Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 80
Dzisiaj w pracowni: 2
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Gdzie jesteś?ikonka kopiowania

Autor: Magda Rosca twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




- 1 -
- Przykro mi, pani Joanno, ten guz jest nieoperowalny… - te słowa dźwięczały w jej głowie od kilku dni. Właśnie kilka dni temu jej życie przewróciło się do góry nogami.
- Jak to możliwe? Przecież to były tylko bóle głowy? Owszem, uporczywe i czasem nie do zniesienia, ale tylko bóle głowy…. - zastanawiała się Joanna. Od kilkunastu lat była nauczycielką. Uczyła języka polskiego. Ponadto prowadziła w szkole kółko teatralne. Od dwóch miesięcy przygotowywała z uczniami konkursowe przedstawienie i mniej więcej od tego czasu bóle się nasiliły. Mnóstwo prób, hałas, nerwówka – była przekonana, że to jest przyczyną jej dolegliwości. Bóle jednak nie ustępowały, wręcz uniemożliwiały normalne codzienne funkcjonowanie.
To Wanda, przyjaciółka namówiła ją na wizytę u lekarza. Martwiła się o nią. Znały się i przyjaźniły od zawsze. Jedna na drugą mogła liczyć w każdym momencie i o każdej porze.
- Aśka, dość tego – powiedziała któregoś dnia Wanda, widząc zbolałą miną swojej przyjaciółki. - Tak się nie da żyć. Zrób porządek z tą swoją głową, bo jeśli ty tego nie zrobisz, to przysięgam, że siłą

1




zawlokę cię do Samulskiego. Przecież wiesz, że to najlepszy specjalista w mieście. Jeśli on ci nie pomoże, poszukamy innego. - Wanda nie dawała za wygraną. Joanna była dla niej, jak siostra, której nie miała. Już nie miała.
Patrycja – młodsza siostra Wandy – zaginęła osiem lat temu. Miała wtedy 17 lat. Okoliczności jej zaginięcia do dziś nie zostały wyjaśnione. Wiadomo tylko, że Patrycja wyszła z domu wczesnym wieczorem. Była umówiona z koleżanką na bieganie po sklepach. Na to spotkanie nigdy nie dotarła. Koleżanka poczekała chwilę i poszła sama, nie przeczuwając, że mogło się coś stać. Rodzice Patrycji – święcie przekonani, że ich córka dobrze się bawi na zakupach – również niczego nie przeczuwali. Jednak, gdy dobiegała godz. 22.00, zaczęli się niepokoić. Na domiar złego Patrycja nie odbierała telefonu, a koleżanka wiedziała tyle, co nic. Wtedy zdecydowali o powiadomieniu policji. Ci natychmiast rozpoczęli poszukiwania. Przejrzano monitoring, rozpytano świadków, sprawdzono bilingi rozmów telefonicznych Patrycji, a nawet jej koleżanki i nie natrafiono na żaden ślad dziewczyny. Rodzice nigdy nie pogodzili się z

2




utratą młodszej córki. Była dla nich skarbem, iskierką i wielką nadzieją. Patrycja bowiem posiadała niebywały talent muzyczny. Piękny głos szedł w parze z niespotykaną wręcz łatwością nauki gry na instrumentach. Najbardziej lubiła gitarę, ale rodzice widzieli w niej wielką skrzypaczkę. Do dziś w pokoju Patrycji stoi statyw, a na nim nuty „Tańca węgierskiego” Brahmsa…
Wanda w chwili zaginięcia siostry miała 27 lat. Była już dorosłą i zawsze zbuntowaną osobą. Również potrafiła grać na skrzypcach, ale tak naprawdę nigdy nie wiązała swej przyszłości z muzyką. Zawsze wolała – ku wielkiej rozpaczy rodziców – przesiadywać w znajdującym się nieopodal domu zakładzie fryzjerskim i podglądać pracę zatrudnionych tam pań fryzjerek. Jej wielkim marzeniem było mieć swój własny salon, w którym czesałaby największe damy i celebrytki w mieście. Można by rzec, że jej pragnienie się spełniło, ale tylko po części. Nigdy bowiem progu jej zakładu nie przekroczyła żadna celebrytka, ani super znana osoba. Nie mniej jednak jej salon miał świetne opinie i uchodził za najelegantszy w okolicy. Mimo tego

3




rodzice nigdy nie pochwalali wyboru swojej córki. Twierdzili, że zaprzepaściła talent i swoją wielką życiową szansę. Zawsze stawiali jej za wzór Patrycję, która była pilna, pracowita, utalentowana i śmiało kroczyła do wyznaczonego celu. I dlatego ich ból był przeogromny i trudny do zniesienia. Wanda też bardzo tęskniła za Patrycją. Spora różnica wieku między siostrami sprawiła, że Wanda trochę siostrze „matkowała”. Bardzo jej się to podobało, bo wiedziała, że Patrycja jest wpatrzona w siostrę i czasem stara się ją naśladować, czym doprowadzała swych rodziców do rozpaczy.
Kiedy Patrycja zniknęła, Wanda postawiła na baczność pół miasta. Miała już sporo kontaktów i znajomości. Jednak nikt nie potrafił pomóc. Rodzice znajdowali ukojenie swego smutku w oglądaniu nagranych wcześniej koncertów Patrycji. Natomiast Wanda rzuciła się w wir pracy, wierząc głęboko, że kiedyś ta straszna historia znajdzie swój szczęśliwy finał.
Joanna była zawsze obok. Wychowywana przez babcię, rodziców Wandy i Patrycji traktowała jak swoich, a dziewczyny były dla niej siostrami. Choć Patrycja mówiła do

4




niej „ciociu”. Zniknięcie młodej przeżywała równie mocno. Razem z Wandą szukały jej w całym mieście. Bywało, że narażały się na niebezpieczeństwo, przeszukując podejrzane miejscówki.
Z czasem emocje coraz bardziej opadały i wiara w odnalezienie dziewczyny powoli gasła. Jednak te wszystkie przeżycia jeszcze bardziej zbliżyły do siebie obie kobiety.

     - 2 -
Joanna sprawdziła ostatnie prace klasowe i wyłączyła światło. Ostatnio polubiła ciemność. Czuła się, jak schowana przed chorobą...w nadziei, że ta jej nie odnajdzie. Jednak dość szybko przychodziło rozczarowanie, bo ból – mimo silnych leków – powracał, jak złe moce…
Przypomniała sobie rozmowę z dyrektorem. - Tak mi przykro, pani Joanno… Mimo wszystko życzę zdrowia… - Buc jeden! Co to znaczy „mimo wszystko”?! Już mnie przekreślił! - złościła się. Nigdy nie darzyli się sympatią. Któregoś roku rodzice uczniów napisali petycję do niego, że nie życzą sobie, aby ich dzieci były uczone przez panią Karolinę, czyli córkę szefa. Była takim samym bucem, jak jej ojciec i nigdy nie lubiła dzieci. A więc one nie lubiły jej. Bardzo proste. Rodzice

5




jednocześnie domagali się, by lekcje prowadziła pani Joanna. W przeciwnym razie sprawa znajdzie swój finał w kuratorium i wtedy nie będzie już tak miło. Wspomniany wyżej buc nie miał wyjścia i przeniósł swoją córkę do świetlicy, gdzie wiadomo sympatycznie nie jest i nadworną polonistką została Joanna. Wiadomo więc, że wielkiej miłości między bucem, a Joanną nigdy nie będzie…
Uśmiechnęła się… - Boże, gdyby mieć tylko takie problemy… - Teraz najważniejsze przetrwać do końca roku szkolnego, wystawić sztukę, potem oceny i można zająć się swoim zdrowiem. Właściwie może należałoby powiedzieć „swoją chorobą”… Lekarz sugerował zmianę klimatu. Najlepiej południe Europy. Powiedział, że nie może dać żadnej gwarancji, ale pobyt w ciepłym klimacie, zero stresu, włączenie pozytywnego myślenia czasem potrafią zdziałać cuda. Właśnie na taki cud Joanna liczyła. Z drugiej strony zawsze była osobą konkretną i pragmatyczną, jednak chęć życia i wiara w zwalczenie choroby, przesłaniało wszystko inne...

     - 3 -
- Powiedz tylko jedno słowo, a polecę tam z Tobą – mówiła Wanda, ściskając swoją

6




przyjaciółkę na lotnisku. Joanna przez chwilę pomyślała, że dobrze byłoby mieć Wandę przy sobie. - A jak Ci się coś stanie? Jak będziesz potrzebowała pomocy? - czytała w myślach Wanda. - Spokojnie, zadzwonię wtedy do Ciebie, obiecuję… - Joanna czuła się zagubiona i już samotna. Wiedziała jednak, że sama musi stawić czoła temu niechcianemu gościowi w głowie. Nagle ogarnął ją dziwny spokój i ufność. Kiedyś jej babcia powiedziała, że zawsze trzeba słuchać swoich myśli. I właśnie jej myśli w tym momencie stały się uporządkowane i wypełnione nadzieją. Postanowiła uchwycić się tego i siląc się na promienny uśmiech, pożegnała przyjaciółkę. Pożegnała, będąc w przekonaniu, że niebawem się zobaczą…

     
- 4 -
Hiszpania zrobiła na niej niesamowite wrażenie. Była tam po raz pierwszy i od razu pożałowała, że nie spędzała tu każdych wakacji. Nie przeszkadzało jej, że temperatura sięgała często 40oC. Uwielbiała ciepło, a poza tym pamiętała, jak lekarz mówił o zbawiennych mocach promieni słonecznych. Zamieszkała w Andaluzji w małym pensjonacie tuż nad brzegiem morza. Właścicielką okazała się Helena,

7




Polka z pochodzenia. Jako 8-letnia dziewczynka wyjechała z rodzinnego kraju i osiedliła się tu wraz z matką. Założyły wspólnie pensjonat. Po śmierci matki prowadzi go wraz z mężem Manuelem, rodowitym Hiszpanem. Joanna szybko znalazła wspólny język z właścicielami. Okazali się nad wyraz życzliwymi i empatycznymi osobami. Na dodatek oboje znakomicie mówili po polsku. No, może Manuel nie aż tak, ale Helena dbała o to, by potrafił porozumieć się z polskimi turystami, których w tej części Hiszpanii było wielu.
Któregoś wieczoru, podczas wspólnego spaceru nad brzegiem morza, Joanna opowiedziała Helenie o swojej chorobie. Zrobiła to głównie ze względów bezpieczeństwa. Czuła się nad wyraz dobrze, jednak nie mogła całkowicie uśpić swojej czujności. Helena wysłuchała opowieści i nagle wybuchnęła płaczem. - Joasiu, słucham Ciebie i widzę moją matkę. Ona także cierpiała na tę przerażającą chorobę. Tylko, że za nic w świecie nie chciała słyszeć o jakimkolwiek leczeniu. Mówiła, że taka jest wola Boga i ona musi cierpieć. W tym cierpieniu nie było żadnego sensu, bo w niewielkim miasteczku

8




Pedrera, które znajduje się niecałe 200 km od nas mieszka znany emerytowany neurochirurg Franco Torres. Od wielu lat specjalizuje się w medycynie naturalnej i ma na swoim koncie wiele przypadków całkowitego wyleczenia. Jest tylko jeden podstawowy warunek, a właściwie trzy warunki – pacjent musi tego chcieć, musi wierzyć i musi mieć cierpliwość. Moja matka nie spełniała żadnego. Na jej pogrzebie doktor Torres powiedział, że moja matka umarła, bo chciała….
Joanna z zapartym tchem słuchała tego, co mówiła Helena. „A więc jest ktoś, kto daje nadzieję….” - pomyślała. Helena obiecała, że sprawdzi, co dzieje się z doktorem. Był stary i jest wielce prawdopodobne, że nie zajmuje się już leczeniem, albo…. Joanna starała się odrzucić złe myśli. Jednak zdawała sobie sprawę, że właśnie nadzieja trzyma ją przy życiu. Zresztą dawno nie czuła się tak dobrze. Bóle głowy przestały dokuczać. Wprawdzie rano po śniadaniu ustawia sobie wagonik leków i łyka je po kolei, ale fakt jest niezaprzeczalnym faktem – Hiszpania jej służy!

     - 5 -
Joanna uwielbiała dalekie spacery. Często zapuszczała się w odległe i bezludne miejsca.

9




Nie czuła strachu. Ufała ludziom. Z każdego wypadu przynosiła jakiś drobiazg. A to niezwykłej barwy kamień, a to muszelkę o dziwacznych kształtach, czasem po prostu jakiś patyk, który leżał na jej drodze. Dostrzegała każdy szczegół. Być może choroba spowodowała, że jej spostrzegawczość pomnożyła się wielokrotnie. To było przedziwne uczucie, jakby chciała każdy szczególik tego świata zobaczyć, dotknąć, zmierzyć, zbadać. Po spacerze musiała się za każdym razem „zameldować” Helenie. Kobieta od momentu szczerej rozmowy, czuła swoistą więź i odpowiedzialność za swoją lokatorkę, która tak naprawdę już przestała być li tylko lokatorką. Obie panie – mimo znacznej różnicy wieku – czuły do siebie ogromną sympatię i lubiły swoje towarzystwo.
Któregoś dnia Joanna wracała z jednego ze swoich spacerów, trzymając w dłoniach powyginany mały konar. Kiedy zbliżała się do domu, zauważyła Biegnącą w jej kierunku Helenę. Okazało się, że kobieta ma wieści o doktorze Torresie. Szczęśliwym trafem na jarmarku w pobliskim miasteczku Helena spotkała swoją daleką kuzynkę, która

10




swego czasu leczyła się u znanego neurochirurga. Zapewniła ją, że doktor żyje i ma się całkiem nieźle, jak na swój wiek. Niestety, nie przyjmuje już pacjentów, ale zawsze można próbować go ubłagać. Na stare lata zrobił się niezwykle uczuciowy i wyczulony na cudze cierpienie. Helena zdecydowała, że powinny pojechać do niego jutro z samego rana. Przecież każdy dzień zwłoki może być dla Joanny tragiczny w skutkach. Joannę ucieszyła ta wiadomość. Miała nadzieję, zawsze ją miała…. Nie wierzyła, że jej życie może się skończyć już...teraz…
Tej nocy nie zmrużyła oka. W jej głowie kotłowało się milion myśli. Wspominała swoje dzieciństwo. Było piękne i beztroskie…. A potem ten straszny wypadek jej rodziców, rozpacz, łzy… Została z babcią, którą kochała bezgranicznie. Później i ją zabrała śmierć. Joanna była już dorosła, samodzielna, jednak po śmierci kolejnej ukochanej osoby, załamała się. Wtedy po raz pierwszy zaczęła boleć ją głowa… Pocieszenia szukała w pracy. Zawsze kochała swój zawód. Uwielbiała dzieciaki i chociaż nie miała doświadczeń z własnymi, była uważana za

11




wspaniałego pedagoga. Nagle przeraziła się. Myślała o sobie w czasie przeszłym… To jakiś znak? Odgarnęła niesforny kosmyk włosów z czoła i przytuliła się do poduszki. Zasnęła.
Obudziło ja wołanie Heleny. Wstała szybko i pół godziny później obie kobiety siedziały już w samochodzie.

     - 6 -
Pedrera przywitała ich palącym słońcem. Na ulicach były pustki, a nieliczni handlarze siedzieli pod dużymi parasolami, bez większej nadziei na jakąkolwiek sprzedaż. Helena zaczepiła jednego z nich, aby zapytać o drogę. Mężczyzna, przekonawszy się, że to nie klient, z niechętną miną wskazał kierunek.
Dom doktora stał na uboczu. Nie była to okazała willa, jak się spodziewała Joanna. Ot, niewielka posiadłość z dość dużym ogrodem. Helena zadzwoniła do furtki i wkrótce w drzwiach pojawił się młody mężczyzna. Jak się okazało był to wnuk doktora. - Witam panie – powiedział po hiszpańsku. - Czym mogę służyć? - zapytał, nie wpuszczając kobiet na teren posiadłości. Helena zapytała o doktora. - Przykro mi, dziadek już od dawna nikogo nie przyjmuje – stwierdził sucho. Joanna rozumiała, o czym była

12




mowa. Zawsze szybko uczyła się języków i pobyt w Hiszpanii, choć krótki, zaowocował znajomością podstawowych zwrotów. Zrozumiała też, kiedy Helena powiedziała, że przejechały ponad 200 km, by spotkać się z doktorem Torresem, a osoba, która potrzebuje pomocy dotarła tu aż z Polski. Mężczyzna spojrzał na Joannę, uśmiechnął się ciepło i otwierając szeroko furtkę, zaprosił obie kobiety do ogrodu. Jego reakcja wprawiła w osłupienie. Nie było jednak sensu rozpamiętywać zachowania mężczyzny. Najważniejsze było to, by doprowadzić do spotkania z neurochirurgiem. Mężczyzna wskazał kobietom ławeczkę, a sam zniknął w domu. Po dłuższej chwili pojawił się doktor Franco Torres. Na widok Heleny rozłożył ramiona.
- Helena, to ty? Jak się miewasz?
- Doktorze, pamięta mnie pan? - zdziwienia Heleny nie dało się ukryć. Jej wzruszenia także.
- Pamiętam ciebie, pamiętam twoją matkę… Piękna to była kobieta...piękna i niemądra… Gdyby tylko chciała mnie wtedy posłuchać….
Rzewne wspomnienia przerwał wnuk doktora, przynosząc zimny napój.
- Moja żona robi doskonałe herbaciane napoje. Przyniosłem na spróbowanie.
- To Lucas,

13




mój wnuk. Już go panie poznały – powiedział Torres.
Napój okazał się znakomity. Kobiety dowiedziały się, że żona Lucasa jest Polką, stąd ta reakcja i sentyment do tego kraju.
- Moja wnuczka, bo tak ją nazywam, jest bardzo zdolna – mówił doktor – pięknie gra na skrzypcach i uczy w szkole muzycznej. Teraz właśnie jest w pracy. Może kiedyś będą panie miały okazję ją poznać i posłuchać, jak gra – neurochirurga wyraźnie rozpierała duma. - Blanca przyjechała z Polski. Rodzice jej umarli, została sama i postanowiła poszukać szczęścia w obcym kraju. Jak się okazało, znalazła je – Torres uśmiechnął się do swojego wnuka.
Chwilę później był już zagłębiony w lekturze dokumentacji medycznej Joanny. Twarz jego stawała się coraz bardziej posępna, a wielka bruzda na czole wydawała się pogłębiać z minuty na minutę.
- Sprawa jest poważna, moje dziecko – powiedział wreszcie. - To, co siedzi w twojej głowie jest bezwzględne, straszne i...chyba do wyleczenia – uśmiechnął się, pokazując rząd pięknych, białych, sztucznych zębów.
Chwil, które później nastąpiły Joanna nie pamiętała. Przed oczami miała tylko

14




śmiech wymieszany ze łzami w wykonaniu Heleny i białe zęby doktora. Umówili się na kolejną wizytę, podczas której Torres zabierze Joanne do szpitala, gdzie zostanie poddana wielu niezbędnym badaniom. Po nich okaże się na sto procent, czy choroba jest do zwalczenia. Wnuk grzecznie odprowadził kobiety do samochodu i wrócił do dziadka. Joanna całą drogę do domu śmiała się i płakała na przemian. Postanowiła, że kiedy znajdzie się już w swoim pokoju, natychmiast zadzwoni do Wandy.

     - 7 -
Telefon do przyjaciółki był kolejnym powodem do łez wzruszenia. Teraz już obie były pewne, że wyjazd do Hiszpanii był jakimś darem niebios, że teraz już wszystko będzie dobrze, a Joanna zdrowa wróci do Polski.
Kolejne dni były jednym wielkim świętem. Helena i Manuel każdego dnia organizowali jakieś przyjęcia, ogniska, tańce. Zapraszali przyjaciół, znajomych, a czasem nieznajomych, by cieszyli się wspólnie z nimi i Joanną. Któregoś wieczoru, siedząc przy ognisku Joanna szepnęła do Heleny:
- A jak się nie uda?… Jeśli mnie już nie można pomóc?...
- Nie wolno ci tak myśleć – skarciła ją kobieta – nie teraz, gdy

15




odszukałyśmy doktora i w swej dobroci obiecał pomóc! Nie teraz! - Helena wiedziała, że jeśli Joanna się podda, jej leczenie nie będzie możliwe. Wiedziała to aż za dobrze…

     - 8 -
Minęły dwa tygodnie. Joanna i Helena znów stanęły przed domem doktora. Tym razem drzwi otworzył sam gospodarz. Przywitał się mile z kobietami i zaprosił do domu. Kurtuazyjna rozmowa szybko zeszła na tematy medyczne. Za dwa dni Joanna miała się zgłosić do Clinica Tambre w Madrycie. Torres wyjaśnił, na czym będą polegały badania i w jakim celu zostaną przeprowadzone. Poinformował również o sposobie leczenia. Joanna dowiedziała się, że doktor przekazał całą dokumentację swojemu najzdolniejszemu uczniowi i to on po badaniach podejmie decyzję o ewentualnej operacji.
- Tu medycyna naturalna nic nie zdziała. Pomóc może tylko skalpel. Ja już nie staje przy stole operacyjnym, moje dziecko. Chyba, że w charakterze obserwatora, choć koledzy mówią, że w charakterze doradcy – uśmiechnął się. - Jeśli do tego dojdzie, oddam cię w ręce najlepszego neurochirurga. Ja będę cały czas przy nim i przy tobie. Nie martw się, on

16




naprawdę jest niezły, sam go uczyłem – Torres mrugnął do Joanny.
Nagle wszystko stało się proste i bezpieczne. Joanna poczuła się jak dziecko, za którego ktoś dorosły podejmuje decyzje i tym sposobem wyręcza ją od odpowiedzialności. To było piękne, błogie uczucie.
Chwile później do pokoju wszedł wnuk Torresa. Przywitał się z paniami i oznajmił, że wyjeżdża po żonę, która dziś wcześniej skończyła lekcje. Doktor nie krył zadowolenia.
- Cieszę się, że poznacie panie moją wnuczkę. Jest piękną, zdolną kobietą. A pani, pani Joanno, będzie mogła z nią swobodnie porozmawiać. Obie przecież jesteście Polkami.
Joanna uśmiechnęła się kurtuazyjnie. Jej głowa w tej chwili wypełniona była innymi sprawami. Toczyła się walka o jej zdrowie i życie. Rozmowa o jakiejś tam wnuczce z Polski nie robiła na niej żadnego wrażenia i średnio miała ochotę na to spotkanie. Wiedziała jednak, że jest to ważne dla człowieka, który prawdopodobnie uratuje jej życie.
Rozmawiali o hiszpańskich zwyczajach i pogodzie, kiedy usłyszeli nadjeżdżający samochód. Do domu wszedł wnuk Torresa.
- Blanca zaraz do nas zejdzie, poszła się przebrać

17




– oznajmił wszystkim.
Po chwili do salonu weszła wnuczka doktora. Joanna spojrzała w jej kierunku i zamarła.
- Patrycja?! - krzyknęła
- Boże, ciocia Asia! Jak mnie tu znalazłaś – kobieta nie kryła zdumienia.
- Nie szukałam tutaj, to przypadek – Joanna nie mogła powstrzymać łez.
- Blanca, znasz tę panią? - tym razem mąż Patrycji przecierał oczy ze zdumieniem.
- Znam – odpowiedziała cicho Patrycja – to ciocia Asia, moja przyszywana ciocia z Polski….- Ciociu – zwróciła się do Joanny – wyjdźmy do ogrodu, proszę…
Chwile później obie spacerowały wśród okazałych krzewów lawendy. Joanna zauważyła zaokrąglony brzuch dziewczyny.
- Jesteś w ciąży? - zapytała.
- Tak, to szósty miesiąc. Jesteśmy bardzo szczęśliwi – powiedziała cicho.
- Jesteście szczęśliwi? Wspaniale! A co z twoimi rodzicami, co z Wandą, przyjaciółmi? - mówiła coraz głośniej Joanna - Patrycja, czy ty wiesz, co działo się w domu po twoim zniknięciu? Co dzieje się tam nadal? Twoi rodzice, twoja siostra, oni ciągle czekają na twój powrót! Odchodzą od zmysłów! Ta rana nigdy się nie zabliźni! Są przekonani, że wrócisz, że nic ci się nie

18




stało! Ale mają już coraz mniej siły, coraz mniej wiary. Powiedziałaś Torresowi, że jesteś sierotą? Patrycja, o co tu chodzi? Powiedz coś! Dlaczego?! - Joanna nie potrafiła ukryć swego wzburzenia.
- Ciociu, proszę, nie krzycz, nie chcę, by dziadek i mój mąż usłyszeli.
- Nie chcesz, żeby usłyszeli? - Joanna czuła, że jej złość wchodzi na najwyższą półkę. - Zataiłaś prawdę o swojej rodzinie? I na tych kłamstwach budujesz swoją nową i sielankową? Cóż takiego zrobili twoi rodzice, twoja siostra, że wyrzuciłaś ich ze swojej głowy i ze swojego serca? Patrycja, a może lepiej Blanca - nie poznaję cię! I przestań mówić do mnie „ciociu”. Nie wiem, czy tego chcę…
- Ciociu….Asiu...wysłuchaj tego, co chcę ci powiedzieć, zanim zaczniesz wydawać na mnie wyrok. Czy naprawdę uważasz, że mogłabym zniknąć bez żadnego powodu? - Patrycja ukryła twarz w dłoniach.
Joanna wzięła głęboki oddech. Zaczęła boleć ją głowa...znowu. Wystraszyła się, nie chciała, żeby Patrycja widziała jej ból. Nie chciała też, żeby nadmiar negatywnych emocji zaszkodził ciężarnej kobiecie. Usiadły na ławce pod

19




rozłożystym migdałowcem.
- Nie wyrzuciłam ich ani z głowy, ani tymbardziej z serca. Nie ma dnia, żebym o nich nie myślała. Jestem szczęśliwa, to prawda, mam dobrego męża, wspaniałego dziadka i dostatnie życie. Ale masz rację, nie da się zbudować szczęśliwej przyszłości na czarnych smugach przeszłości…
Joanna wstrzymała oddech. - „Czarne smugi? O czym mówi ta dziewczyna?” - Doskonale znała rodzinę Patrycji. To byli wspaniali ludzie, zastąpili jej przecież rodzinę, którą szybko straciła. Co takiego stało się tych kilka lat wstecz, że nastolatka zdecydowała się na tak radykalny krok? Patrycja, jakby czytając w myślach Joanny, ciągnęła dalej.
- Tego dnia rzeczywiście umówiłam się z koleżanką na zakupy. Jednak nie miałam zamiaru się z nią spotkać. Ona o niczym nie wiedziała, nie znała moich planów. Nie chciałam nikogo wtajemniczać. Chciałam po prostu zniknąć. Pamiętasz panią Walerię z bloku obok? Ma siostrę w Hiszpanii. Córka tej siostry czasem przyjeżdżała do Polski. To moja rówieśniczka. Nie przyjaźniłyśmy się. Może dlatego tak łatwo mi było opowiadać jej o swoich przeżyciach. Czy ty wiesz, jak czuje

20




się nastolatka, która nie może mieć swoich marzeń, która tak naprawdę nie ma własnego życia? Żyje życiem innych i marzeniami innych. Nie zaprzeczam, lubiłam i lubię grać na skrzypcach, ale moim wielkim pragnieniem było uczyć tej sztuki innych. Teraz to marzenie spełniam, ale wtedy nikt mnie nie słuchał. W wyobrażeniach rodziców, szczególnie matki, miałam zostać sławną skrzypaczką, która jeździ po świecie, ma tłumy wielbicieli, ale tak naprawdę jest samotną i zgorzkniałą kobietą. Matka chwaliła się mną wszystkim wkoło. Stawiała za wzór. Nawet Wanda musiała wysłuchiwać tych hymnów pochwalnych na mój temat. Zawsze wtedy wychodziła, trzaskając drzwiami. Szła do koleżanek, na randkę, do dyskoteki. A ja zostawałam w domu z aureolą zachwytu nad głową i skrzypcami w ręku…. A tak bardzo chciałam też trzasnąć drzwiami i iść za nią, chciałam, żeby mnie zabierała ze sobą. Nigdy tego nie zrobiła. A wiesz dlaczego? Nie, nie bała się mamy, ona po prostu wierzyła, że ja taka jestem, że tego pragnę! Ułożona, grzeczna, nie sprzeciwiająca się nigdy Patrycja. Wanda nie spełniła marzeń, więc musiałam to zrobić ja…

21




Można powiedzieć, że byłam obciążona sukcesem za wszelką cenę i właściwie wbrew sobie… Nie wiem, czy znasz przeszłość mojej mamy. Ja też jej nie znałam, aż któregoś wieczoru podsłuchałam jej rozmowę telefoniczną z moim nauczycielem. Mówiła o tym, że była dobrze zapowiadającą się skrzypaczką. Zdziwiona? Nie wiedziałaś? Nikt nie wiedział. To była jej wielka tajemnica. I wiesz, co powiedziała wtedy mojemu nauczycielowi, że szanse na karierę przekreśliły jej dzieci. Rozumiesz??? Dzieci!!! Czyli Wanda i ja. Najpierw zaszła w ciążę z pierwszym dzieckiem, więc odłożyła skrzypce. Po latach, gdy chciała do nich wrócić, okazało się, że jest w ciąży ze mną. Zrezygnowała po raz drugi. A więc Wanda i ja byłyśmy powodem, przeszkodą… Potrafiłabyś żyć z takim obciążeniem?
- Wanda o tym wie? - spytała cicho Joanna.
- Nie. Zresztą gdyby nawet wiedziała, poradziłaby sobie z tym. Ja nie potrafiłam… - Patrycja rozpłakała się.
Joanna słuchała tego wszystkiego i powoli zaczynała rozumieć powody, dla których nastolatka zdecydowała się na ucieczkę z własnego domu.
- Kiedy opowiadałam o tym wszystkim mojej

22




hiszpańskiej koleżance – ciągnęła zapłakana Patrycja – nie myślałam o drastycznych rozwiązaniach. Byłam w straszliwym dołku, ale sadziłam, że tak właśnie ma wyglądać moje życie. Nie miałam czasu na swoje przyjemności. A przecież byłam zwykłą nastolatką. Chciałam chodzić na dyskoteki, do kina, na spotkania z przyjaciółmi. Druga sprawa, że ich nie miałam, bo zwyczajnie brakowało mi czasu. Mój chłopak zerwał ze mną, bo miał dość randek, które się nie odbyły...
- Miałaś chłopaka? - ze zdziwieniem zapytała Joanna.
- No widzisz, nawet o tym nie wiedziałaś...nikt nie wiedział. Nikogo nie interesowało moje życie i to, czego ja chcę i pragnę. Ważna była tylko kariera i wszystko to, co się z nią wiąże. Ważne były czyjeś niespełnione ambicje...
- Dlaczego nie porozmawiałaś o tym z rodzicami?
- Próbowałam z matką. To była bardzo krótka rozmowa. Ona skwitowała ją jednym słowem: „fanaberie”…
- A Wanda? Dlaczego nie zwierzyłaś się swojej siostrze. Dlaczego jej tego nie wytłumaczyłaś? Przecież miałyście wspaniały kontakt – dopytywała Joanna.
- Wanda? Ona zawsze miała swoje życie i swoje zdanie.

23




Często kłóciła się z rodzicami i stawiała na swoim. Ja tego nie potrafiłam. Posłuszna, spolegliwa, teraz dołożę „zaszczuta” i „samotna”...taka byłam... - Patrycja otarła łzy i kontynuowała swą opowieść.
- Któregoś popołudnia rodzice pojechali na większe zakupy, więc postanowiłam wyrwać się na spotkanie z moją nową koleżanką. Znów ryczałam jej w rękaw. W końcu nie wytrzymała i zaproponowała, żebym wyjechała z nią do Hiszpanii. Pomysł był iście szatański. Powiedziałam jej, że moi rodzice absolutnie się na to nie zgodzą. Okazało się, że dziewczyna ma na myśli ucieczkę. Mówiła, że mieszka tylko z matką, która jest nad wyraz postępową i lekko szaloną kobietą. Na pewno zgodzi się, bym z nimi zamieszkała i jeśli taka będzie nasza wola, nie puści pary z ust. Na początku nie chciałam o tym słyszeć. Jednak po kilku nieprzespanych nocach zdecydowałam się. Hiszpanka załatwiła bilet i późnym wieczorem wsiadałyśmy do pociągu. Po dwóch przesiadkach w Brukseli i w Paryżu, po męczących 40 godzinach jazdy, dotarłyśmy do Madrytu. Stamtąd odebrała nas matka Hiszpanki i przywiozła

24




tu, do Pedrery. Bardzo szybko zaaklimatyzowałam się w nowym miejscu. Matka Hiszpanki mówiła wszystkim, że jestem córką jej zmarłej siostry, że przyjechałam z Polski, że zostałam sama i że mnie przygarnęła. Taką wersję znają tu wszyscy. Moja nowa rodzina też… Zaczęłam naukę w miejscowym liceum. Później skończyłam odpowiednie kursy i zostałam nauczycielką gry na skrzypcach. A więc spełniło się moje największe marzenie…
- Nigdy nie próbowałaś skontaktować się z rodzicami, z Wandą? - zapytała Joanna.
- Chciałam, ale coraz bardziej wtapiałam się w ten klimat i było mi coraz trudniej mierzyć się z przeszłością Jestem tutaj u siebie, jestem sobą….
- Naprawdę jesteś sobą?! - Joanna podniosła nieco głos – Przecież żyjesz w kłamstwie, okłamujesz męża, dziadka. Za chwilę urodzisz dziecko. Co mu powiesz, kiedy dorośnie? Że mamusia uciekła z domu, bo nie pozwolono jej realizować własnych marzeń? Patrycja, nie pojmuję tego – Joanna była coraz bardziej wzburzona.
- Widzę, że mnie nie rozumiesz, że myślisz ich kategoriami...szkoda… - Patrycja podniosła się z ławki.
- Czekaj – Joanna chwyciła

25




rękę ciężarnej kobiety – usiądź. Chciałabym cię zrozumieć, bardzo. Wiem, co to znaczy, gdy życie ucieka i nie ma się wpływu na jego przebieg. Jak ktoś, lub coś decyduje o każdym dniu...To jest straszne, ta niemoc jest straszna… Trochę w tym wszystkim nasze losy są podobne…
- Co masz na myśli? – zapytała Patrycja
- Nic, nic, kiedyś ci powiem – Joanna ocknęła się z chwilowego zamyślenia – mów lepiej, jak to się stało, że znalazłaś się tutaj, u Torresów?
- Matka mojej Hiszpanki zachorowała na raka. Leczyła się różnymi sposobami, aż w końcu trafiła do Torresa. Była zbyt słaba, by podróżować, więc lekarz przyjeżdżał do nas do domu. Któregoś dnia przywiózł go wnuk Lucas. Nasze oczy spotkały się wtedy na chwilkę, ale to wystarczyło, by pragnąć dalszych spotkań. Po roku wzięliśmy ślub. Teraz oczekujemy naszego pierwszego dziecka. To będzie dziewczynka. Damy jej polskie imię – Zosia – Patrycja pogładziła się z czułością po brzuchu.
- Kiedy zamierzasz powiedzieć o wszystkim mężowi i dziadkowi? Bo chyba zamierzasz! – głos Joanny przybrał ton nie znoszący sprzeciwu.
- Nie musisz, wszystko słyszałem

26




– mąż Patrycji wolnym krokiem zbliżał się do kobiet. - Blanca, dlaczego nic mi nie powiedziałaś, dlaczego tyle lat tłumiłaś w sobie takie złe emocje? Przecież wiesz, że bardzo cię kocham i zrozumiałbym wszystko. - Lucas objął żonę ramieniem i pocałował.
- Zostawię was – powiedziała Joanna, podnosząc się z ławeczki – macie sobie wiele do wyjaśnienia.
- Poczekaj, miałaś mi coś powiedzieć… A właściwie, co tu robisz? Dlaczego przyjechałaś do dziadka? - zapytała z troską w głosie Patrycja.
- Nieważne… Porozmawiajcie sobie, to teraz jest najistotniejsze – Joanna uśmiechnęła się do obojga i ruszyła w stronę domu.
- Asiu, – dobiegł ją delikatny głos Patrycji. Odwróciła się – dziękuję…

     - 9 -
Joanna pomyślnie przeszła operację wycięcia guza. Okazało się, że znacznie się zmniejszył i głównie to miało wpływ na powodzenie zabiegu. Po okresie rekonwalescencji postanowiła zostać w Hiszpanii. Założyła szkółkę nauki języka polskiego, którą prowadzi w pensjonacie Heleny i jej męża. Chętnych jest wielu. Zarówno dzieci, jak i dorosłych. Joanna znalazła w Hiszpanii swoje

27




miejsce i być może swoją miłość, odkąd na jej lekcje przychodzi przystojny Pedro….
Patrycja urodziła zdrową, śliczną dziewczynkę. Zgodnie z zapowiedziami, mała otrzymała imię Zosia. Po porodzie Patrycja zdecydowała się na kontakt z rodziną. Wkrótce rodzice wraz z siostrą odwiedzili młodą mamę. Zostali dwa miesiące. Ale to chyba i tak niezbyt długo, zważywszy, ile mieli sobie do wyjaśnienia i opowiadania. Przez ten cały czas mama Patrycji wspaniale zajmowała się swoją wnuczką, jakby chciała wynagrodzić córce stracone w pewnym stopniu dzieciństwo. Rodzina znów była razem, jednak teraz to słowo „razem” nabrało zupełnie innego znaczenia….

28




Wyrazy: Znaki: