Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 86
Dzisiaj w pracowni: 2
Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Strażnicy

19.12.2018
Do przeczytania tekstu zachęcił mnie opis. Miałam ochotę na coś dłuższego i przygodowego. Pierwszy rozdział okazał się długi na kilkadziesiąt stron, więc zatarła dłonie i z radością zabrała się do czytania. Niestety dość mocno się zawiodłam.

O tym tekście, ze względu na jego objętość, mam dość sporo do przekazania, więc żeby usystematyzować recenzję, pisałam krótkie komentarze w trakcie czytania.

Nie przypadł mi do gustu początek utworu. Nie zachęca do czytania - jest to długi, zbity blok tekstu, właściwie jeden akapit, przez który trudno przebrnąć. Jest to raczej relacja, sprawozdanie, a nie opis z prawdziwego zdarzenia. Nie taki, który można umieścić w powieści (przynajmniej takiej, co do której ma się nadzieję, że będzie poczytna i dobrze się sprzeda). Bohaterkę ktoś śledzi, ale ona nie podchodzi do tego zbyt emocjonalnie, skoro jej główną reakcją jest chmurność na twarzy. Natychmiast po dotarciu na uczelnię “przestawia się” na inną, studencką rzeczywistość i fakt bycia śledzoną schodzi na dalszy plan, zupełnie jej to już nie interesuje, myśli skupia na czymś innym.

Natomiast idąc na samiutki początek - opis pogody. Jest tyle sposobów na rozpoczęcie, a tutaj opis pogody, chyba najgorszy z możliwych. Skoro już musi być, to niech chociaż będzie intrygujący. Od razu przyszło mi do głowy coś takiego:
“Jako studentka kierunku okołomedycznego była na bieżąco obeznana z aktualnymi wskazaniami ekspertów dotyczącymi zdrowego stylu życia. W kwestii higieny od jakiegoś czasu lansowano przekonanie o prozdrowotnych właściwościach chłodnego prysznica. Nic nie miało działać równie zbawiennie na krążenie jak zimne krople wody uderzające w skórę. Dziewczyna, pędząc szaleńczo na przystanek, nie wiedząc sama, czy strugi cieknące po plecach to deszczówka czy jej własny pot, uznała, że eksperci nie wzięli pod uwagę, iż prysznic to nie jedyne potencjalne źródło lejącej się na człowieka wody. Ciekawe, czy taki przymusowy prysznic wywołany warunkami atmosferycznymi również wpływał na człowieka prozdrowotnie, bo na razie czuła się wybitnie niezdrowa.
- Niech… to… szlag… - wydyszała. W oddali dostrzegła autobus wtaczający się do zatoczki. W ostatniej chwili, gdy brzmiał jeszcze sygnał ostrzegawczy, żeby nie zbliżać się do drzwi, dziewczyna dała susa do środka pojazdu i udała się na swoje stałe miejsce. Usiadła (a raczej: osunęła się bez sił na siedzisko) i natychmiast poczuła, że ma mokro pod tyłkiem.
Wpatrzyła się w niebo. Nie miała pojęcia, czy bardziej chmurne było ono czy jej mina. Pogoda nie nastrajała pozytywnie… Ale jeszcze mnie pozytywnie nastrajała świadomość, że ten facet - ten, który śledził ją od dłuższego czasu - przestał nawet się kryć i zaczął jawnie za nią podążać. To zdecydowanie nie wróżyło dobrze.”

cytat- Po zajęciach opatrzę Ci tę rękę jak należy, wstyd by fizjoterapeutka chodziła z taką szmatą na ręce.

Nie wyobrażam sobie tego. Byle jak zawinęła głęboką ranę i tak sobie krwawiła przez kilka godzin? Albo naprawdę się skrzywdziła tym nożem albo ma jakieś problemy z krzepliwością, bo przez tak długi czas powinno się to już zasklepić samo. Straciła pewnie sporo krwi… Dziwne, że kompletnie o tym nie wspominała, biegnąc na przystanek.

cytatZaczęła beztrosko wyciągać fruwające kartki, długopisy i inne rzeczy, ponownie skupiając na sobie uwagę Pani profesor której cierpliwość była na wykończeniu.

Nie wiem, skąd w ludziach tendencja do pisania wszędzie wielkiej litery. Nie jesteśmy w Niemczech, u nas to naprawdę niepotrzebne! Tutaj natykam się ciągle na “Pan/Pani, Ty, Ciebie” itd. Taka forma jest stosowana (i stosowna) w listach, prywatnych wiadomościach, ale nie w narracji.

Po przeczytaniu kilku stron i zapoznaniu się z wieloma dialogami doszłam do wniosku, że z didaskaliami jest problem. Jest ich stosunkowo mało, a jeśli są, to nie spełniają swojej roli, bo ograniczają się do “X powiedziała”, “Y krzyknął” itd. Opisy są nieco drętwe i ogólnie warsztatowi brakuje sporo do doskonałości, jakby pisał to niewyrobiony twórca. Niektóre opisy są wyjątkowo niezgrabne, mało wyraziste, a słownictwo nie jest zbyt bogate.

cytat- Zeżarły go …całego – dodała zrezygnowanym głosem Ala.
Dianie zrobiło się sucho w gardle. Nie przepadała za swoim kolega, ale nigdy nie życzyła mu takiego końca. Sama myśl, że one same mogły tak skończyć przyprawiało ją o mdłości.

Tylko na jakiej podstawie wysnuły wniosek, że chłopak został pożarty? On mógł przecież tylko zgubić plecak, krew mogła należeć do kogokolwiek. Tak sobie pomyślałam w momencie czytania i okazało się, że miałam czuja, bo wcale kolega nie został zamordowany, ale o tym (ogólnie o nim) później.

Trochę to dla mnie niepoważne, że dziewczyny wałęsają się po opustoszałym, zniszczonym wydziale, na terenie którego krążą krwiożercze stwory. Byłoby rozsądniej, gdyby zwiały stamtąd jak najszybciej, wydostały się z budynku i szukały pomocy na zewnątrz, gdzie - nawet jeśli nie byłoby bezpieczniej - to chociaż istniałoby większe prawdopodobieństwo na znalezienie sobie schronienia niż w ograniczonej przestrzeni budynku. Po czym wnioskują, że tajemniczy mężczyzna jest ciągle w środku? I czemu są same? Czy stwory zeżarły wszystkich? Uczelnia nie jest raczej miejscem odludnym, wokół powinno roić się od ludzi! Choćby zwykłych gapiów zwabionych wyciem syren, bo przecież wozy służb ratunkowych musiały nadjechać. Nie mówiąc o tych transmisyjnych, wiadomo, jak działają dziennikarze - ktoś z ocalonych natychmiast zadzwoniłby do tych z TVN-u.

Wiem, że chodziło o zachowanie konwencji horroru - dwie dziewczyny błąkają się samotnie po jakimś strasznym miejscu, uzbrojone jedynie w pręt… Takie coś może i by się udało, ale gdyby był środek nocy, a one włóczyły się po ogródkach działkowych za miastem, czyli tam, gdzie faktycznie innych ludzi może nie być. Tutaj jest dzień i centrum miasta (bo gdzie indziej postawionoby uczelnię), stwory wyły, więc pewnie zwracały na siebie uwagę, a wokół musiały być tłumy.

cytat- Gdzie się wszyscy podziali? – zapytała Diana siadając zmęczona na fotelu – jak to możliwe, że tak w krótkim czasie całe miasto stało się kompletnie bezludne?

No proszę, nie tylko ja się nad tym zastanawiałam :).

A poniżej relacja Patrycji o tym, co jej się przytrafiło. Mam tutaj nieco więcej do powiedzenia, więc pozwolę sobie przekopiować większy fragment.
cytatWiedziałam, że muszę się schować, ale nie dałam rady podnieść się z posadzki. Skulona w kącie z zamkniętymi oczami słyszałam jak ten mężczyzna dalej walczy. Niestety mimo wysiłków mojego wybawiciela ta bestia przyczłapała do toalet. Usłyszałam trzask. Rozpryskująca woda otrzeźwiła mnie i resztkami sił na czworakach weszłam do kabiny zamykając się w niej. To było straszne, słyszałam jak tuż zza drzwiami rozgrywała się walka na śmierć i życie. Wrzaski nieznajomego w jakimś dziwnym języku, wycie tego stwora, miałam wrażenie, że trwa to wieki. Koniec tej szarpaniny był najgorszy. Kiedy ten jaszczur wpadł do środkowej kabiny zatrzęsła się cała ściana, myślałam, że wszystko runie na mnie! I ten okropny ogłuszający skowyt. Do tej pory mam ciarki jak tylko o tym myślę.

Naprawdę czułam się, jakbym oglądała horror klasy B. Bohaterowie to takie typowe amerykańskie nastolatki rodem z “High School Musical”. Nie podoba mi się to. Największym grzechem jest chyba to, że one wszystkie są identyczne - mamy Dianę, Patrycję, Natalię, Alę… Nie odróżniam żadnej. To, co mówi Patrycja, równie dobrze mogłoby wyjść z ust Ali. Albo odwrotnie.

Nic a nic ich nie charakteryzujesz. Ludzie bardzo różnie reagują w chwilach stresu. Widać to choćby przed egzaminami. Miałam na uczelni ludzi, którzy tak się stresowali, że z automatu zapominali, jak się nazywają. Spotkałam się też z takimi, którzy od początku do końca byli wyluzowani i roześmiani. Niektórzy nakręcali się nawzajem i specjalnie przychodzili jak najpóźniej, tuż przed swoją kolejką, bo wiedzieli, że kilka minut w towarzystwie panikujących kolegów i ulotni się cała ich pewność siebie (o ile jakąkolwiek mieli). Ktoś potrafił rozpłakać się ze stresu (już po egzaminie, mimo że zdał - na czwórkę!). Te dziewczyny są w o wiele większym stresie niż zdający egzamin. One walczą o życie - a nic po nich nie widać.

Patrycja - z jej opowieści wynika, że przeżyła dramat, sama mówi, że nie mogła się ruszyć, była przerażona, zastygła w stuporze, miała nogi jak z waty, nie mogła ruszyć ręką itd. Reakcja prawidłowa, ale to wszystko tylko słowa. Funkcjonuje przecież normalnie, nawet głos jej nie drży. Dlaczego jednej z nich nie znalazły bujającej się na piętach jak w chorobie sierocej i powtarzającej jak mantrę: “One ją rozszarpały, zjadły ją żywcem, odgryzły jej pół twarzy, gapiła się na mnie, jak umierała, wszędzie była krew”. Inna mogłaby być w kompletnym amoku, mieć jawne pretensje do Diany: “To ty gadałaś o jakichś potworach! To ty je tu sprowadziłaś, idiotko! Przez ciebie umrzemy!!!”. Byłoby to niemiłe ze strony przyjaciółki, ale szalenie ludzkie, bo miewamy tendencję do szukania winy w innych i do wyjaśniania rzeczywistości, szukania logicznych argumentów, nawet jeśli to, co się dzieje, jest kompletnie nienormalne. Jedna mogłaby z kolei non stop żartować i doprowadzać tym koleżanki do szału, bo w ten sposób - udając, że nic się nie stało - walczyłaby ze stresem.

Tak więc dziewczęta są identyczne jak stempelki i przez to kompletnie niewiarygodne, koniec tyrady. (Jednej z wielu.)

Kolejna na temat rozmów. Jakość dialogów pozostawia wiele do życzenia. Ciągle stosujesz ten sam schemat - “przerzucanie się” kwestiami, wzajemne odbijanie piłeczki. Jedna coś mówi, druga, trzecia, czwarta i kolejka rozpoczyna się na nowo. Jakieś didaskalia są, ale marne, nie ma opisów reakcji, nie ma właściwie wcale żadnych treściwych opisów. Poza tym jedna mogłaby bełkotać, druga krzyczeć, trzecia szlochać, jedna wcale się nie odzywać albo ciągle przerywać - to wszystko w ramach budowania wrażenia różnorodności bohaterów.

cytat- Mówiłam Ci, że nie wiem, słyszałam tylko jak gdzieś pobiegł. Czemu tak nagle się nim interesujesz?

To jest kwestia na temat tego dziwnego mężczyzny, który śledził Dianę. Jest to wybitnie durne pytanie zadane przez Patrycję (o ile dobrze kojarzę), ponieważ odpowiedź jest oczywista. Mężczyzna jak dotąd jest jedyną osobą zdolną walczyć ze stworami, a więc stanowi ich potencjalny ratunek - to normalne, że chcą go odnaleźć. Patrycja powinna to uwzględnić, ale okej - powiedzmy, że usprawiedliwia ją szok i trauma pozostałe po byciu świadkiem krwawej jatki (chociaż żadnej traumy nie zaliczyła, o czym napisałam już wyżej i wymieniłam jako błąd).

cytatPatrycja bała się, że faktycznie będzie musiała wyjść z bezpiecznego miejsca (...)

I znowu to samo - dlaczego uznawały cały czas z uporem maniaka uczelnię za bezpieczne miejsce, skoro chwilę wcześniej w kiblu jedną z nich niemal rozszarpała bestia z innej planety?

cytatPożałowała, że zachciało jej się bawić w poszukiwania.
- Widzisz coś – szepnęła Natalia
- Chyba ktoś jest za pomnikiem – odszepnęła Diana
- Trzeba to sprawdzić – zaproponowała Ala
- Jesteś chętna – zapytała z ironią Diana
- Ja? Niee to nie na moje nerwy – stanowczo zaprotestowała Ala.

Takie dyskusje są potwornie irytujące, tak jak i same bohaterki, które zachowują się infantylnie i wykazują mentalność małych dziewczynek. (Tak można odebrać te ich słowne przepychanki w tak dramatycznej sytuacji.)

I jeszcze jedno o dialogach - niefajne jest to, że kiedy poświęcasz uwagę dialogowi, postaci wydają się zawieszone w próżni. Stoją i przerzucają się kwestiami. Tak jakbyś nie rozumiała roli didaskaliów - one nie są tylko po to, żeby wprowadzać rozróżnienie na “krzyknęła Diana” i “ironizowała Patrycja”. Tutaj warto wprowadzać opisy świata, żeby nadać tekstowi nieco życia. Tutaj rozmówcy klepią, póki nie wyklepią wszystkiego, co mają do wyklepania i dopiero bierzesz się za jakiś opis, a przecież o ileż lepiej by się tekst prezentował, gdyby te opisy, okruchy budujące świat, zostały wplecione płynnie w rozmowy.

Dwa czy trzy razy dojrzałam wstawki ewidentnie odautorskie.
cytatAriel to można powiedzieć typowy pogromca serc.

cytatNa ten widok dziewczyny pobladły, tylko patrzeć aż zbłąkany pocisk trafi w kogoś.

Jest to prywatna opinia narratora/autora i brzmi to co najmniej niedobrze.

cytat- Te gady zjadły jakiegoś biedaka, a tobie szkoda plecaka! Cały Ariel …
- Kosztował ponad pięć stów, wiesz jak ciężko dostać ten model – burknął i machnął bezwiednie strzelbą.

I znowu stereotypy biją po oczach. Ten koleś to typowy głupkowaty przystojniak z amerykańskich filmów dla młodzieży. Zapatrzony w siebie buc, lekkoduch, który nic nie pojmuje i całe życie jest dla niego imprezą, a wszyscy powinni go podziwiać i mu przyklaskiwać. Ogólnie żaden z bohaterów nie wzbudza specjalnej sympatii.

cytat- Przestań wymachiwać tak tą strzelbą – powtórzyła zniecierpliwiona Natalia
Ariel spojrzał głupkowato na nią a potem z dzikim uśmiechem dodał.
- Ale jak, tak? - i z premedytacją zaczął kręcić bronią dookoła
- Ariel! zaraz kogoś postrzelisz! – krzyczała Natalią
- Zostaw tę strzelbę! – piszczała Patka

W takich okolicznościach to jest zupełnie niepoważne, żałosne zachowanie. Na jego oczach jaszczury kogoś zamordowały, a jego zabawy z pukawką w głowie. Nie jest zabawny, jest durny i irytujący.

cytat- Ty suko …– zawył Ariel spluwając krwią – wybiłaś mi zęba!
Na te słowa natychmiast wymierzyła mu cios kolbą prosto w żebra. Ariel zachwiał się na nogach i upadł na jedno kolano.
- Jeszcze słowo a wybiję Ci wszystkie pozostałe – warknęła i oddała strzelbę Natalii.

I na dodatek jest ciućmą i dał się znokautować dziewczynie.

cytatAriel spojrzał na nią zawzięcie, wydął pierś do przodu i z krzywym grymasem odpowiedział.
- Idę z wami, i przejmuje dowodzenie!

Bohaterowie przekomarzają się jak dzieci i są naprawdę jakby wyjęci z miernych filmów dla 15-latków. Okej, takie coś by przeszło (w końcu są różne grupy docelowe), ale w “Magicznym drzewie” czy “Serii niefortunnych zdarzeń”, a nie w opowiadaniu, gdzie stwory mordują ludzi, rozrywając ich na strzępy! Nie ten kaliber.

Smutno mi z powodu totalnie czarno-białego świata postaci. Ariel, którego główna bohaterka nie lubi, musi być - rzecz jasna - kompletnym idiotą. Gdyby jego grzechem był tylko egocentryzm i narcyzm, to okej, ale on jest po prostu głupi. Bohaterowie są albo idiotami bądź zbrodniarzami, albo kryształowymi rycerzami - ci, których akceptuje Diana, nie mają skaz, tak jak jej przyjaciółki, które nie popełniły ani jednej gafy, nie zrobiły ani jednego błędu. Ariel tymczasem jest ścierwem bez żadnych zalet. Niemyślącym na dodatek.

cytat- Uspokójcie to wilczysko – mruknął Ariel wzdrygając się na widok wzburzonej Wenus – jak mnie ugryzie to poszczuje was wszystkie moim adwokatem.
Diana spojrzała na niego z politowaniem i rzekła.
- Głupi! nie na Ciebie warczy. Wyczuła coś - i spojrzała w dal z niepokojem. Po chwili jej oczom ukazały się czarne migoczące sylwetki, które zbliżały się w ich stronę – o nie! - i dygoczącym palcem wskazała przed siebie.

Druzgocąca jest łopatologia, której trzeba używać w stosunku do Ariela.

cytatDziewczyny zapiszczały zgodnym chórem. Zaraz za nim przyczłapał kolejny jaszczur a potem trzeci okrążając swoje ofiary. Ariel miotał się jak szalony wrzeszcząc jak panienka.

Nawet narrator nie jest wobec Ariela obiektywny i bezstronny. Kiedy krzyczy Patrycja albo inna przyjaciółka, zaś wilczyca skomli, to jest okej, ale gdy nielubiany Ariel okazuje strach (co jest w tych okolicznościach całkiem normalną reakcją - dziwię się, że nie sikają po nogach z przerażenia), to zaraz jest, że “piszczy jak panienka”. Z ironią i żeby mu dopiec. Czy on nie ma prawa się bać?

cytatZ głębi dobiegł jeszcze przeszywający krzyk. Diana stała nieruchoma patrząc z niedowierzaniem na krwawe ślady na trawie.

No i dokonało się. Nielubiany kolega dokonał żywota i to tylko dlatego, że był nieakceptowany przez Dianę - bo założę się, że wszyscy, na których jej zależy, wyjdą z tej przygody bez szwanku. Ma to już przecież miejsce z jej rodzicami, którzy, jak się okazało, przetrwali, zostali zabrani w bezpieczne miejsce i mają się dobrze.

Tekst jest niestety potwornie przewidywalny. Najpierw odszukiwanie po kolei wszystkich żywych przyjaciół - bo to nie do pomyślenia, żeby Diana kogoś straciła. Jej bliscy są w doskonałym stanie - i fizycznym, i psychicznym. Dialogi są sztampowe, miasto okazuje się opustoszałe tylko po to, by stworzyć nastrój grozy - a przecież nie powinno być całkiem puste, bo to bez sensu. Potem nastąpiła śmierć Ariela, którego i tak nikt nie lubił, więc czytelnikowi nie powinno być nawet przykro. Wszyscy się pogubili, żeby tylko Diana mogła zostać sama i by nikt nie przeszkadzał strażnikowi w ratowaniu jej. No i jeszcze ten tajemniczy wilk z dziwnymi symbolami czy światełkami w kolorze drogocennych kamieni… Film grozy klasy B.

Zabawne jest to, że bohaterowie “fajni” (ci, których akceptuje Diana) odnoszą tylko drobne rane, a jeśli już, to wyłącznie takie, hm, “filmowe”, “estetyczne” (o ile rana może być estetyczna). Chodzi mi o to, że nie ma opcji, by ktoś został trwale okaleczony, np. stracił ucho, oko czy stopę, bo już nie byłby idealny i nie mógłby zostać określony jako “piękna/przystojny mimo wszystko”. Alan to zlepek cnót - waleczny, doskonały, a jego obecność daje stuprocentową gwarancję Dianie, że nic jej się nie stanie. Jako czytelnik nie przejmuję się kompletnie jej losem, ponieważ wiem, że i tak wyjdzie cało z opresji - Alan ją ocali. Po co mam czytać o jej perypetiach, skoro i tak nic z nich nie wyniknie? Poradzi sobie - albo Alan poradzi sobie z niebezpieczeństwami w jej imieniu.

Pod koniec podczas rozmowy z Alanem okazuje się - OCZYWIŚCIE!!! - że Diana nie jest zwykłym człowiekiem, bo bycie człowiekiem jest zbyt mainstreamowe. To mutant gatunkowy, jakaś magiczna elfia hybryda, zapewne o wielkiej mocy (nawet jeśli jeszcze o niej nie wie). Diana to pospolita, podręcznikowa wręcz Mary Sue, idealna bohaterka, która idealnie wychodzi z opresji. Być może jest to alter ego autorki, która też chciałaby przeżyć taką niebezpieczną przygodę i może to uczynić tylko na łamach opowiadania - wcale bym się nie zdziwiła.

cytatDiana wzięła do ręki delikatny wisiorek i przyglądała mu się z zachwytem. Kryształowy anioł lśnił jak malutka gwiazdka dopiero co ściągnięta z nieba.
- Będzie Ci bardzo pasować – rzekł Alan
- Mam zostać strażnikiem?
- Tak, jeśli tylko zechcesz.

No i proszę, jakbym zgadła z tą niesamowitą mocą. Oto Diana dowiaduje się, że jest kimś wyjątkowym i może z powodzeniem pełnić funkcję strażnika. Coś podobnego było w pierwszej części “Harry’ego Pottera”, ale to była powieść dla jedenastolatków.

cytatAle fakt, że miał ponad 1000 lat nie było łatwe do zaakceptowania.

Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzyłby w to tak prędko. Diana powinna chociaż próbować negować słowa Alana, a ona tymczasem ufa mu, wierzy we wszystko bezkrytycznie, wydaje się, że kompletnie nie ma instynktu samozachowawczego. Zapomniała już o przyjaciółkach, które zaginęły, zamiast się o nie martwić, popija sobie herbatkę, drapie psa za uchem, a raczej nie psa, tylko śnieżnobiałego wilka, bo zwykły pies byłby zbyt nieodpowiedni dla osoby z takim potencjałem jak Diana.

cytat- Zadajesz więcej pytań niż pięcioletnie dziecko -i znów uśmiechnął się swoim nieziemsko ciepłym a zarazem figlarskim uśmiechem - miała to być niespodzianka, ale uchylę rąbek tajemnicy. Jutro pójdziemy do jednego z trzech królestw Wielkiego Imperium.

Czemu mam wrażenie, że okaże się, że jest królową jednego z tych królestw albo coś w tym rodzaju?

W tym miejscu pozwolę sobie zrobić krótkie podsumowanie. Postaci: niestety są czarno-białe, główna bohaterka wydaje się książkowym przykładem Mary Sue. Wszyscy zachowują się jak dzieci, co nie byłoby nawet najgorsze, gdyby byli dziećmi, a nie dorosłymi ludźmi, studentami. Są głupi, a przynajmniej tak się zachowują. Nie mają swoich charakterów. Postaci są płaskie i trudne do polubienia, nie wzbudzają emocji poza irytacją, a ich reakcje są nieadekwatne do sytuacji.

Styl pozostawia wiele do życzenia. W tekście roi się od drobnych i tych mniej drobnych błędów. Robisz błędy ortograficzne (rażące) oraz interpunkcyjne (tych nawet nie próbowałam wypisywać). Czasem źle używasz związków frazeologicznych i idiomów, mało jest opisów, zaś didaskalia z prawdziwego zdarzenia (takie, które pchają akcję do przodu) w dialogach jest niewiele. Tak samo jak dobrych opisów.

Pomysł jest bardzo oklepany, a raczej nie sam pomysł, ale wykonanie. szystko już było, a poszczególne elementy, na jakie składa się przedstawiony świat, to klisze. Zapowiada się dość kiepsko i właściwie nie dostrzegam wielu pozytywów. Nie widzę również przesłania – oczywiście nie sposób zawyrokować o jego obecności lub nieobecności po pierwszym rozdziale, ale mam wrażenie, że całe opowiadanie powstało po to, by podbudować ego autorki, która – jak mniemam – utożsamia się z Dianą i chciałaby mieć takiego obrońcę/przeżywać takie przygody jak swoja bohaterka.

Na pewno następnym razem będzie lepiej.

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
Sporo, sporo błędów.
cytatKolejny kszyk (...)

Krzyk.

cytat(...) dodała i ponownie zaczęła wskrobywać się na parapet okna.

Na parapet okna mogła się co najwyżej wdrapać.

cytatChodźmy z tond (...)

Stąd.

cytat- Szlak! – wrzasnęła (...)

Szlag.

cytatKorzystając z okazji Diana wyskoczyła z pod martwego truchła (...)

Spod.
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
20.12.2018
Od razu zaskoczyła mnie obszerność komentarza. Szczegółowy komentarz nie pozostawiający na mnie suchej nitki- ale to dobrze, wiem nad czym mam pracować. Wiedziałam, że nie będzie łatwo.
Widzę, że było błędem z mojej strony wstawienie treści ze środka rozdziału, a nie całość od początku z właściwym opisem i wstępem do opowiadania. Już mi zwracano na to uwagę.
Dialogi faktycznie są źle skomponowane. Czułam, że jest coś z nimi nie tak ale nie umiałam tego sama zweryfikować. Dlatego ciesze się, że mam tak wiele wskazówek by móc je poprawić.
Jeśli chodzi o bohaterki , to nie skupiałam się nad nimi jakoś szczególnie bo nie będą one ważne w dalszej części - ale faktycznie warto nad nimi popracować mimo wszystko. Ariel - taki właśnie miał być, nie brakuje w codziennym życiu takich ludzi. Nieco przejaskrawiony, choć też zgodzę się, że zasługuje na nieco więcej rozumu i finezji.

Ogólnie bardzo doceniam wysiłek i masę czasu jaki został włożony w ocenę mojego teksu. Ciut brutalnie jak dla mnie, ale jestem przynajmniej pewna że ocena jest szczera i rzetelna. Wiele rad i wytkniętych błędów na pewno pomogą mi się poprawić by następnym razem faktycznie było lepiej.

P.S Diana nie będzie żadną królową ani nie będzie posiadać magicznym zdolności. Nie utożsamiam się z główna bohaterką - nie wiem skąd to skojarzenie :)


Pozdrawiam
Paula
Od: Autor Paula
twarz żeńska
22.10.2018
Cześć Paula.

Fajnie, że próbujesz zbudować na początku atmosferę, moim zdaniem jednak mogłabyś to jeszcze troszkę dłużej pociągnąć. Wymaga to też nieco większej gramatycznej ogłady. Stwierdzenie
cytat„Była pochmurna jak pogoda”
mało mówi, gdyby nastąpiło przed lub po jakimś dłuższym opisie czy wywodzie, byłoby lepiej. Mało opisu przy wskakiwaniu do autobusu; przecież mogłaś opisać kałuże, tłoczących się na przystanku i w autobusie ludzi. Za bardzo śpieszysz i to się czuje. Mogą się pojawiać tu różne zachowania bohaterki. Musisz dawać więcej czytelnikowi od samego początku, by go oczarować tym tekstem, historią, atmosferą, bohaterami. Nie śpieszyć. Akcja może płynąć wartko, ale wciąż musisz się przykładać do każdego aspektu, byśmy czuli, że nie piszesz tego by jak najszybciej skończyć, a piszesz by pokazać tę historię jak najbardziej podobnie do tego co masz w głowie. Za mało o tym podglądaczu, jak zaczynasz coś już pisać o jakimś motywie, to trzeba to jakoś konkretnie lub z charakterem przedstawić - coś nam dać, a nie tylko: już tu szybko wsiadła, już tu się szybko znalazła, już dostrzegła grupę znajomych. Piszesz o ocenianiu prac przez doktora, nic się tu nie dzieje ciekawego, nie przedstawiasz żadnych kolorowych postaci, wartkiej akcji czy niecodziennych myśli. Zajęcia znów minęły "szybko". Diana, jeśli tryskała humorem, to czytelnicy tego "nie kupią na słowo", musisz to ukazać. Później dzieje się jakiś dziwny dialog, bez opisu jak on może przejść niezauważony przez wykładowczynię. Padają różne nowe szczegóły i fakty, które nie powinny być omawiane "z lotu", a wspomniane wcześniej w jakiś opisach, czy dialogach. Bez ukazania jakiegoś wcześniejszego zżycia dwóch koleżanek, nie ma sensu przechodzić do jakiejś żarliwej kłótni, bo to po prostu nie zadziała bez kontekstu. Za mało też opisów mimiki, wyglądu, z których moglibyśmy wyczytać więcej charakteru. Wejście Natalii, mimo, że bardziej efektowne i z małym opisem, to też wciąż nieco wybrakowane, można było opisać potrącenie jednego ze studentów i minę pani profesor, by zrobić scenę nieco bardziej komiczną/wyróżniającą się.
cytat„było już pewne, że będzie musiała dokładnie wszystko zrelacjonować ”
- nie potrzebnie tłumaczysz, tutaj mogłabyś opisać reakcję - wytrzeszcz oczów i wystawienie ręki w specyficznym geście. Na końcu czwartej strony kończę i ja.

Podsumowując widać w tekście Twoje starania, jest długi i przyłożyłaś się do poprawnego zapisu dialogów, ale to wciąż za mało, by było poczytne. Widać, że na pierwszy plan idzie kilka koleżanek, więc je bym od razu przerobił, dodał charakteru, głębi, bo tu nawet nie masz choćby koloru włosów, czy czegokolwiek co by je odróżniło. Choć proponowałbym o wiele, wiele więcej. Może zacznij od sceny podglądania, jakiegoś wspólnego chatu dziewczyn po, by było później do czego się odnosić. Inwestuj w opisy, choćby jedno zdanie na temat każdej postaci, które wyróżniałoby ją z tłumu. Opisz tłum na korytarzu, szmer, zwisające z tablic korkowych ogłoszenia, szemrzenie projektora, nietypowy sposób przerzucania slajdów pilotem przez wykładowczynię. Daj nam te szczegóły, które dodadzą historii życia/koloru, bo Ty to widzisz, a my czytelnicy nie. Coś musi się cały czas dziać, wyglądać, tworzyć atmosferę, zastanawiać, straszyć, śmieszyć. Nie możesz (możesz, ale nie powinnaś ;-)) przeskakiwać z jednej czynności w drugą bez czegoś znamienitego. Jasne, wspomniałaś o podglądaniu i skaleczeniu, ale no właśnie, wspomniałaś i ot tyle. Nie myśl, że się tu pastwię, czy coś - trochę Ci wałkuję; każdy z nas był w tym momencie pisania. Jeśli jednak chcesz wskoczyć o poziom wyżej, to zachęcam Cię do poczytania naszego poradnika, a także utworów naszych zwycięzców. Po tym polecałbym zacząć analizować i komentować utwory korzystając z 3K, to powinno otworzyć Ci bardziej oczy na Twoje własne pisanie. Nie zrażaj się, tylko pisz dalej. Witam wśród Pióromanów i zachęcam do dalszej pracy nad piórem w naszym gronie. Pozdrawiam.
cytat„zmagający się wiatr”

Ci, Tobie, Pani piszemy z wielkiej tylko zwracając się do kogoś osobiście.
cytat„nie przejmując się z tym zbytnio”
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
02.11.2018
Dziękuję za zwrócenie mi uwagi na opsisy, też mi czegoś brakowało tylko nie wiedziałam czego. Bałam się rozwlekac opisy by nie stało się nudne a dzięki twoim radom już wiem że jest to jednak potrzebne. Co prawda jest to wycinek z mojej przyszłej książki ale zgadzam się że wszystkimi uwagami i już wiem nad czym powinnam popracować.
Od: Autor Paula
twarz żeńska