Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 51
Dzisiaj w pracowni: 5
Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Troja

09.05.2019
Jestem szalenie ciekawa tego horroru, bo jest to wg mnie jeden z trudniejszych gatunków - ciężko go napisać tak, żeby nie wydawał się mdły, przegadany, prawdziwie przerażający, a nie obleśny czy żałośnie śmieszny. Nie powinien przypominać też typowej creepypasty, bo nie sprawia to dobrego wrażenia.

Od razu (bo jak teraz tego nie zrobię, to zapomnę), pochwalę początek, bo jest intrygujący, wciągający, dużo wyjaśnia i przybliża sytuację, a jednocześnie pozostawia tajemnice, które chce się zgłębić. Wiemy, że miała miejsce globalna katastrofa w postaci wybuchu jakiegoś reaktora. Mamy głównego bohatera, który jest niepokojący. Przykład dobrze zrobionego wstępu jak dla mnie, wyważonego i stopniującego napięcie.

Dalej mamy opis potrącenia przez mężczyznę sarny i zaopiekowanie się jej młodym. Muszę przyznać, że fragment o rozwijającej się przyjaźni zwierzęco-człowieczej i te wszystkie wzmianki o oswajaniu i “zachowywaniu się jak pies” bardzo dobrze się czyta. Aż mi się przypomniał “Rogaś z Doliny Roztoki” :). Fantastycznie, że główny bohater nie okazał się sukinsynem i pomógł biedactwu. Od razu czuł do niego sympatię, jest ludzki i widać, że ma serce we właściwym miejscu - również sugerując się tym, jak zajmuje się na wpół osieroconą córeczką.

Imię sarenki - Trojanda, zdrobniale “Troja” - to bardzo ciekawe rozwiązanie, dzięki któremu tytuł od razu nabiera nowego znaczenia. Troja sama w sobie - ta, którą znamy z mitologii - przyznasz, to motyw nieco oklepany i w sumie sugerowałabym, żeby może zawrzeć pewne informacje w opisie, że czytelnik nie ma sugerować się swoją wiedzą. Ot, choćby krótkie zdanie: “Horror, w którym wszystko zaczyna się od ocalenia małego jelonka. Zwierzak zostaje nazwany niecodziennym imieniem Trojanda, w skrócie Troja”.

Zaczyna się akcja i bach! mamy katastrofę.
cytatDzień, w którym nastąpiła awaria reaktora, nie różnił się niczym od innych.

Dla mnie to jest rozwiązanie fenomenalne. Świetne! Coś na zasadzie: zaczęło się piekło, ale na tyle subtelnie, że nikt nie zauważył, kiedy wszystko pogrążyło się w chaosie. Przez to apokalipsa wydaje się jeszcze bardziej niepokojąca.
Szczerze mówiąc, pierwszy raz spotykam się z taką metodą “ogarnięcia” świata po katastrofie nuklearnej. Zlikwidowanie zwierząt, które mogłyby być ewentualną przyczyną skażenia biologicznego? Nie no, szacunek. Genialne w swojej prostocie, a jednocześnie rozsądne, bo zwykle wszyscy o tak oczywistym aspekcie zapominają. Ludzie w takich post-apo budują schrony, wybierają się na ekspedycje itd., a już o innych gatunkach flory i fauny - które mogą obrócić się przeciwko nim - zapominają. Nie spotkałam się jeszcze z takim podejściem do tematu i jestem pozytywnie zaskoczona.

Podoba mi się styl, który nie tylko jej poprawny, z bogatym słownictwem i innymi przymiotami dobrego tekstu, ale też taki… harmonijny. Wyważony - mamy odpowiedni balans między ilością dialogów i opisami, a same opisy nie są ani za długie, ani zbyt lakoniczne. Dobrze się to czyta.

Ten chlubny trend utrzymuje się zresztą do samego końca, choć nie wiem jeszcze, czy mnie ta końcówka przekonuje czy nie. Może jak się zastanowię, to przed postawieniem ostatniej kropki w tym komentarzu coś ustalę ;). A tak serio, epilog uważam za najlepszą część opowiadania, jest niby krótki, lakoniczny, okrojony wręcz, a jednak w tej rozmowie pielęgniarek wyraża się dosłownie wszystko - cały strach i wszystkie okropności, których doświadczył Piotr. Mocny przekaz i mocne opisy. Nie jestem pewna, czy zbyt dramatyczny nie był fragment ze szczegółowym opisem zwłok dziewczynki - makabra niby jest stałym elementem horroru, ale czy faktycznie nie da się budować napięcia bez krwi i flaków? Sądzę, że Ty nie miałabyś z tym problemu, skoro tak dobrze i obrazowo piszesz. Może wystarczyłoby jedynie pewne rzeczy zasugerować, nie odsłaniać wszystkiego, nie podawać na talerzu. Ot, tutaj aluzja, że mężczyzna zanosi się płaczem na widok “tego, co zostało z jego córki”. Wyglądała tak, “jakby coś ją do połowy pożarło”. Czytelnik sam spokojnie to sobie wyobrazi i w jego głowie będzie to naprawdę makabryczne.

Potem następuje atak zmutowanej Troi i dla mnie też szokujących szczegółów jest nazbyt wiele. A raczej - one miały w zamierzeniu szokować, ale chyba lepszy efekt przyniosłoby pozostawienie sfery niedomówień. “Widział, jak zęby bestii zaciskają mu się na kolanie, słyszał chrzęst kości, ale w sumie nie czuł bólu, bo był w zbyt wielkim szoku”. “Sam już nie wiedział, czy pryskająca na niego krew jest krwią jego, stworzenia czy córki, której jeszcze nie zdążyła wypić ziemia”.

Interesujące jest to, że Troja tak błyskawicznie zareagowała na promieniowanie i zmutowała (jednak oczekiwałoby się, że tak karkołomne zmiany jak dorobienie się drugiej mięsożernej głowy zajmie dłużej niż kilka dób), przepoczwarzając się w potwora. Może nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie, ale wymogi gatunku ;). No i wiadomo, zwłoki dziecka musiały być w jeszcze na tyle dobrym stanie, by udało się je rozpoznać. Chociaż i tutaj dałoby się znaleźć fortel, bo mężczyzna mógł przecież rozpoznać dziewczynkę na innej podstawie niż po twarzy. Mógł znaleźć coś, co ewidentnie do niej należało, jakiś amulet, wstążkę, okulary, buciki, a to wszystko owinięte w poszarpaną, okrwawioną sukienkę… Wiadomo, że wydarzyło się najgorsze, ale trochę łagodzi się przekaz.

Myślę, że bardzo dobrze oddano apatię, w jaką popadł mężczyzna po odnalezieniu martwej córki. Zapewne każdy na jego miejscu oszalałby. What has been seen, can’t be unseen, jak to się mówi. Może się roześmiejesz, ale naprawdę uważam, że te fragmenty unaoczniające beznadziejny stan ducha mężczyzny już po ataku sarny-mutanta są o wiele bardziej przerażające niż sam atak. Ale może inni będą mieli inne zdanie :).

Swoją drogą, Twoje opowiadanie wywołało we mnie sentymentalne uczucia, bo przypomniało mi się jakieś tam moje opowiadanie z przeszłości napisane na podstawie snu, na który składała się w sumie jedna scenka - niezidentyfikowana bestia z czerwonymi ślepiami rzuca się na jakąś dziewczynę. Napisałam na tej podstawie cały tekst i też mi przypadkiem wyszedł horror, chociaż w pisaniu ich jestem noga. Ale wspomnienia ważna rzecz, więc dzięki :).

Ogólnie opowiadanie podoba mi się i dobrze się czytało. Tekst płynny, obrazowy i pomysł całkiem-całkiem. Jak na post-apo dość oryginalne. Fajne, jestem pod wrażeniem.

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska