Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 84
Dzisiaj w pracowni: 2
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Do wykonania: Niewykonalneikonka kopiowania

Autor: Gabriela twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Weszłam do domu i ze złością trzasnęłam drzwiami, które pomimo siły, jaką w to włożyłam, pozostały niedomknięte. Zrzuciłam z ramion plecak i opierając wyprostowanymi w łokciach rekami o szafkę na buty, pochyliłam się nad nią i spróbowałam uspokoić. Zimne powietrze w drodze z przystanku nie pomogło, a niemal trzydzieści stopni w korytarzu miało by pomóc? Niedoczekanie.
Zacisnęłam palce na krawędzi mebla i zaczęłam liczyć od stu w dół. Byłam przy dwudziestu, gdy usłyszałam krzyk mojej mamy, pytającej, czy coś się stało.
Nie, nic się nie stało. Wcale nie mam w klasie bandy zapatrzonych w siebie królewien, przepraszam, królewiczów, którzy po słowie obiektywnej opinii obrażają się i nawet nie chcą wytłumaczyć, o co im chodziło, a i tak nadal nie wiadomo, co było przyczyną ich ostatniego focha. I poprzedniego też. I jeszcze wcześniejszego. Tak w sumie, to nigdy nie wiemy jaki mają problem, bo ich rozwiązaniem na wszystko jest: obrazić się, niech się domyślają o co chodzi i niech błagają o przebaczenie. A i tak ciągle słyszę, że to niby dziewczyny są takie? Nie do końca, bo z dziewczyn, które znam, tylko jedna,

1




no może dwie, zachowuje się w ten sposób. Za to chłopaków? Chwila, policzę. W samym najbliższym otoczeniu mam takich przynajmniej czterech.
– Nic. Facetka od wos’u zrobiła kartkówkę i pewnie dostanę pałę, bo pytania, które dała, były dosłownie z kosmosu – skłamałam gładko, domykając drzwi i odwieszając kurtkę.
Złapałam plecak za sznurek, który z niego wystawał, i przeciągnęłam po podłodze do swojego pokoju. Zostawiłam go pod biurkiem i włączywszy wieżę stereo, w której od kilku dni nieprzerwanie gościła płyta jednego z moich ulubionych zespołów, rzuciłam się na łóżko. Jęknęłam głośno, gdy upadając, uderzyłam głową o ścianę. Ten cały tydzień był jedną wielką kpiną. Cieszyłam się jedynie z tego, że już był czwartek i tylko jeden dzień dzielił mnie od wyczekiwanego weekendu. Z głupią nadzieją, że uda mi się w te niespełna trzy doby wszystko ogarnąć, zaczęłam przeglądać listę kontaktów w telefonie.
Coś się stało? Nic się nie stało, bo co by miało się stać. Moje życie towarzyskie umiera, moja średnia na semestr leży i kwiczy, a ja sama nie wyrabiam się z niczym. Nie mam z resztą

2




siły, żeby zabrać się za napisanie czegoś sensownego czy w ogóle zrobić cokolwiek innego, choć praktycznie jedyną rzeczą, którą się zajmuję, poza bieżącym przygotowywaniem się do szkoły, jest spanie. Już nawet nie zawracam sobie głowy regularnymi posiłkami, żyję dosłownie o chlebie i wodzie. Kilka tygodni temu wydzieliłam w swoim pokoju specjalną szafkę, w której bunkruję zgrzewkę wody mineralnej, kilka soków pomarańczowych, a jedna półka jest pełna różnych słodkich bułek, kajzerek i biszkoptów.
W końcu wybrałam jeden z numerów i wstałam, by zamknąć drzwi i przyciszyć radio. Gdy to zrobiłam, od razu po drugiej stronie odezwał się głos przyjaciółki.
– Co żeś znowu i z kim wymyśliła?
Prychnęłam, wygodnie sadowiąc się na bujanym fotelu i owijając się kocem, bo mimo gorącego grzejnika, było mi zimno i niemal czułam, jak zamarzam. Nie ma to jak być rasowym przykładem zmarźlaka, dodatkowo, z zupełnie rozregulowanym czujnikiem temperatury. Będzie słońce i wszyscy zaczną chodzić w krótkich spodenkach, ja w końcu przestanę nosić kurtki. Przyjdą minus dziesięciostopniowe mrozy? Po co mi szalik, rękawiczki,

