Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 51
Dzisiaj w pracowni: 5
Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Czarny kot, czarna noc, czarne lakierki

23.04.2019
Na wstępie przywitam się (cześć, Marek!) i od razu pochwalę za fenomenalny tytuł. Rzadko spotykam taki, który byłby tak prosty, enigmatyczny, a jednocześnie konkretny – oraz intrygujący.
cytatAle to „coś” doprowadziło do tragedii.

Bardzo podoba mi się zabieg polegający na powiedzeniu na samym początku, czym skończy się tekst. Przeczy to wszystkim zasadom szeroko pojętego pisarstwa, które zakłada, że powinno się stopniować napięcie i pod żadnym pozorem nie zdradzać tajemnicy przed końcem. Tutaj mamy coś zupełnie odwrotnego, chociaż… nie do końca. Wiemy, że będziemy mieli do czynienia z jakąś katastrofą, choć nie mamy pojęcia, co dokładnie ma się wydarzyć. W takich tekstach mam wrażenie, że bardziej od tego, CO się stało, liczy się to, W JAKI SPOSÓB doszło do wydarzeń.
cytatJemu było na imię Kajetan i był tak brzydki, jak piękne były jej lakierki.

Co za przepiękne, pełne finezji porównanie!
cytatWidok byłby zajebisty, gdyby nie miała wielkiego grymasu. Ten był chujowy.

Hm, mam pewną zagwozdkę. Nie jestem pewna, czy taki styl mi odpowiada. Mam wrażenie dysonansu – do tej pory bohater jawił mi się jako bohater romantycznych dramatów, a tu nagle wyskakuje z wulgarnymi wstawkami. Okej, ja rozumiem, to student, młody człowiek, nie będzie porozumiewał się pięknym, nienagannym językiem… chociaż nie. Na początku sprawiał takie wrażenie i to właśnie dawał do zrozumienia – że czegoś podobnego mogłabym się po nim spodziewać. Dziwnie się poczułam, kiedy okazało się, że jednak bohater jest… standardowy. Ale nic, jedziem dalej.
cytat- Wydaje mi się, że ten psychol jak wraca do domu to bawi się ptaszkiem i myśli o mnie. Nawet krążą plotki, że zrobił mi jakieś fotki na komórce.

Nie wiem jeszcze, jakie relacje wiążą tych bohaterów, ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić dziewczyny (jakiejkolwiek), która gadałaby ze znajomym o takich rzeczach, zwierzając się, że ma takie odczucia względem innego faceta. Prędzej przed koleżanką, przyjaciółką, siostrą… Być może są przyjaciółmi, ale na razie wszystko przemawia za tym, że są na dobrej stopie, ale nic specjalnie angażującego.
cytat-Mam gały to się patrzę. To moje prawo. Po za tym robię to automatycznie. Nad tym się nie da zapanować.
(...)
-Ale zrozum kurwa, że ją to boli.

Tutaj broniłabym Kajetana. Myślę, że dziewczyna miałaby większe prawo narzekać, gdyby nie ubierała się w stylu Lolity i nie robiła wszystkiego, by wyróżniać się z tłumu. Ktoś, kto zachowuje się jak ona, musi się liczyć z tym, że inni będą się gapić, gadać, zaczepiać. Jeśli tego nie chce, niech zmyje makijaż, zmieni ciuchy, przestanie być „słodką Lolitką” i wtopi się w tłum jako jedna z tysięcy szarych myszek. Dopiero wówczas, gdyby taka sytuacja się powtórzyła, że ktoś by ją nagabywał, miałaby podstawy sądzić, że jest nagabywana.
Dalej zaczyna się jazda bez trzymanki. Kajetan zostaje zamieniony przed Lolitę w kota (który, swoją drogą, jest prawdopodobnie najbardziej wulgarnym sierściuchem pod słońcem, ale można mu to wybaczyć, skoro do tej pory był człowiekiem i nagle postawiono go w sytuacji konieczności obniżenia perspektywy o jakieś… trzy czwarte). Jego kumpel Piotrek przyjmuje to w sumie ze spokojem – to znaczy, jak pewnie byłabym bardziej emocjonalna, gdyby na ulicy zaczepił mnie kot ;). Pewnie nie ograniczyłabym się do próby przypomnienia sobie, czy w ostatnim czasie jarałam, co jarałam i czy w ilości wystarczającej do tego, by rozmawiać z kotami. Piotruś wydaje się bardzo zachowawczy i w sumie łatwowierny. Od razu zaczyna rozmawiać z sierściuchem i bardzo szybko porzuca podejrzenia, że to jakaś ukryta kamera.
cytat-To prawda, ale ma też wady. Miau!- Kocia mądrością zbił mój argument.- Np. nie można się masturbować.

Obawiam się, że nie jest to prawda ;). Koty potrafią się masturbować i chętnie korzystają z tej możliwości.
cytatPo drodze myślałem tak: Najpierw studentka w czarnych lakierkach oskarża jakiegoś gucia o namiętne spojrzenie. Potem ten gucio oskarża ją o bycie kurwą. A w finale mówiący kot nie chce u mnie przenocować, gdyż jest mizoginem. I jak po takich schizach mam poprawić kolokwium?

Czego student nie wymyśli, żeby usprawiedliwić fakt, że nie chciało mu się uczyć i zawalił na całej linii!
cytatPowiecie pewnie, że ta historia jest głupia, smutna i makabryczna. To prawda, ale mam prawo do obrony. Po pierwsze świat jest makabryczny, smutny i zwłaszcza głupi. Po drugie może przeczytawszy ją jakiś facet nie będzie już więcej patrzył pożądliwie na kobietę. Nie róbcie tak. Nawet jeśli ona nie przemieni wasz w kota to i tak sami z siebie staniecie się zwierzętami.

O kurczę, ale mam zagwozdkę. Opowiadanie skończyło się błyskawicznie, było króciutkie i nie mam pojęcia, co o nim myśleć. Jeszcze stronę czy dwie przed końcem byłam sceptyczna i myślałam sobie tylko, zerkając co rusz na koniec dokumentu, chcąc skontrolować, ile zostało jeszcze stron, że nie ma szans, byś zmieścił w tak małej objętości jakieś uzasadnienie, jakieś zakończenie, jakiś morał, jakiś sens… Generalnie coś, dzięki czemu ten tekst przemieniłby się z nic nieznaczącego ciągu scenek w coś wartościowego. A tu proszę, jednak udało się coś wycisnąć. Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale w sumie podoba mi się ta konkluzja, żeby nie patrzeć pożądliwie na kobiety, bo to się może źle skończyć. Ciekawe podejście do tematu.
Ostatnie zdanie jak dla mnie jest fenomenalne. Jestem pod wrażeniem. Do tej pory czytelnik miał wrażenie, że to taka śmiesznostka, historyjka bez głębszego sensu i bez celu, a tu proszę, jednak jest w tym coś więcej! Podoba mi się, jestem zaskoczona i chociaż całość jest krótka i trudno zżyć się z bohaterami (mimo że są dość charakterystyczni), widać autorski zamysł, który zrealizowany został o A do Z. Jako koncepcja – nie zawiodłam się. Fajne.
Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
Muszę pochwalić język. Jest prawdziwie bajkowy. Nie wybitnie bogaty, różnorodny, nawet nie za bardzo wypieszczony, ale człowiek przy czytaniu przenosi się do czasów własnego dzieciństwa. Trochę czułam przesyt, za dużo tu określeń kolorów, kształtów. Ale nie jest to jakiś duży problem. Problemem wg mnie jest fabuła, której de facto nie ma. Mamy kilka ważnych wydarzeń i zwrotów akcji - królewna pragnie odlecieć i poznać tereny poza granicami królestwa, ale mężowi się to nie podoba i zawraca ją z drogi, po czym więzi, żeby więcej nie uciekła. Jej jednak udaje się wymknąć, odfruwa sobie, dociera na Ziemię (czy tam do świata ludzi; wszystko jedno), poznaje rybaka, zakochuje się i zostaje przy nim, szczęśliwa. Niby wszystko jasne, ale jednak nie do końca.

Nie ma tu żadnej głębi, żadnego przesłania. Królewna pewnego dnia odkrywa pragnienie odejścia i zwiedzania świata - co było jego przyczyną? Skąd w ogóle wiedza o tym innym świecie, skoro od jej królestwa oddzielał ją jkiś dziwny, tajemniczy portal? Ale nieważne - istotniejsze jest to, po co ona w ogóle tam polazła, skoro z Odinem była szczęśliwa i uwielbiała swoje królestwo, kochała rośliny i zwierzęta? Czego jej brakowało? Bo jeśli to był wyłącznie kaprys, przyszło jej do głowy, że trawa u sąsiada jest bardziej zielona i trzeba obczaić (a na to by wychodziło, nawet w tekście padło stwierdzenie, że ktoś królewnie opowiedział o dalekich krainach i ona poczuła się zaintrygowana i marzyła od tego czasu o podróży), to nie świadczy o niej zbyt dobrze. Okazała się pustka i nie pomyślała o odczuciach swojego męża. Mogła przecież wyjaśnić mu, skąd się u niej wzięła ta nagła potrzeba, żeby go uspokoić - nie zrobiła tego, bo... może sama nie miała pojęcia? Kaprys pięciolatki? Dlaczego nie zaproponowała mu, by poleeciał wraz z nią? Odin wcale jej nie ufał, skoro po pierwszej jej próbie wojaży zamiast porozmawiać, dowiedzieć się, o co chodzi, po prostu przemienił ją w syrenę i uniemożliwić dalsze próby ucieczki. W ogóle - dlaczego od razu pomyślał, że żona chce "uciekać"? To jako pierwsze przyszło mu do głowy. Czyżby miał coś na sumieniu, czyżby było między nimi coś, od czego ona mogłaby chcieć uciec?

W baśniach wszystko powinno mieć jakieś znaczenie. Poprzez bajkowość i metafory pokazuje się pewne problemy, o których nie chce się mówić wprost. Królewna mogła chcieć udać się do tego niesamowitego świata, o którym się nasłuchała, czemu nie. Mogła nawet popaść w obłęd, wierząc, że nigdzie indziej nie będzie szczęśliwa. Odin mógłby "zagrać" osobę o staroświeckich poglądach, taką, która boi się nowości i za nic nie chce innowacji. Dlatego nie rusza na żoną i na dodatek więzi ją, by została przy nim. Konflikt tych dwóch przeciwstawnych postaw byłby ciekawym zarzewiem baśni. Tutaj tego nie ma. Królewna fascynuje się obcym światem tak po prostu, Odin zatrzymuje j - tak po prostu, wszystko jest tak po prostu, bez przyczyny, bez pomyślunku.

Najmniej zrozumiały jest dla mnie chyba moment, gdy królewna jednak odzyskuje dawną postać i ucieka od męża tyrana (a przynajmniej autokraty). Najpierw zasygnalizowałaś, że jest to niemożliwe, królewna przecież prosi męża o zwrot nóg, kaja się, że "leciała z zamiarem powrotu" itd. Sądziłam, że tylko on może zdjąć z niej klątwę. Znów byłaby to dobra kanwa do konfliktu - Odin obiecuje, że zwróci jej dawną postać pod warunkiem, że ona obieca, że nie ucieknie. Królewna odzyskuje nogi i musi dotrzymać słowa. Może być nieszczęśliwa, bo wciąż nie może spełnić swojego marzenia, mimo że ma już do tego "narzędzia" - jeśli chce jednak pozostać wierna swojej obietnicy, musi zostać na miejscu. Przecież przysięgała. Wcześniej, będąc w formie syreny, nie mogła wyruszyć tak czy siak i mogła winą za ten stan rzeczy obarczyć kogoś innego. Gdyby Odin ją odmienił, wszystko zależałoby znów od niej i musiałaby się wykazać wybitnie mocnym charakterem, by się dostosować i nie złamać danego słowa. Wówczas baśń mogłaby być pochwałą hartu i wartości słowa, a także cierpliwości - zwłaszcza gdyby Odin po jakimś czasie jednak dał się przekonać, by puścić żonę na wyprawę.

Królewna jednak nie musi czekać na ingerencję męża, bo okazało się, że pod wpływem własnych mocy może przemienić się bez problemu. To po co było to wszystko? Nic z tego nie rozumiem. I nie wiem też, jaki był cel tej wyprawy. Królewna odnajduje w innej rzeczywistości dokładnie to, czego szukała - wspaniałe krajobrazy, przyrodę i miłość. To mnie chyba boli najbardziej - że tak błyskawicznie zastąpiła w sercu Odina jakimś ludzkim rybakiem, którego nawet nie znała. I znów w baśni z prawdziwego zdarzenia powinien pojawić się jakiś konflikt - królewna powinna (tylko przykład!), niech się zastanowię... o, odkryć, że ten inny, "cudowny" (w jej głowie) świat wcale taki cudowny nie jest. Powinna zatęsknić za mężem i wrócić do niego z podkulonym ogonem. Wniosek? Prosty - dobre rzeczy mamy zwykle pod nosem i ich nie zauważamy. Musimy gdzie indziej się sparzyć, by zorientować się, że ulgę przynosi to, co już znamy. I że ci, których znamy, zazwyczaj są nam najbliżsi. Morał jest? Jest.

No i jeszcze ostatni fragment.
cytatCzas mijał, a dziewczyna zapomniała o dotychczasowym życiu, bowiem wiatr ziemski porywa wspomnienia z odległych krain, także te o źródle pochodzenia. Czasem tylko, jak zapatrzyła się w horyzont miała wrażenie, że pochodzi nie z tego świata i, że zostawiła coś, co było bliskie jej sercu. Ogarniał ją zwykle w takich momentach nieuzasadniony żal, który prędko rozpraszał się na widok szczerego uśmiechu rybaka na tle sielankowego pejzażu jeziora. Wystarczyło jej, że w trudnych chwilach mogła podziwiać cudowny krajobraz w obecności przyjaciela. Żyli na łonie natury długo i szczęśliwie.

Cóż mogę rzec - boli, no boli. Bo tutaj sam tekst aż krzyczy, że chciałby, by wpleść w niego jakiś morał, jakąś naukę, a tu kicha, królewna trochę czuła żal, ale w sumie to sobie poradziła i była szczęśliwa. I to wszystko? Okej, niech jej się szczęści, ale po co to opowiadanie?

Podobają mi się bohaterowie, klimat i język. Wydarzenia kompletnie do mnie nie przemawiają.

Pozdrawiam!
Magdalena Lipniak
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
17.04.2019
Właściwie to ta historia... nie ma sensu. Rozumiem, że może taka właśnie miała być, zupełnie nierealna, ale chęć stworzenia czegoś nierealistyczne nie jest równoznaczne z porzuceniem jakiejkolwiek charakterystyki bohaterów. Bo tu jej nie ma. Jest wspomniane jak się ubierali, co studiowali i gdzie pracowali oraz jak ubogie mieli życie erotyczne, nie ma jednak ani jednej cechy charakteru żadnego bohatera. To trochę razi, bo nawet jeśli piszesz o zupełnie nierealnej sytuacji, totalnie pokręconej, to jednak dotyczy ona normalnych, czyli czujących i myślących ludzi.
Podoba mi się pierwsze zdanie. Jest ono idealnym początkiem. Brakuje mi jednak tła dla tej historii i nie widzę sensu w przerywaniu jej i dzieleniu na części. Dużo lepiej brzmiała by ta historia gdyby była pociągnięta jako jedna całość, mająca określony czas.
Relacje pomiędzy bohaterami były zupełnie nierealne, nie sposób w nie uwierzyć. Ludzie tak nie rozmawiają. Nie wyszło to naturalnie. Dialogi są strasznie powierzchowne, sztywne, zupełnie się nie zgrywały. Powrócę jeszcze do tła historii, a właściwie do tych kilku opisów, które się pojawiły.
cytat„Był to lokal raczej damski niż męski, na swój sposób słodki.”

Czytając jakiekolwiek opowiadanie zawsze próbuję sobie wyobrazić scenerię, zobaczyć w oczach wyobraźni bohaterów. Jednak po tym jednym zdaniu mam mętlik w głowie, totalny niedosyt i poczucie rozczarowania. Jedyne co zostaje w pamięci to buty Jamido, o których tyle razy wspominałeś, choć nie widzę żadnego powodu dlaczego jej ubiór tak często musiałeś akcentować.
Z każdym zdaniem moja opinia była chyba coraz gorsza, jednak czytając zakończenie całkowicie się zmieszałam. Mam wrażenie, że ten ostatni akapit został napisany przez całkiem innego autora, niż poprzedni tekst. Proste, mądre stwierdzenia, krótko i jednoznacznie, wszystko ze sobą dobrze związane. I po przeczytaniu tego ostatniego akapitu zaczęłam się zastanawiać czy nie napisałeś tego w taki sposób specjalnie tylko po to byś mógł napisać właśnie to zakończenie i w ten sposób zaskoczyć czytelnika. Jeśli tak było to szczerze nie wiem co sądzę o tym zbiegu, mam zbyt mieszane uczucia. A jeśli nie, to radzę jeszcze raz przeanalizować ostatni akapit i swoją dalszą twórczość właśnie na nim oprzeć.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Od: Pióroman Bjabi
twarz żeńska
19.04.2019
Mimo wszytko dziękuję za odpowiedz. Polecam mój blog.
20.03.2019
Witaj Marku.

Przeczytałam z zaciekawieniem kilka Twoich utworów. Jeśli jesteś tutaj by przekonać się, co o twoich pomysłach myślą inni służę swoją opinią.
Chciałabym odnieść do utworów – „Czarny kot, czarna noc, czarne lakierki oraz „Pomniki w Śródmieściu”,
Zacznę od pomników – świetne - zabawne, ciekawe i pouczające – nie przypuszczałam, że w Warszawie jest dwa pomniki Piłsudskiego. Podziwiam Twoje poczucie humoru i trafne przypisywanie cech poszczególnym postaciom. Sformowania „Przy czytaniu literatury trzeba zachować dystans”,„ Może wojny już nie ma, ale obrona jest! „ to perełki – które zdobią twoje teksty dając czytelnikowi okazję do podziwiania Twojej elokwencji.

Nieco inne wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Czarny kot – jest dosyć ciekawe, myślę jednak, że warto by trochę je dopracować. Od razu powiem, że zakończenie, gdzie wyjaśniasz czytelnikowi, jaki miałeś cel pisząc ten tekst jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem i od razu wybacza się autorowi niedociągnięcia w części pierwej.
Czego mi brakuje:
Za słaby przekaz na czym polegał konflikt pomiędzy bohaterami. Bo to, że facet patrzy na dziewczynę to chyba za mało. Brakuje mi eskalacji tego konfliktu – może wymiany zdań, może jakieś SMS – y z obraźliwymi testami, czy głuche telefony.
Zastanawiam się też dlaczego bohaterka, wcześniej nie posłużyła się magią - skoro miała taką moc. Być może jej moce ujawniły się pod wpływem silnych emocji, ale to trzeba jakoś podkreślić w tekście.
Warto popracować też nad niektórymi dialogami;
-Może powinnaś mu zwrócić uwagę?- Zapytawszy zapiąłem marynarkę. Znak zapytania świadczy o tym, że było to pytanie. Nie ma potrzeby za każdym razem wspominać co zrobiła osoba mówiąca. Zamiast tego dodaj z jakiego powodu zapiałeś marynarkę, w przeciwnym razie nie będzie uzasadnienia dla wzmianki o marynarce (- zasugerowałem, zapinając marynarkę ponieważ przeszył mnie dreszcz)
„Masz na myśli tę kurwę, która chodzi w lakierkach i kokardkach? Odparł w bardzo chamski sposób.” – pozwól niech czytelnik zdecyduje czy sposób był chamski czy bardzo chamski czy może w ogóle nie. Być może chodziło ci o to, że ten sposób dla ciebie(twojego bohatera) był wyjątkowo chamski. W takim razie musisz to podkreślić, bo z tekstu nie wynika.
A jeśli mnie też przemieni? Ta sprawa mnie przerasta. - Mówiąc to złapałem się za łeb - wystarczy złapałem się za łeb, można jeszcze dodać z jakiego powodu np. złapałem się za łeb dumając jakim cudem dałem się wplątać w tą całą historię

Looknęłam też na bloga i przy okazji skomentuję „Początek marca”
Pomysł oryginalny, wykonanie wymaga dopieszczenia.
Podoba mi się minimalizm w tym utworze. Niemniej jednak uważam, że trzeba czytelnikowi trochę podziałać na wyobraźnię, zamiast tłumaczyć mu co ma sobie pomyśleć. Jeśli piszesz ” Był chłodny poranek, a las tonął we mgle. To moim zdaniem zbędna jest informacja: Widoczność była więc bardzo słaba. Zamiast tego możesz użyć opisu jak ten las wyglądał, albo zgrabną metafora pobudzą wyobraźnię czytelnika i sam stworzy wizję tego miejsca (np. Był chłodny poranek, a las tonął we mgle, która chwilami gęstniała jak mleko - idący musieli uważać by nie zboczyć z drogi.) Przy okazji warto było by zbudować nastrój, który wprowadzi czytelnika w to co będzie działo się dalej. Mgła jest tu jak najbardziej pomocna, ale nie wystarczy. Może to być śpiew ptaków bądź jego brak, szum drzew, pohukiwanie sowy, trzask łamanej gałęzi. Krótko – dwa, trzy zdania żeby czytelnik „poczuł to miejsce” U ciebie klimat tworzy jedynie przekleństwo, które pada z ust bodajże sołtysa tyle, że nie wiem czy o taki klimat ci chodzi.
Dialogi komentowałam wcześniej, więc je pominę, warto by było jeszcze znaleźć jakiś odmienny sposób graficzny dla myśli twoich bohaterów np. kursywa – ułatwia to odbiór i pisanie.

Podsumowując - widać, że lubisz pisać, jesteś pomysłowy i to w bardzo oryginalnym wydaniu, przez co piszesz ciekawie. Masz poczucie humoru i widać, że jesteś dobrym obserwatorem. Niektóre z Twoich utworów są świetne, inne potrzebują dalszej pracy.

Zdarza ci się wtrącać w utworze jakiś komentarz, bądź dokonywać ocen, za czytelnika. Taka forma jest właściwa choćby w felietonie - opowiadaniach trzeba skłonić czytelnika żeby popracował wyobraźnią – zresztą w wielu miejscach pokazujesz, że wiesz jak to zrobić.
Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Cię do dalszego pisania. Czytając moje komentarze pamiętaj, że jestem bardzo początkująca jeśli chodzi o pisanie, wiec moje uwagi są raczej wynikiem odczuć, niż fachową poradą. Co nie zmienia faktu, że dużo czytam, dzięki mam jakieś pojęcie co jest istotne w utworze literackim.

Na pewno warto doskonalić warsztat - szukać stylu, szlifować go. Co nie zmienia faktu, że najważniejsze jest to, żeby być sobą. Czego i Tobie i sobie życzę.
Pozdrawiam Joanna






cytat„”
cytat„”
Od: Pióroman Joanna
twarz żeńska
21.03.2019
Dziękuję. Miło mi, że podoba ci się moja twórczość. Bardzo fajnie, że odwiedziłaś mój blog. Polecam go na przyszłość. Co do uwag krytycznych:
-Chciałem żeby konflikt nie był rozbudowany; to miało być pożądanie nie stalking.
-Właśnie o to chodzi, że jej postępowanie jest nielogiczne, a przez to nie zrozumiałe.
-Taki mam styl. Lubię opisy przy dialogach.

Pozdrawiam