicą? Bo to niedorzeczne...

No dobra, streśćmy teraz ogólne wrażenia, bez żadnego 3K.
Piszesz raczej dobrze i miło się to czyta. Bardzo podobała mi się niepewność - autentycznie nie wiedziałem, czy bohater przeżyje początek opowiadania i nie bałeś się go okaleczyć. Było napięcie, klimat. Potem dziwne rzeczy z zamkiem i jeszcze dziwniejsze z tym niby-gangiem który nie miał nawet noży i nie wiem co robił w tym całym świecie - po prostu był i nazywał siebie gangiem najwidoczniej i byle chłystek jak im przyniósł coś co w takim układzie było skarbem świata to... jakoś go olali, ale potem jednak oddali mu pokłon. W zasadzie powyżej wymieniłem swoje zastrzeżenia. Ponieważ to nie konkurs a pojedynek, zrobię zwykłą ocenę: 4/10. Może 5/10, bo końcówka mogła mnie zniechęcić do opowiadania bardziej niż na to zasługuje jako całość, niech zatem będzie 4,5/10. Literacko niewiele bym zarzucił, a to co bym zarzucił łatwo naprawić. Ale fabularnie... ojojoj. Sam świat przedstawiony też jakoś tak... jest po prostu pusty, tak jakby ten gang był jedynym istniejącym weń bytem.

Dużym plusem jest to, że utrzymywałeś moje zainteresowanie: byłem autentycznie ciekaw jak potoczą się wydarzenia, bo do pewnego stopnia nie były przewidywalne i miałem nadzieję, że opowiesz mi coś interesującego, co w pewnym zakresie Ci się udało, choć im dalej w las tym bardziej się przekonywałem, że jednak wszystkie drzewa są okrągłe i to chyba miły memu sercu temat postapo mnie rajcował bardziej niż samo opowiadanie.

Jeszcze jedna ważna rzecz: temat. Czy bohater jest antybohaterem? Jakoś tak trochę jest, ale zepsułeś to, o czym za chwilę. Kim on jest, gdzie jest jego rodzina, czy ogólnie - jakie jest jego miejsce na tym świecie, zanim wyruszył na swoją misję? Nie wiadomo. Nie ma żadnych konkretów. Zawieszony w pustce.
Jak zepsułeś jego antybohaterskość? Ano pierwsza scena - przedstawiasz go jako agresora który napada na... a nie, to kanibal, zły do szpiku kości matkobójca, wszystko jest w porządku, należało go zabić. Dopiero głębsze zastanowienie obnaża fakt, że nasz bohater o tym nie wiedział i miał w nosie. A potem zabił złego szefa złego gangu. No bohater pustkowi jak nic, prawda? No właśnie. Nie pozwoliłeś mu się popisać prawdziwą antybohaterskością w praktyce. Nawet jeśli przez przypadek - wyszedł na bohatera pozytywnego i wielka przemowa na końcu tego nie zmienia, więc za temat dam Ci... 5/10, bo odbieram tę pierwszą scenę jako niesprowokowaną napaść.

Średnia wychodzi 4,5 i tak to pozostawiam. Wiem, że nisko i źle mi z tym, mimo że czuję, że jednocześnie wyszło to naciągane. Tak czy inaczej - w mojej ocenie wracasz z pojedynku z tarczą. Gratuluję.

No nic, pozostaje mi przeprosić za szorstkość i ostre słowa - wynikają z chęci bycia bezpośrednim i szczerym, a nie ze złośliwości i mędrkowania. Liczę na komentarz zwrotny i być może dyskusję na temat opowiadania, jeśli masz na takową ochotę.
Pozdrawiam!
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
27.03.2019
Witam
Dziękuję bardzo za komentarz, który naprawdę mi się podobał i dał sporo do myślenia. Jestem bardzo chętny aby wdać się w dyskusję o moim utworze, bo co prawda w większości się zgadzam z Twoimi obserwacjami, i tak naprawdę sam sobie dałbym za ten utwór 6/10 (jeden punkt więcej zapewne z faktu że to mój utwór i jestem nieco stronniczy;P) to jest jedna lub dwie rzeczy które zapewne chciałbym omówić co jak i czemu. Obecnie jestem na dość długim urlopie i moje, że tak powiem towarzyskie zobowiązania nie pozwalają mi porządnie zasiąść przed komputerem, ale jak tylko wrócę z do domu w przyszłym tygodniu odpisze jeszcze raz już tam. Nie przepraszaj za szorstkie słowa, bo Twój komentarz jest bardzo konstruktywny i szczegółowy więc na pewno wiele z niego wyciągnę :)
Pozdrawiam i obiecuję że wrócimy do tej rozmowy w przyszłym tygodniu :)
Od: Autor M Ginett
twarz męska
02.04.2019
Czekam z niecierpliwością ;)
Twój przeciwnik coś zniknął z radaru pióromanów, bez zatwierdzenia komentarza może być kłopot z rozstrzygnięciem pojedynku - wiesz coś, masz kontakt aby go zawołać?
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
04.04.2019
Hej

No więc tak przeczytałem jeszcze raz wszystko i tak naprawdę nie ma co odpisywać na każdy aspekt przez Ciebie zaznaczony, szczególnie, że w większości Twoje komentarze są bardzo pomocne i się z przeważającą większością z nich zgadzam. Otóż to opowiadanie "walnąłem" dosłownie w kilka dni i nie dokonałem zbyt wielkiej ilości poprawek przez wrzuceniem go do pojedynku, co zapewne powinienem zrobić, ale cóż. Jest to raczej moje najgorsze opowiadanie, ale jak mówiłem jest moje i pomyślałem że muszę się trochę wyeksponować nawet ze średniakami mojej twórczości. Ogólnie co tak naprawdę pragnąłbym na początek wytłumaczyć moje wykorzystanie motywu gwoździa i gwoździownicy. Co do gwoździa przebijającego dłoń, akurat bazowałem to na moim osobistym doświadczeniu, kiedy brat przebił mi dłoń dość sporym właśnie gwoździem. Co zapamiętałem, był brak bólu oraz fakt krwawienia z dwóch stron. Nie wiem możliwe, że piercing działa nieco inaczej? Szczerze to się nie znam, ale w sumie tutaj jeśli idzie o fakty to przy tym jednym będę przystawał. Jeśli idzie o samą moc gwoździownicy to masz absolutną rację, że one tak nie działają poza sferami amerykańskich filmów. Jednak udało mi się znaleźć w nieskończonej skarbnicy YouTube filmy i tutoriale ludzi którzy "uzbrajali" gwoździownice nadając im więcej mocy. Ogólnie mi się wydawało, że wspomniałem to w opowiadaniu, że jego ojciec "dłubał" przy narzędziach, ale nie jestem już pewien jako, że minęło trochę czasu odkąd je czytałem. Ogólnie trochę przez fakt tego jak szybko i krótko je pisałem, oraz przez fakt tego co chciałem osiągnąć to w opowiadaniu było dużo scen które wymagały nieco "suspension of belief". Było to moim zamierzeniem, jako że nie jestem przeciwnikiem niemożliwych w życiu realnym rzeczy i zdarzeń, jeśli zwiększa to dramaturgię wydarzeń. Wiadomo, to że akurat w tym utworze wyszło mi to czasem lepiej, czasem gorzej ale to już swoją drogą:)
Od: Autor M Ginett
twarz męska
04.04.2019
O i wysłała mi się odpowiedź zanim dokończyłem. W każdym razie jeszcze raz dzięki za komentarz fajny i na pewno wiele rad warto byłoby z niego zastosować. Co do kontaktu z mym przeciwnikiem, to ja z nim kontaktu nie mam ale wiem, że Adam (założyciel) ma więc napisałbym do niego, choć prawdopodobnie on sam się zorientuje, że Misiak nie zalicza komentarza i wyśle mu emaila czy co. Pozdrawiam!
PS. Wspomniałeś w komentarzu o NPC w rpg.. ogólnie ja gram w książkowe gry wyobraźni.. znasz kogoś, kto się tym interesuje? Moim ulubionym systemem jest Zew Cthulhu, ale lubię też Gasnące Słońca i zainteresowany jestem Wampirem.... a
Od: Autor M Ginett
twarz męska
05.04.2019
Hej!
Tak na szybko: Z tym krwawieniem to wiele zależy od sytuacji i konkretnej rany, często jednak ciało obce dopóki nie zostanie wyjęte działa jak "korek" i uniemożliwia dalsze krwawienie, a przynajmniej poważnie je ogranicza, co oczywiście w tym przypadku mogło nie mieć miejsca, jeśli delikwent szarpnąłby dłonią po przebiciu, poszerzając w ten sposób ranę. Zamiast założyć że tak było i dać spokój, to się przyczepiłem, ale ten detal nie jest istotny i nawet w pierwszym poście dałem raczej do zrozumienia, że mnie to tak naprawdę nie razi.

Co do gwoździownicy i jej wzmocnienia - wszystko w porządku, jestem w stanie kupić nawet fakt, że została przerobiona na quakowy nailgun. Problem w tym, że tam na miejscu rozdawania broni ona nie miała źródła zasilania. Gdyby optymistycznie założyć, że działała na naboje co2 jak niektóre wiatrówki - oczywiście stanowczo zabrakłoby jej mocy aby wystrzelić gwóźdź który jest znacznie cięższy od wiatrówkowego śrutu i wymaga przymknięcia na to oko - rzecz w tym, że w opowiadaniu nie było słowa o konkretach i jak widać - jako czytelnik musiałbym dopowiadać sobie naprawdę dużo, aby to w całości zagrało. Nieco zbyt dużo. A gdybym już to sobie dopowiedział, to jeszcze na połowę trzeba przymknąć oko.
Rola autora w moim odczuciu w tym momencie powinna sprowadzić się do tak umiejętnego opisu, że czytelnik po lekturze opisu stwierdza, że w sumie spoko - został przekonany że to się da zrobić, że będzie działać.
Lubię w takim momencie przytaczać przykład absurdalnej sceny w powieści Dana Browna zbrodniczy punkt, w którym - UWAGA, SPOILER - nieprzygotowany i niewyszkolony cywil skutecznie eliminuje doskonale wyposażony skład komandosów wysłany aby go zabić -KONIEC SPOILERA - Ta scena jest absurdalna do granic niemożliwości, ale zręczne opisy wydarzeń sprawiają, że przy odrobinie dobrej woli można powiedzieć, że choć nieprawdopodobne, to mogłoby się to wydarzyć i niech autorowi będzie :)

Hmm, chyba ucięło Twoją odpowiedź w połowie PS. Ja się interesuję papierowymi rpgami, niestety ograniczony czas i brak odpowiednich znajomości sprawił, że nigdy w życiu nie grałem, choć chciałem tej zabawy spróbować. Swego czasu prowadziłem nawet sesje w formacie PBF w klimacie Falloutowym - lata temu. Mój kontakt z papierowymi RPG ogranicza się do śledzenia kanału youtube Baniak Baniaka. Teraz rozkręca dużą kampanię Cthulhu właśnie, mam spore zaległości więc nie znam szczegółów, ale obserwuję co się u niego pojawia - bardzo polecam, gość jest niesamowity, a jego sesje świetnie się ogląda/słucha.
Pozdrawiam!
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
14.10.2018
Drogi Autorze
Przeczytałem całość opowiadania i mogę powiedzieć, iż całość jest poprawnie napisana. Zarys świata jaki odmalowałeś, nie pasuje mi zupełnie. Jak dla mnie jest dosyć niewiarygodny i nie wydaje mi się, by główny bohater, którego opisujesz jako cherlaka, był wstanie wygrać w obytym w bojach ludźmi. Niby ma większą inteligencję, mimo wszystko jednak nie przemawia to do mnie. Ogólnie nie przepadam za brutalnością, a tutaj jest jej pod dostatkiem. Dodatkowo napominasz o ludożerstwie, a to zupełnie mi nie pasuje. Jeżeli przeżyli jacyś ludzie, a środowisko nie jest doszczętnie zniszczone, to powinny być jakieś rośliny i zwierzęta. A wydaje mi się, iż środowisko przetrwało w dosyć dobrym stanie. Nie nosi się masek, nie ma jakiś pyłów itd. Sama fabuła jest spójna, a zakończenie jest dosyć przewidywalne. Nie wiem czy przesłanką jest, by pokazać, że inteligencja zawsze się obroni (ale jakim kosztem?), czy też, że ludzie są zdolni do wszystkiego, byle tylko przeżyć. Od strony warsztatu pisarskiego, to wydaje mi się, iż jest on bez zarzutu. Opisy są bardzo dobre, czytając opowiadanie, wczuwam się w ten post apokaliptyczny, chory świat. Co do dialogów, także nie mam nic do zarzucenia, jest ich wystarczająca ilość i są dopasowane do fabuły. Opis bohaterów jest wystarczający, by przekonać się, że nie ma żadnej pozytywnej postaci.
Pozdrawiam
Od: Pióroman Kemilk
twarz męska
14.10.2018
Hej
Serdecznie dziekuje za Twoj włożony czas w przeczytanie i skomentowanie mojego utworu. Przykro mi.. a właściwie 'przykro' to może nieodpowiednie slowo - wiadomo że klimat i umiejscowienie nie bardzo Ci pasowalo i jak najbardziej rozumiem. Sam jestem średnim fanem (uwierz lub nie) postapokaliptycznych klimatów i rozumiem że takie coś może nie pasować wielu czytelnikom. Masz rację że prawdopodobnie powinienem odmalować dokładniej co się stało ze światem, ale to było moim zamiarem akurat zrobić w ewentualnej kontynuacji, jeśli by takowa powstała. Jako że jest to na dzisiaj mało prawdopodobne, ten utwór na tym nieco ucierpiał. Ogólnie napisałem go jako takie ćwiczenie pomiędzy moimi dłuższym nowelami i na pewno będą tu niedociągnięcia, z których kilka zauważyłeś.. wstawiłem go za czyjąś namowa i jakkolwiek jestem z niego dumny, ponieważ jest to mój utwór, skończony i w ogóle.. jest on zaledwie jednym z przystanków w szlifowaniu mojego warsztatu. Raczej nie miał być nigdy wystawiony. Co do kanibalizmu to w tym wypadku był on bardziej spowodowany szaleństwem chłopaka, (które dodałem już w czasie korekty), niż niedostatkiem żywności który, oczywiście także ma miejsce. Jeśli ktoś umie sobie poradzić to i cos tam upoluje zapewne, nawet w mieście, moją wizją było jednak to że przystosowanie się jest jedynym warunkiem przetrwania, i to że tak naprawę większość ludzi temu by nie sprostała. Tutaj też przechodzimy do mozliwego przesłania opowieści. Szczerze powiedziawszy piszac ją nie miałem w głowie jakiegoś wyraźnego morału ani myśli przewodniej, i dopiero w czasie pisania wyszło, że przetrwanie zależy od zdolności zabicia w sobie części człowieczeństwa, wyrwania sie z moralnych okowów.... więc może to można by uznać jako jakiś morał. Ale w czasie pisania traktowałem to jako sprawa drugorzędna, co jak wiesz widać. Uśmiechnąłem się jak wspomniałeś o realistyczności. W tym momencie prowadzę długą debatę z moim przyjacielem o temacie realistyczność vs dramatyzm, i podczas gdy on jest całkowicie za tym pierwszym mnie zazwyczaj jej brak nie przeszkadza jeśli zyskuje na tym dana scena, ale jak wiadomo każdy ma inną opinię i oczekiwania, więc całkowicie respektuję Twój punkt widzenia i rzeczywiście poświęciłem ją na rzecz sceny.
W każdym razie zakończę jeszcze raz dziękując za naprawdę super komentarz, i jak raczej Ci się utwór nie spodobał to uwierz że naprawdę doceniam fakt, że doczytaleś go do końca i zostawiłeś motywujący komentarz, i znacznie bardziej go doceniam od jakiegokolwiek pozytywnego komementarza od kogoś kto przeczytał zaledwie kilka stron.
Tak więc pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w przyszłym pisaniu.
Od: Autor M Ginett
twarz męska
06.10.2018
Sami tego chcieliście, nie mam obecnie czasu a i czytając tyle stron na komputerze moje oczy cierpią i zwyczajnie się nie da. Dlatego, skoro nie usunęliście mnie z tego pojedynku po tylu dniach, ocenie pierwsze strony.
W pierwszym zdaniu brakuje "w" niewiele, ale jednak. Poza tym całkiem fajnie się zapowiada, chociaż trochę sztampowo, koleś gdzieś wchodzi i zaraz będzie jakaś bitka albo i nie będzie, tego nie sprawdzę, chyba, że bym to wydrukował, ale nie mam drukarki. Teraz lecę zobaczyć drugie opowiadanie.
Nie chciałem tak tego załatwiać i wolałbym przeczytać całość, ale siła wyższa, a nie lubię jak mi wiszą takie niedokończone sprawy, więc muszę to rozwiązać tak.

Pozdrawiam.
Od: Pióroman Apokaliptis
twarz męska
06.10.2018
Hej

Tak na starcie chciałbym zaznaczyć, że usunąłem Twój przydział pojedynkowy już jakiś czas temu (trochę zwlekałem bo byłem na urlopie) , i informuję, że Twój komentarz nie został zaliczony do komentarzy pojedynkowych tylko wpisał mi się jako zwykły komentarz do utworu, więc naprawdę nie musiałeś się trudzić. Napisałem do twórcy strony, że chyba wyskoczył jakiś błąd bo nie powinieneś zresztą mieć dostępu do mojej pracy. Po drugie nawet jeśli dałbyś ten komentarz jako recenzję pojedynkową to nie spełnia ona w żadnym wypadku warunków 3K i jest szczerze powiedziawszy z dupy ergo, zmarnowałeś tylko ten swój jakże cenny czas i jedynie sprawiłeś istne katusze swoim oczom. Po trzecie, jak na kogoś kto tak marudził na grupie facebookowej o długości konkursu i o fakcie, że ludzie wolno oceniają utwory, twój komentarz zalatuje brzydko hipokryzją, i jakbym był Tobą, zastanowiłbym się nad sensem Twojego udziału na tej stronie i nad tym czy to jest w ogóle miejsce dla Ciebie.

Pozdrawiam
Od: Autor M Ginett
twarz męska
23.09.2018
Drogi autorze,
Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy przeczytałam pierwszą stronę opowiadania, które przywiodło mi na myśl moje własne również w klimacie postapo, które popełniłam kilka lat temu na fali mody ;) A do tego okazało się, że dostałam do przeczytania tekst zapewne fana the walking dead, więc już wiedziałam, że czeka mnie ciekawa historia. No i byłam pewna, że opowiadanie spełni warunki pojedynku, ale o tym później.
Skupiając się na samym warsztacie i języku muszę powiedzieć, że jest jeszcze nad czym popracować. Zdarzają Ci się liczne błędy z zaimkami, językowe (np. nie można zwlec się z podłogi, skoro zwlec się znaczy tyle co z trudem skądś zejść). Do tego męczyły wszechobecne, choć poniekąd śmieszne monologi głównego bohatera. Owszem, były one potrzebne, bo to przecież nasz bohater był tu narratorem, jednak działały one na niekorzyść scen akcji - spowalniały, rozładowywały ładunek emocjonalny, tak że chciałoby się wtedy kazać bohaterowi zamknąć. Brakowało też opisów. Wyłapałam też pewien niuans - dlaczego główny bohater, skoro znał Charliego to z początku nie posługiwał się w narracji jego imieniem, tylko mówił o nim per Blondyn?
Sama fabułą była wciągająca, nie do końca przewidywalna, aczkolwiek mam do Ciebie autorze zastrzeżenie, że skorzystałeś z takiego banalnego i nieprawdopodobnego rozwiązania jak przybudówka wypełniona po brzegi bronią. Brakowało mi też trochę skupienia się na dramacie Charliego, jego psychice, która została potraktowana po macoszemu i zero-jedynkowo.
Mimo mankamentów jednak świetnie czytało mi się historię, a do tego idealnie wpisywała się w warunki pojedynku. Jedynie co do wykorzystania przez Ciebie postaci antybohatera miałam z początku wątpliwości, które jednak z zakończeniem tekstu się rozwiały. Miałam wrażenie, że te 36 stron, jakie osiągnęło opowiadanie było niewystarczające i część wątków ujęta została skrótowo. Fajnie byłoby rozwinąć go o opisy i tło, chociaż i tak przedstawia ono ciekawą historię.
Życzę powodzenia w pojedynku i pozdrawiam!
Od: Pióroman PannaLawenda
twarz żeńska
23.09.2018
Hejka:)
Dzieki za Twój bardzo konstruktywny komentarz. Niestety, masz racje w tym, ze utwór wymaga tak potrzebnego doszlifowania, ale to tym już zająć się będę musiał po pojedynku. Pojedyńczy "przelot" jaki zafundowałem opowiadaniu, przed jego wstawieniem zdecydowanie nie wystarczył do poprawienia wszystkich błędów, szczególnie tych fabularnych. Może uznasz ze to trochę dziwne ale Post-apo ogólnie nie zaliczyłbym w ogóle do moich klimatów, i to opowiadanie napisalem tak bardziej dla zabawy, niż jako jakiś tam długo-falowy projekt, ale rzeczywiscie w myśl robienia wszystkiego porządnie poświęcę na pewno na nim zdecydowanie więcej czasu i na pewno rozwinę wiele z tych wątków na które zwróciłaś uwagę.
Tak więc pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za Twoją świetną recenzję.
Od: Autor M Ginett
twarz męska
15.09.2018
Pozwolę sobie komentować na bieżąco czytając.

Początek - świadomy czy nie(edit: obstawiam że świadomy i gratuluję warsztatu), ale dla mnie to hook. Do tego bardzo dobry.
Jednocześnie, niebezpośrednio, ale mnóstwo informacji o bohaterze, przynajmniej o tym czego możemy się spodziewać.( a nie po prostu pisanie żeby pisać) Mówię o pierwszym, drugim, trzecim i czwartym zdaniu.

Pierwsze strony - dla mnie bardzo fajna immersja, czyta się przyjemnie.
Bardzo zgrabnie napisane, szanuję.

Opisy bardzo mi się podobają. Poza tym nie lubię pierwszoosobowej narracji, tutaj jednak bardzo mi odpowiada.

Szczerze mówiąc, " zdawałoby się" (3 strona) i inne tego pokroju zwroty są zazwyczaj zbędne i spokojnie można je wykasować.
Rozumiem jednak chęć zostawienia i osobiście nie mam nic przeciwko.

Akcja też jest pisana fajnie.

Podoba mi się jak piszesz, wyjątkiem są dialogi, ale może to moje subiektywne odczucie. Na pewno piszesz je poprawnie, dobrze łączysz z wtrąceniami etc, ale jakoś mimo wszystko nie są dla nnie.

Na pewno podoba mi się Twój styl.
Do tego widzę świat, który opisujesz i wszystko wydaje się dość realne, a ciężka jest sztuka sprawienia aby tak było.

Przede wszystkim, opowiadanie nie nudzi mnie jakoś specjalnie ( większość to robi, jestem niecierpliwy i jeśli już mam czytać to wolę papier).

Nie będę dokładnie czytał do końca, bo to po prostu nie mój klimat i czytałbym jedynie dla komentarza, a z tego co widzę i tak nie powiem Ci więcej niż powiedziałem.

Wydaje się, że opowiadanie jest napisane przez pisarza z wypracowanym już ( nie mówię, że do perfekcji, ale dość dojrzałym) warsztatem i do tego (przede wszystkim, bo to bardzo kluczowa sprawa) własnym stylem.
Mogę jedynie pogratulować i wyrazić szacunek dla pracy jaką musiałeś włożyć w szlifowanie nie tylko opowiadania, ale i własnego skilla.

Pisz dalej i trzymaj się ;)

Ps. Osobiście zawsze jak się zabieram do pisania to opowiadania wychodzą mi jeszcze dłuższe, ale gdybyś napisał coś na 10-15 stron ( nawet w tym klimacie) - przeczytałbym od początku do końca z przyjemnością.

Co do tego, już napisałem co miałem, a chętnie poznałbym opinię ludzi gustujących w gatunku. Wydaje mi się, że przypadnie im do gustu, ja po prostu nie mam z czym porównać.

Od: Pióroman Fortune
twarz męska
15.09.2018
Hej

Dzięki za strasznie fajny i pozytywny komentarz. Oczywiście szkoda, że nie doczytałeś do końca, ale całkowicie rozumiem, że ciężko czytać coś nie w tych klimatach na które w tym momencie ma się zajawkę. Poza tym mi tak samo średnio się czyta cokolwiek na medium innym niż to papierowe, więc "kudos" za ten czas który i tak mojemu opowiadaniu poświęciłeś. Po pojedynku spodziewam się jeszcze spędzić nad nim trochę czasu z pisarskim papierem ściernym, ale bardzo mi miło, że już w obecnej formie się Tobie spodobał.
Pozdrawiam serdecznie
PS. Uuuch... 10-15 stron.. ciężka sprawa. Zawsze zabieram się, aby coś krótszego napisać, ale jeszcze mi ta sztuka nie wyszła. To i tak jest mój najkrótszy utwór, któremu przed samym konkursem amputowałem z 10 stron.
PPS. Chyba masz rację i zdaje mi się, że zdało by się "zdawałoby się" usunąć z tego tekstu:)
Od: Autor M Ginett
twarz męska
12.09.2018
cytat„Ja zaś już raz zdołałem użyć go do jego zakończenia.”
- trochę za szybko ujawniasz dość istotny kąsek, jestem przekonany, że mógłbyś znaleźć na to lepszy moment. Podobają mi się opisy wyłamywania drzwi, bardzo fajnie działają na wyobraźnię. Dobrze obrazujesz scenę sugerującą przemoc, a później opisujesz mocniejsze ściśnięcie broni - i to jest super, ale później masz mniej wiary w siebie i po tym jak bohater wykrzykuje ostrzeżenia, zaczynasz tłumaczyć, co oznacza cisza zamiast po prostu ją zaznaczyć, stąd według mnie to:
cytat„Na to wyglądało, że jeśli ktoś tu był to siedział cicho. Czy może ktoś mnie ubiegł? No nic już i tak byłem w środku, więc równie dobrze mogłem iść za ciosem. ”
jest kompletnie niepotrzebne, wystarczy, że napiszesz, że odpowiedziała mu cisza i przejdziesz do dalszego opisu z czerwonym markerem. Daj czytelnikowi domyślać się, łączyć kropki, bo w tym jest duża frajda. To z tym kebabem to według mnie za wcześnie, bo pokazujesz, że główny bohater jest już teraz większym kozakiem, że teraz odpowiedziałby na zaczepkę, ale według mnie to znów za wcześnie, lepiej gdybyś po prostu opisał opustoszałe ulice, a bohatera później w jakiejś akcji gdzie mimo wątłej budowy wygrywa jakieś starcie. To z tym kebabem zostawiłbym na później gdzie może opowiada komuś jak kiedyś było, jaki on był.
cytat„Wiedziałem że przed „Zgaśnięciem Świateł” był zapalonym graczem rugby.”
- skąd on to wiedział, jeśli znał go to fajnie gdybyś rzucił jakimś imieniem i może nazwą szkoły, byłoby jaśniej i wiarygodniej. Brakuje też opisu jakiejś broni w dłoni przeciwnika. Za dużo znów się rozwodzisz z tym jak było kiedyś, a jest teraz. Może gdybyś zaczął od sceny, w której przedstawiłbyś przeszłość, gdzie bohaterowi się obrywa od życia lub nimi przeplatał tekst to byłoby lepiej, bo tak musimy wierzyć mu na słowo i efekt jest raczej wybrakowany. Najpierw też przedstawiasz obu kolesi jak Dawida i Goliata, gdzie po chwili jednak dowiadujemy się, że Goliat nie ma zębów i jest wymizerowany, jakoś się to nie za bardzo zgrywa. Z tą biblią wyszło średnio, jakoś nie do końca pasuje to do postaci i tempa akcji, wcześniej też nie używała wulgaryzmów.
cytat„jedynym źródłem światła były lekko uchylone szklane drzwi do ogrodu”
- nie jedynym, bo wykopał przecież drzwi do przedpokoju, więc stąd też jakieś światło by weszło.
cytat„ufajdanego stolika”
- ten kolokwializm strasznie zaburza mi narrację, bo wcześniej opisy są bardzo ładne, zmyślne, a tu zaczynają przesiąkać emocjami bohatera i to według mnie jest niekonsekwentne. Atak rugbisty na bohatera jest świetny: naprawdę dynamiczny i obrazowy. Nie rozumiem tyko jakie wgniecenia materiału jeśli to było szkło?
cytat„Żeby nie kłopotliwe położenie w którym obecnie się znajdowałem, to bym przyznał, że naprawdę warte były wydanej na nie kasy.”
- wiesz jaki myślę, że jest problem z taką narracją, nie pasuje do tej historii, bo goście jednak walczą na śmierć i życie w świecie post-apo, a ta narracja jest zbyt sielankowa i sugeruje, że bohaterowi nic się nie stanie, ba zaczynam nawet kibicować jego przeciwnikowi. Wiem, że miał być to antybohater, ale wychodzi Ci raczej psychopata. ;-D. Nie wywołuje to u mnie pozytywnego odbioru.
cytat„ pociągnąłem za sobą brązową firanę, która okryła mnie niczym pogrzebowy całun”
- bardzo udany, obrazowy opis, który będzie się gryzł z "ufajdanym stolikiem" i przekleństwami. Dalej też dużo sugestii o tym, że jest w nieciekawej sytuacji i musi się z niej wykaraskać i jak to robi; zabija to klimat przetrwania i zmienia w coś w rodzaju czarnej komedii, czy nastoletniego thrillera, ale może o taki odbiór Ci chodziło...? Podoba mi się to "kurczaku" i imitacja wypowiedzi z zatkanym nosem, czyni te wypowiedzi o wiele bardziej charakterystycznymi.
cytat„zjadłem większość moich znajomych”
- czyli będzie kanibalizm...? :-/ To gadanie do matki jest spoko, ale wydaje mi się, że spada trochę za szybko, lepiej gdyby było wprowadzane w bardziej stonowany sposób i nietłumaczone jak z tą stacją "Psychol Główny".
cytat„Podsumowując: leżałem okopany, obity, z przedziurawioną dłonią, z perspektywą ukrzyżowania na pobrudzonym dywanie, ale nie przeszkadzało mi to by śmiać się w niebogłosy.”
- czytając to nie sposób nie wyobrazić sobie takiej sceny jak w filmie komediowej gdzie zatrzymuje się obraz (z odgłosem scratch'owanej płyty winylowej) i bohater tłumaczy co się dzieje. I jeszcze ta wypowiedź o menopauzie matki ;-) - robisz z tego komedio-thriller, ale może o to Ci chodziło. Kolejna scena akcji z ketchupem dość oryginalna, ale ciężko mi wyobrazić sobie go w swojej pozycji wyprowadzającego cios kolanem w ciemię z przykutą do podłogi ręką, może jakbyś lepiej opisał jego pozycję na podłodze i poprzedzające uderzenie ruchy, byłoby jaśniej.
cytat„- Jak już ci powiedziałem raz, mamy teraz porę obiadową”
- proszę, mamy nawet greps. ;-) Moim zdaniem brakuje much w opisie rozkładu ciała w łazience.
cytat„niech wystarczy, że zajęło mi dobrze trzy kwadranse, nim skończyłem doprowadzać swoje rany do porządku.”
- to brzmi raczej jak wypowiedź młodego skauta. ;-)
cytat„Ale to tyle jeśli chodziło o moje dygresje. ”
- nie wierzę. ;-)
cytat„Może od zawsze miał w sobie ten mrok, który podejrzewam drzemie w nas wszystkich, zliczając minuty i czekając na możliwość ujawnienia się z czeluści umysłu?”
- to było dobre, gdyby tylko całość podana była w takim tonie, to byłbym kupiony. Opis ulic na 21 stronie jest bardzo udany, gdybyś teraz wrzucił tę anegdotę z kebabem, byłoby o wiele lepiej.
cytat„Część z nich nosiło modne sukienki i garnitury.”
- to bardzo fajne i by wystarczyło, niepotrzebne to całe tłumaczenie dalej, czytelnik zrobiłby to sam i miał wtedy większą satysfakcję z czytania. Dalej przechodzisz w rozmyślania, streszczania, tłumaczenia, to mogło znaleźć się w scenach sprzed "Zgaśnięcia".
cytat„Poczułem jak na wspomnienie jego zdziwionej mordy, gdy wylatywał przez okno na dziesiątym piętrze, na moich ustach powoli wyrasta uśmiech.”
- tu kompletnie nie wiem o kogo i o co chodzi. Rozmowa z Brudnym jest zbyt ostentacyjna, w sumie to z Charliem też była, ale chyba męczy mnie już za bardzo to zgrywanie kozaka przez Daniela. Brak też reakcji Brudnego na pokiereszowaną twarz bohatera; na pewno rzuciłby jakiś złośliwy komentarz. Końcówkę czyta się dość dobrze, ale cała scena jest dość szybka i mało wiarygodna, zwłaszcza z klękaniem. Banda gangsterów klęka przed wybrykiem dwóch chłystków - ja tego nie kupuję. Daniel jest też zbyt dużym kozakiem jak na siedemnastolatka, ale o tym już pisałem. Może gdybyśmy byli świadkami jego przemiany, można by usprawiedliwić niektóre jego zachowania, ale tak po prostu jest to dla mnie nie do przełknięcia.

Opowiadanie było dobre i ciekawe aż do końca, ale niestety za mało wiarygodne. Zawiodło też ciągłe tłumaczenie i kozactwo. Myślę, że może przypaść do gustu nastoletniej czytelni oraz osobom lubującym się w kinie akcji. Mnie samemu bardzo spodobały się sceny akcji. Walka z Charliem i dialog po, to moim zdaniem najlepsza część tego utworu. Na wyróżnienie zasługują też detaliczne opisy lokacji i opustoszałego świata, dobrze działające na wyobraźnie. Przyłożyłeś się też do użycia prawdziwych miejscówek i opisów broni. Zawiódł moim zdaniem bohater, miał być anty, a wyszedł taki niestworzony-kozak. Wolałbym kogoś bardziej normalnego, któremu towarzyszymy od początku i widzimy jak powoli się zmienia, by przetrwać, z mniejszą ilością śmiesznych gadek, a balansem okolicznych żartów i ciekawych spostrzeżeń. Ale to już mój gust. Pozdrawiam i życzę powodzenia w pojedynku.
cytat„nosie. Podsuwając je”
- tu lepiej było dać przecinek i nie pisać drugi raz o tej samej czynności.

cytat„że myślałem iż mi się zaraz zrobi niedobrze”
- to trochę "rzęzi".
cytat„krakanie wron”
- to nie pasuje, zaburza tempo akcji i wychodzi wręcz komicznie.

cytat„obszerny, że mieścił dość obszerną ”


cytat„kontynuować z tym”
- lepiej brzmiałoby "to".

cytat„uwagi. Oczywiście nie umknęło mojej uwadze”


cytat„to moje to życie”


cytat„wzdłuż nij”


cytat„lgicznej”


cytat„Zebrani trzymali dystans czekając na przybycie Massouda: samca alfa. Mrugnąłem do kilku z zebranych”
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
12.09.2018
Dzieki man za fajny komentarz:) ciesze sie ze sie podobalo mimo wielu niedociagniec
Od: Autor M Ginett
twarz męska