3




czapka, cokolwiek? Przecież jest ciepło.
– Zabawne, naprawdę zabawne. Ja tu umieram, nie mam czasu na wymyślanie nowych rzeczy – fuknęłam, sięgając po laptop i kładąc go sobie na kolanach – No, co ja mam zrobić?
– Znowu on? – zapytała z ewidentnym zrezygnowaniem.
– Tak, znowu on. Ale wiesz co? Nie zgadniesz co tym razem.
– Zaskocz mnie – parsknęła.
Włączyłam jeden z najpopularniejszych portali społecznościowych, facebook, i sprawdzając, kto jest dostępny, wpisałam w wyszukiwarkę Michalina. Profil, którego szukałam, wyświetlił się jako pierwszy na liście, więc od razu go kliknęłam. Miśkę poznałam przez inną koleżankę i choć w rzeczywistości spotkałyśmy się tylko raz, przez telefon potrafiłyśmy rozmawiać godzinami, a tematy nigdy nam się nie kończyły, w przeciwieństwie do środków na koncie.
– Paradoks. Powiedziałam w końcu tym nie udzielnym księżniczkom, co myślę o ich wiecznym oburzaniu. Masz może pomysł, jak zareagowali? – zaśmiałam się sucho, przeglądając nowe posty na tablicy dziewczyny.
– Pewnie się obrazili.
– No, dokładnie! – odparłam, naciskając na link do jakiejś piosenki.

4




Serio? To miało być coś w rodzaju czarnego żartu, ale nie sądziłam, że będzie to choć trochę zbliżone do prawdy.
– Uwierz, bo to nie koniec. Strzelili takiego focha, jak stąd do słońca. Znaczy wiesz, to akurat mnie rusza, patrzę tylko na nich z politowaniem i to wszystko, czego mogą oczekiwać z mojej strony.
– Dobra, ale moment – przerwała mi – Co to ma wspólnego z nim?
Wyłączyłam część kart w przeglądarce, po czym wyszukałam kilka interesujących mnie haseł.
– Właśnie do tego pnę. I to jest chyba najśmieszniejsze lub najbardziej smutne w tej historii. Zależy jak na to spojrzeć. Przyjacielstwo przyjacielstwem, braterstwo braterstwem czy jak zwał tak zwał, ale to jest komiczne, a nawet żałosne.
Odłożyłam urządzenie i sięgnęłam po zeszyt, do którego zaczęłam przepisywać potrzebne mi informacje.
– Nie mogę mu zarzucić, że jest głupi, bo nie jest, choć tą głupotą się otacza i naprawdę niewiele brakuje, by nim zawładnęła.
– Ale… – zaśmiała się Michalina.
– Ale to co on robi jest głupie.
– A rozmawiałaś z nim?
– Nie, nie rozmawiałam – odparłam głosem wręcz ociekający sarkazmem –

5




Stanęłam tylko przed Łukaszem i pomachałam mu palcem przed twarzą, po czym tupnęłam nogą i odeszłam do krainy jednorożców. Oczywiście, że z nim rozmawiałam. Z resztą, przecież to normalne, że przyjaciele rozmawiają. Ostatnie ciche dni mieliśmy, gdy… a w sumie nie, teraz działa to u nas na odwrót. Odkąd… no, wiesz, wszystko zaczęło się sypać i gadamy rzadko, ale chyba szczerze, więc… – mówiłam coraz szybciej i pewnie nakręciła bym się zdecydowanie bardziej, gdyby przyjaciółka mi nie przerwała.
– Dobra, wyluzuj. Zaparz sobie, nie wiem, melisy, werbeny czy jakichś innych ziółek na obniżenie ciśnienia.
– To nie do końca tak działa, ale mniejsza. W każdym razie, od razu z nim rozmawiałam, a ten stoi za nimi murem, w ogóle nie chce przyjąć do świadomości jakichkolwiek negatywnych informacji o nich. Jest nimi tak zaślepiony, jakby byli nie wiadomo jak wielkimi geniuszami, szychami czy chociażby wynaleźli lek na raka – niemal zaczęłam krzyczeć, gdy nieświadomie podniosłam głos. Krew we mnie dosłownie wrzała, ale i tak było jeszcze ze mną dobrze, bo ani nie tłukłam talerzy, ani nie rzucałam jakimikolwiek

6




przedmiotami. Ja się nie liczę.
– Czekaj, pozwól, że za ciebie dokończę. „A prawda jest taka, że to po prostu zgraja błaznów, chcących za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę tłumu”. Trafiłam? – zaśmiała się ponownie.
– A żebyś wiedziała. Co do słowa – jęknęłam i na chwilę odsunęłam telefon od ucha.
Z innej części domu, najpewniej kuchni, zaczęły mnie dobiegać jakieś krzyki, więc tylko mruknęłam do urządzenia, że zadzwonię później, i wyszłam z pokoju. Idąc korytarzem zaczęłam rozróżniać coraz więcej słów. W końcu, mogąc już bez problemu wszystko rozumieć, zatrzymałam się i oparłam o ścianę.
– Nie ma ziemniaków! Mogą być frytki!? – krzyczała moja mama, szukając czegoś w szufladzie w zamrażarce.
– Wszystko jedno, tylko żeby jakieś dobre mięso było! – odpowiadał równie głośno mój brat, przebywający akurat w swoim pokoju na piętrze.
– Dobra! O, a ty co zjesz? Może…
– Słyszałam, nie robi mi to różnicy, mogą być frytki – przerwałam kobiecie, po czym nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, wróciłam do siebie.
Przewertowałam tylko zeszyty w celu sprawdzenia, co jest

7




zadane, jednak nie znalazłam żadnych zapisów na to wskazujących, więc tylko spakowałam książki na następny dzień.
Gdy nadal owinięta kocem położyłam się na łóżku, sprawdziłam raz jeszcze, kto jest dostępny na komunikatorze. Obok jego imienia widniała zielona kropka. Chciałam napisać, ale na sekundę się zawahałam, a ta sekunda zasiała we mnie tyle wątpliwości, że natychmiast odłożyłam wszelkie urządzenia elektroniczne daleko ode mnie i skulona w pozycji embrionalnej, zaczęłam rozmyślać. Nie zdążyłam nawet dojść do interesujących wniosków, bo niemal natychmiast zasnęłam.
***
Schodząc ze schodów, omal nie potknęłam się o własne nogi i tylko poręcz uratowała mnie od epickiego wręcz upadku. Jak zobaczyłam Łukasza, przytulającego Gośkę, poczułam jakby mój świat po raz kolejny się zawalił. Serce biło mi jakbym właśnie przebiegła maraton, a przed oczami zrobiło się czarno. Zaciskając powieki, miałam wrażenie, że ktoś wbija mi w płuca tysiące maleńkich szpileczek, a inny sadysta rozcina mi klatkę piersiową i zaczyna z niej po kolei wszystko wyjmować.
Stojąc tak i opierając się o barierkę, nie

8




wiedziałam co ze sobą mam zrobić. Uderzając czołem o metalowe kraty, nie szczędziłam siły. Byłam pewna, że już za kilka minut będę miała w tamtym miejscu widowiskowego siniaka, jednak wtedy nie było to dla mnie w żadnym stopniu ważne.
Kiedy kilka osób schodząc lub wchodząc, potrąciło mnie, poszłam w końcu pod salę, na której miała odbyć się próba. Zostawiłam tam jedynie plecak i szybko skierowałam się do najbliższej łazienki. Z racji, że znajdowałam się na korytarzu, na którym przeważnie siedziało się chwilę i szło gdzieś indziej, toaleta przeważnie była pusta. Tak było i tym razem, więc gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, przestałam powstrzymywać cisnące mi się do oczu łzy. Wodząc ręką po ścianie przeszłam dalej w stronę kabin, by usiąść i w spokoju wypłakać swoje obecne uczucia.
Nie chcę być słaba. Nie chcę być tak okropnie wrażliwa, jak teraz. Nie chcę czuć tego, co czuję, bo mnie to wykończy. Czytałam kiedyś, że jeśli zauroczenie nie przejdzie po czterech miesiącach, to już jest to miłość. Co mam więc powiedzieć, skoro nie mogę uwolnić się tego od ponad pół roku? A właśnie ta

9




miłość? Ja nie dożyję jej końca, jeśli nie powiem mu tego, co czuję, a jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby to zrobić. Z tego wynika, że właśnie skazuję się na śmierć. Możecie mnie ściąć czy coś. Eutanazja wskazana.
Słysząc otwierające się drzwi, zamilkłam, po czym niemal wpełzłam do pierwszej kabiny, w której się natychmiast zamknęłam. Byłam pewna, że moje oczy są całe czerwone, a cała twarz dodatkowo mokra od łez. Pospiesznie zaczęłam się wycierać na zmianę rękawami bluzy i koszulką. Kiedy w końcu usłyszałam oddalające się kroki i trzask drzwi, wyszłam z kabiny i podeszłam do lusterka. Patrząc tak na siebie, stwierdziłam, że wyglądam co najmniej fatalnie. Oczy całe napuchnięte, ślady po łzach na szyi i policzkach, otoczka z mokrych włosów dookoła twarzy. Po prostu coś cudownego.
Doprowadziwszy się do względnego porządku, ułożyłam fryzurę w taki sposób, by zasłaniała jak najwięcej, i poczekałam na dzwonek, obwieszczający kolejną lekcję, a dla mnie próbę, po czym opuściłam łazienkę i poszłam na salkę, po drodze zabierając swój plecak.
Gdy dotarłam na miejsce, zauważyłam, że jeszcze kilku

10




osób nie ma, w tym jednej z nauczycielek, które organizowały apel. Wyjęłam więc rolę i zaczęłam ją powtarzać. Nie wiem, ile razy ją przeczytałam, zanim próba naprawdę została rozpoczęta. Dopóki nie przyszła kolej na mnie, zwyczajnie naśladowałam resztę. Szłam, stałam i ruszałam ustami w rytm piosenek śpiewanych grupowo, w ten sam sposób, co oni. Swoją rolę wyrecytowałam tak, jak się jej wyuczyłam, po czym znowu zmieniłam się w papugę i przestałam zwracać uwagę na otoczenie.
Z letargu zbudził mnie dopiero głos Łukasza, śpiewającego swoją solową piosenkę, choć dosłownie na sekundę, bo gdy spojrzałam na niego, jak wkładał całego siebie w to, co robił, znów odpłynęłam, wciąż na niego patrząc.
– Czyżbyś odkryła ósmy cud świata? A, nie, to tylko Łukasz – zakpiła Kaja, podchodząc i szturchając mnie w żebra.
Jęknęłam, lekko się garbiąc i odwdzięczyłam się jej tym samym.
– Nie dobijaj mnie. I bez tego mam już dość.
Kaja była moją dobrą koleżanką chodzącą ze mną do klasy. Wiedziała o mnie więcej, niż dziewięćdziesiąt osiem procent ludzi, których znałam. Docinki w takim stylu były u nas na

11




porządku dziennym.
–Wyluzuj. Wymyśliłaś już sposób, jak wyjdziesz z friendzone? Bo jeśli nie zamierzasz, przynajmniej zakończ tę przyjaźń, bo to cię zniszczy – odparła, kładąc rękę na moim ramieniu.
Jeśli zdecyduję się na pierwsze, to się ośmieszę. Jeśli wybiorę drugą opcję, definitywnie przekreślę jakiekolwiek szanse na rozwinięcie relacji między nami.
Czyli nie ważne co zrobię, i tak poległam.
– Tak, masz rację. Jeszcze dzisiaj to skończę. Dzięki – odparłam półprzytomnie, po czym usiadłam na podłodze.
Nie wiem czego ona oczekiwała, ale kątem oka zauważyłam jeszcze, jak machnęła na mnie ręką i poszła usiąść na materacach.
Resztę zajęć w szkole przetrwałam, tylko dzięki umiejętności wyłączania myślenia na zawołanie. W ten oto sposób spędziłam dwie ostatnie lekcje.
O wpół do trzeciej, razem z Kają opuściłyśmy szkołę i poszłyśmy do ośrodka kultury, jak w każdy piątek od ostatniego roku. Po drodze minęłyśmy kilku chłopaków z równoległej klasy, którzy szli w przeciwnym do naszego kierunku, i mało brakowało, a obie przewróciłybyśmy się na lodzie, przechodząc przez drogę, a i

12




śniegu było całkiem dużo, w porównaniu do ostatnich lat.
Dotarłszy do celu, zostawiłyśmy plecaki, torby z butami i kurtki w szatni, a same poszłyśmy do „kawiarenki”, którą w sumie tworzyły same stoliki i krzesła, więc ciężko to nawet nazwać prawdziwą kawiarenką, ale czego innego można się spodziewać po wsi.
Już czekały tam na nas Nadia i Ada, dziewczyny z równoległej klasy, a na stoliku leżały dwie paczki chipsów i butelka z wypitym do połowy sokiem pomarańczowym. Od razu, gdy tylko usiadłyśmy, te otworzyły opakowania i razem z Kają zaczęły je jeść, przy okazji przekazując wszystko, czego zdążyły się dowiedzieć o nadchodzącej dyskotece. Ja spragniona sięgnęłam po butelkę, ale już po pierwszym łyku poczułam, że to był błąd. Wszystkie trzy dziewczyny, widząc moją minę, wybuchły gromkim śmiechem. Natychmiast odłożyłam „sok” i podeszłam do automatu z wodą, by napić się czegoś, co nie zawierało dodatkowej, gryzącej w gardło zawartości. Gdy wróciłam na swoje miejsce, odstawiłam kubeczek i wygodniej rozsiadłam się w fotelu.
– Więc w sumie nie zapowiada się nic wartego uwagi, wpadniemy może na

13




godzinę, potem się zwiniemy – mruknęła Nadia, oglądając swoje pomalowane na niebiesko paznokcie.
– Właśnie, a wy? Będziecie? – dodała Ada, nie odrywając wzroku od wyświetlacz telefonu.
– Oczywiście, że będę. Chociaż pewnie też dość szybko wyjdę – zaśmiała się Kaja, poprawiając wysuwające się zza spinki włosy.
– Nie planuję uczestniczyć w tym cyrku. Zrobię sobie, nie wiem, maraton serialowy albo będę w coś grała – rzuciłam od niechcenia.
– Dlaczego? Przecież dyskoteki są co kilka miesięcy, zamierzasz czekać do następnej? – zdziwiła się Nadia, na sekundę odrywając wzrok od swoich dłoni.
– Nie, na następnej też nie będę. I na naszym wieczorku pożegnalnym też.
Wszystkie trzy spojrzały się na mnie jak na kosmitkę, po czym wzruszyły ramionami i wróciły do swoich zajęć.
– Nie przesadzaj, do tego czasu ci przejdzie – jęknęła Kaja, szturchając mnie łokciem w żebro – a tak na chwilę odbiegając od tematu, co tu tak cicho? Jest ktoś poza nami?
– Na górze są jakieś dzieci, a za jakiejś pół godziny przyjdą jeszcze chłopaki – odparła Ada, namiętnie klikając w klawiaturę telefonu.

14




Konkretniej Maciek, Rafael i Łukasz. Miał być też Piotrek, ale Żaneta jest chora, więc zanosi jej lekcje – dokończyła za nią Nadia.
Na sam dźwięk jego imienia moje serce zaczęło tańczyć lambadę i macarenę jednocześnie. Mimo mojego obrzydzenia do różnego rodzaju trunków, sięgnęłam po butelkę i tym razem wzięłam z niej porządnego łyka, krzywiąc się przy tym gorzej, niż gdybym wypiła na raz szklankę soku z cytryny. Kaja, widząc to, podniosła się gwałtownie i łapiąc mnie za łokieć, wypaliła, że za chwilę wrócimy.
– Rozumiem, że chcesz sobie po prostu dodać trochę odwagi, przed rozmową z nim, a nie wypić tyle, że nie będziesz w stanie wymówić słowa, jeszcze zanim on się w ogóle pojawi? – warknęła, gdy już zamknęła za sobą drzwi do toalety.
– No raczej – mruknęłam, wywracając oczami, po czym wyrecytowałam formułkę, którą sobie wcześniej ułożyłam specjalnie dla Kai, w razie właśnie takich pytań. – Wiem, że musze dać sobie z nim spokój i skończyć tę przyjaźń, bo mnie niszczy i ja sobie nie dam z tym rady, a jeśli powiedziałabym mu co czuję, to bym się skompromitowała i skończyło by

15




się wszystko, a tak przynajmniej będzie minimalna szansa na odbudowę, kiedy już się z niego wyleczę.
Stojąca przede mną blondynka patrzyła na mnie pełna nieufności, jednak w końcu westchnęła zrezygnowana i wróciła do kawiarenki, a ja za nią. Nim jeszcze zdążyłyśmy się na nowo wkręcić w rozmowę, przyszli chłopacy. Dzięki muzyce, którą włączyli na maksymalną głośność w telefonie i przenośnym głośniczku, mogłyśmy ich usłyszeć jeszcze zanim w ogóle weszli do budynku.
Na szczęście nie przyszedł żaden z książąt, bo dzięki temu, co od kilkunastu minut buzowało w krwi zarówno mojej, jak i dziewczyn, mogłabym przez przypadek powiedzieć co jeszcze o nich sądzę, a już nic co myślałam w tym temacie, nie było w jakikolwiek sposób pozytywne. Ci dwaj, którzy przyszli z Łukaszem byli całkiem sympatyczni. Z oboma można się było pośmiać i nie słyszałam nigdy, by obrażali się o najmniejsze drobiazgi, co było w moich oczach ogromnym plusem.
Gdy tylko się do nas dosiedli, od razu zrobiło się weselej. Byłam miło rozluźniona, więc półleżąc fotelu bokiem, głowę oparłam o ramię Kai, a nogi położyłam na kolanach

16




Maćka. Cały czas się śmialiśmy i żartowaliśmy, między innymi dzięki butelce, która po jakimś czasie ruszyła w obieg.
Rozmawiało mi się całkiem dobrze, ale gdy za oknami zaczęło robić się ciemno, moja odwaga zaczęła ustępować miejsca niepohamowanej szczerości, więc by nie powiedzieć kilku słów za dużo, przeprosiłam wszystkich i wyszłam na zewnątrz, by złapać trochę świeżego powietrza.
Zaczęłam się zastanawiać, kiedy będę miała szansę, na rozmowę z Łukaszem. Czy jeszcze uda mi się to dzisiaj, czy będę musiała czekać do poniedziałku, bo mimo wszystko, wolałam załatwić to w cztery oczy, a nie przez jakiś komunikator.
– Gramy w butelkę, idziesz? – Podskoczyłam, słysząc za sobą głos Nadii.
Nie zauważyłam nawet, kiedy otworzyła drzwi i podeszła do mnie. Odmruknęłam tylko coś, co w brzmieniu miało przypominać „tak”, po czym słysząc już zamykające się drzwi, westchnęłam.
Polegnę teraz. Sama stworzę sytuację, powiem to prosto z mostu, że to nie miało prawa wypalić i zacznę się izolować. Tak, to jest plan.
Póki miałam jeszcze zapał do zrobienia tego, szybko wróciłam do towarzystwa, jednak ten

17




zapał natychmiast znikł, gdy tylko na niego spojrzałam.
Wtedy to do mnie dotarło.
Ja nie chciałam kończyć tej znajomości, nawet jeśli miała by ona mnie zniszczyć, choćbym miała i umrzeć.
Wzięłam głęboki wdech, po czym przywołałam na twarz uśmiech, mając nadzieję, że nie widać, jak bardzo fałszywy on jest. W końcu usiadłam na swoim miejscu i bez absolutnej chęci na to, włączyłam się do gry.

18




Wyrazy: Znaki: