Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 51
Dzisiaj w pracowni: 5
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Jeszcze.ikonka kopiowania

Autor: Bjabi twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Uśmiecham się do niego, a on uśmiecha się do mnie, ale oboje udajemy. Unikając mojego spojrzenia mówi, że mu smakuje, ale wiem, że kłamie, bo przesoliłam makaron, a w sosie są grudki. Milczę jednak, upewniając go w tym, że mu wierzę i że doceniam to, że on docenia mnie, choć oboje już tego nie robimy i wszystko jest na pokaz. Byle by niczego nie zmieniać, byle by się nie zachwiać. Stoimy w miejscu. Siedzimy naprzeciw siebie, a nie potrafimy szczerze na siebie spojrzeć. Już nie umiem przeniknąć wzrokiem przez wszystkie jego warstwy i sama też się zamykam przed nim. Szczerość nagle stała się wyzwaniem, któremu nie umiem sprostać.
Pyta czy pojedziemy w niedzielę do jego rodziców, a ja choć chcę odpowiedzieć inaczej, zgadzam się. Obiecuję mu nawet, że upiekę ciasto, choć stanie przy kuchence nie jest dla mnie przyjemnością. On wstaje i zaczyna zmywać naczynia, choć go o to prosiłam. Chce mi tym pokazać, że zrozumiał, że przemyślał, że chce się postarać, że chce naprawić, że ciągle chce mnie. Ale nie wierzę w jego szczerość, brak w tym wszystkim autentyczności. Brak w nim jego.
Kończy zmywać i odwraca się do mnie.

1




Patrzymy sobie w oczy, próbując w nich coś zobaczyć. Ale nic w nich nie ma. Po miłości ani śladu. Z dawnych uczuć nic nie zostało. Zastanawiam się czy w moich oczach też widzi ich brak.
Przez chwilę rozmawiamy. O pracy, o tym, że sąsiedzi na górze ciągle słuchają rapu, o zakupach, jakie musimy zrobić. O wszystkich tych błahych rzeczach, które tak naprawdę nie mają znaczenia.
Ta chwila jednak się kończy, gdy zaczyna brakować nam tematów, więc przez sekundę patrzymy na siebie w popłochu, spanikowani, nie wiedząc jakie słowa mogą nas uratować.
- Obejrzymy jakiś film? - pyta, myśląc, że to właśnie te. Ale się myli.
Zamykam oczy na kilka sekund, a kiedy je otwieram on wciąż tam stoi. Nie znika. Czeka aż coś powiem, a ja milczę. Bo tak jest prościej. I trudniej zarazem. Milczenie między nami stało się zbyt częstym zjawiskiem.
- Muszę się przejść - stwierdzam i po prostu wychodzę. Bez tłumaczeń. Bez wymówek. Wybiegam na deszcz bo nie mam mu nic do powiedzenia, choć tak wiele chciałabym mu wykrzyczeć.
Po kilkunastu krokach jestem cała mokra, ale i tak uparcie idę przed siebie, jakbym widziała gdzieś w oddali cel, choć

2




go tam nie ma. Chcę płakać, ale nie wiem czy to deszcz, czy łzy spływają po mojej twarzy. Im jestem dalej od niego, tym lepiej się czuję. Wolniej. Z każdym krokiem łatwiej mi oddychać. Robi mi się niedobrze na samą myśl o powrocie, a jednocześnie tak bardzo tęsknię, za tym, jacy byliśmy kiedyś. Ale nie chcę już dłużej tak żyć. Z nim, udając, że ciągle tego chcę, że mi zależy, choć już dawno przestało. Chcę móc być szczera sama ze sobą, a żeby to zrobić muszę zacząć od nowa. Znowu. Ta perspektywa jednocześnie mnie przeraża i kusi, i nie wiem, które uczucie jest mocniejsze.
Ulica jest prawie pusta, mokra i zimna. Powinna mnie zniechęcić. Ja jednak idę przed siebie, najpierw chodnikiem, a kiedy on się kończy, poboczem. Bez celu, byle dalej. Światła latarni dają na tyle jasne światło, że nie widzę gwiazd. Choć pewnie i tak ich nie widać bo pada. Idę więc, przed siebie, pod zachmurzonym niebem, pod nosem śpiewając piosenkę obozową i kiedy uderza mnie ciężarówka nie myślę o nim. Mam w głowie tylko słowa: „Po naszych ścieżkach nikt już nie chodzi, liście zielenią oczu nie pieszczą i złota plaża nie jest

3




już złota, a ja kocham cię jeszcze”*

     *Piosenka harcerska
"A ja kocham cię jeszcze"

4




Wyrazy: Znaki: