Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 52
Dzisiaj w pracowni: 5
Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Powiernik Kharrenu

13.04.2019
Droga Autorko, czytam z zapartym tchem od pierwszej strony... aż po 13. Właśnie tutaj straciłam praktycznie natychmiastową immersję, jaka zawładnęła mną od pierwszych zdań. Powód już pewnie ktoś ci wskazał, bo to ostatni komentarz ;)
Mianowicie, narracja przeskakująca bez ostrzeżenia, bez powodu, z poziomu dziewczyny, do chłopaka. zaburzyło to moją niezmącona niczym lekturę.

Poza tym, wracając do wstępu, praktycznie niema go, nie można tu wyodrębniać jakiegoś specjalnego wprowadzenia, gdyż od razu wpadamy w środek akcji. Jak to robisz, że mimo braku jakichkolwiek informacji o tym świecie, w którym odgrywają się krwawe sceny, od razu go czuję? Fantastycznie wyważyłaś akcję na przemian z opisami i równomiernie dodawanymi szczegółami, tworzącymi postać bohaterki oraz jej przeciwnika.
Sam motyw łowcy potworów i wilkołaka, to nic nowego, ale nie przeszkadza mi to w tak dopracowanym tekście. Używasz wielu synonimów, ciekawego, nietuzinkowego słownictwa, co również ma ogromny wpływ na odbiór całości.

Kolejne 10 stron (15-25), to kolejna akcja, ale tutaj zdążyłam się na chwilę znużyć. Myślę, że dobrze byłoby w tym fragmencie zastosować konkretne cięcia. Wiele z informacji nie wydają się zbyt istotne, lub można je poruszyć kiedy indziej. Jednak ten cały opis sytuacji w grocie jest zbyt długi i dość wykładniczy. Nie mogę napisać, że jest nieciekawy, ale jest tego po prostu za dużo. Dłuży się.

Myślę, że cały ten tekst można z powodzeniem podzielić na dwa rozdziały. Drugi mógłby się się rozpocząć, kiedy Deidree wyrusza w dalszą podróż. To w pewien sposób zamknęłoby wstęp, wyodrębniło historię z wilkołakiem, a pozwoliło skupić się na kolejnych wydarzeniach. Takie jest moje subiektywne odczucie ;)

Dotarłam do końca, właściwie znów jednym tchem. Droga Autorko, nie wiem co mam Ci właściwie tutaj napisać. Twój warsztat nie wymaga moich rad, ponieważ to co tworzysz, już jest na bardzo wysokim poziomie, do jakiego ja dopiero chciałabym zacząć dążyć. Jedno jest pewne, pisząc to zdanie, mam nadzieję, że reszta tekstu już powstała i dasz mi znać gdzie mogę ją poznać. Tak bardzo spodobała mi się historia, która rodzi się na tych 49 stronach, że chętnie poznam ją całą.
Właściwie, jak wspomniałam, w całym tekście pojawił się jeden moment, który wybił mnie z rytmu. Poza tym, nie ma właściwie co poprawiać, czy mówiąc kolokwialnie, niema się do czego przyczepić.
Całość jest bardzo spójna, dialogi praktycznie naturalne. Może trochę jest tego za dużo, kiedy Deidree wchodzi do jaskini, ale to już pisałam.
Każdy z członków bandy łowców głów jest na swój sposób charakterystyczny, to dobrze. Jednak i tak jakoś ciężko mi było ich zapamiętać i rozróżnić. Jednak to może wynikać oczywiście z mojego roztargnienia, immersji i chęci poznania dalszego ciągu.
Podoba mi się niesamowicie to, że mimo "super mocy" Twoja bohaterka nie jest niezniszczalna i w tym nierealna. Nadałaś jej charakter i przywary oraz to, że nie jest prawdziwa, namacalna. Mimo otoczki magii, wydaje się taka zwyczajna. Zdążyłam ją bardzo polubić i nawet w którymś momencie martwić się jej losem.

Gratuluje Ci serdecznie tak dopracowanego i wciągającego tekstu. Chylę czoła i z chęcią przyznam kałamarz, choć konkurencja była niemała.

Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że będę mogła poznać dalsze losy Deidree.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
15.04.2019
Droga Czytelniczko,
na wstępie chciałabym podziękować Ci zarówno za szczery komentarz, jak i wyróżnienie, jakim mnie obdarzyłaś. To dla mnie bardzo motywujące i pokrzepiające.
Opowiadanie to (czy może raczej powieść) publikowana jest w sieci, na darmowym portalu Wattpad, na którym figuruję pod nazwą Ewoile. Tam rozdziały są zdecydowanie krótsze, dostosowane do portalu. Skrawek historii, który tu przedstawiłam, tam rozciąga się na (o ile dobrze pamiętam) pięć rozdziałów. Myślę, że w tej rozbitej formie nie byłoby problemu, na który zwróciłaś uwagę. Ale to, mam nadzieję, sama już ocenisz. Na samym końcu komentarza dodam linkt bezpośrednio do Łowczyni. Będę zaszczycona jeśli zechcesz towarzyszyć mi i Deidree w dalszej przygodzie :))
Tak, nad przeskokami narracyjnymi już pracuję i staram się powstrzymywać przed tymi niecnymi występkami 😂
W zamieszczonym tu fragmencie nie ma nawet jeszcze śladu właściwej fabuły powieści, klaruje się ona dość długo, ale jest ku temu przyczyna, mianowicie - fabuła jest rozbudowana, wielowątkowa i przeznaczona na setki stron i conajmniej dwa tomy ^^
Jeszcze raz bardzo dziękuję za tak ciepłe słowa oraz wyróżnienie.
Pozdrawiam serdecznie, S.

https://www.wattpad.com/story/147292512-łowczyni-zmierzch-wilka

Od: Autor Shirru
twarz żeńska
16.04.2019
Cieszę się, że tworzysz dalsze losy swojej bohaterki, to bardzo ważne, aby kończyć swoje prace i je ulepszać. Na pewno chętnie zerknę w ciąg dalszy, ponieważ zwyczajnie zaintrygował mnie ten pierwszy fragment.

Pozdrawiam
Albi :)
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
04.01.2019
Witaj, droga Autorko!
Od razu powiem, że całkiem całkiem opowiadanie. Nie bez wad, ale zdecydowanie powyżej średniej konkursowych utworów. Wiele z poniższych zastrzeżeń które wypunktowałem traktuj z przymrużeniem oka - czepiałem się czegoś, co u kogo innego bym pominął. Powodem jest fakt, że miejscami pokazywałaś warsztat na tyle dobry, że można było się przyczepić rzeczy poprawnych, które mogłyby być lepsze.
Niestety, pod niektórymi względami męczę i nie będę edytował swoich zarzutów choć wiem, że się powtarzałem - niech będzie to dowodem na to, że co i rusz przeszkadzało mi to samo, więc warto byłoby popracować nad tym aspektem - mam na myśli dialogi, co poniżej obficie wyłożę.
Nie przedłużając, lećmy z tekstem:


cytat„Wiatr szumiał przejmująco”

To nie najszczęśliwsze słowo, które ponadto za chwilę powtarzasz - szumieć mogą poruszane wiatrem liście, zaś sam wiatr może na przykład gwizdać, czy - i tego słowa zapewne Ci zabrakło - zawodzić.

cytat„Stworzenie musiało ją dostrzec, bo ruszyło powoli w jej kierunku”

Nadużywasz zaimków. Nie tylko w tym, ale i w jednym z poprzednich zdań rzuciło mi się to w oczy, teraz zaczynam dostrzegać, że to chyba niedobre przyzwyczajenie, a nie jedynie jednorazowa wpadka.

cytat„Duży, czarny kształt tkwił nieruchomo niecałe dwadzieścia stóp dalej”

Czyli około 6 metrów. Zarówno poprzedni opis orientowania się o obecności wilkołaka, jak i następny o braniu rozbiegu każą mi sądzić, że albo w świecie Twojego opowiadania stopy są bardzo dużą miarą, na co powinnaś czytelnika przygotować, albo zwyczajnie w tym zdaniu zabrakło Ci jednego zera.

cytat„Wilkołak wyglądał teraz, jak legendarna ryba-ludojad, o której zdążyła się już nasłuchać w Bell.”

No i w porządku - tworzysz świat. Bell, ryby-ludojady. Mimochodem podsuwasz czytelnikowi, że świat jest większy niż tu i teraz. Ale sugerowałbym napisać tutaj ze dwa-trzy zdania więcej, aby czytelnikowi przybliżyć sylwetkę ryby i wytłumaczyć porównanie. Bo w zasadzie użyłaś w tekście porównania, ale takiego, które czytelnikowi nic nie mówi, bo nie wiemy jak te ryby wyglądają. Chyba, że w ten sposób chcesz pobudzić czytelnika do działania i przygotować na to, jak będą wyglądały owe ryby - ale jeśli tak, to czy zrobiłaś to świadomie? Czy o to chodziło? Jeśli tak - to powiedzmy, że ok, choć wciąż oczekiwałbym nieco więcej opisu wyjaśniającego porównanie, jeśli nie - no to moim zdaniem drobne niedopatrzenie ;)

cytat„aktywowała ochronną runę Xin, a następnie wzmacniającą – Qah. (...) Źrenice zmalały jej do wielkości główki od igły”

Czyżby inspiracja Wiedźminem? ;)
Na razie akceptuję fakt, że nic nie wiemy o runach, ani jak zostały aktywowane, ale wkrótce jako czytelnik będę oczekiwał wyjaśnień, albo przynajmniej pokazania, że jako Autorka panujesz nad sytuacją i dawkujesz informacje świadomie.

cytat„Oprócz niej, frydra i szalejącej zamieci”

Chyba "frydry" - zła odmiana? Tak w ogóle, to "frydra" to Twoje słowo na wilkołaki w świecie opowiadania, tak?

cytat„Bestia była coraz bliżej, drana słyszała”

Zaraz... Drana to nie jej imię? A może zjadasz duże litery i zostają małe i "Frydra" to też imię?

cytat„Bestia była coraz bliżej, drana słyszała już niemal jej głuche, rzężące sapanie. A może było to tylko złudzenie? Wytwór wyobraźni podyktowany rosnącym podnieceniem i adrenaliną?”

Zaraz - sugerujesz, że ona cały czas "czuje" obecność i jeszcze nie widzi ani nie słyszy wilkołaka?
Ale przecież wcześniej napisałaś, ze widzi wyraźnie sylwetkę, że jest w stanie na jej podstawie ocenić wiek...

cytat„Usiłując nie wykonywać gwałtownych ruchów, uniosła nieco głowę
(...)
Czas stanął w miejscu, gdy drana uniosła głowę”

Widzisz - to się rzuca w oczy. Raz, że powtarzasz nie tyle słowa, co całe stwierdzenia, to na dodatek ona podniosła głowę dwa razy, nie opuszczając jej pomiędzy. Jako czytelnik już w wyobraźni miałem ją z uniesioną głową i teraz jestem w kropce - bo jak podniosę więcej, jak sugeruje opis, to będzie to wyglądało co najmniej komicznie, a z pewnością nie taki był Twój zamysł.

cytat„o ile opazurzona łapa nie pozbawiłaby jej głowy przy jednym zamachu, zaraz potem nastąpiłby równie makabryczny koniec.”

Dosyć ciekawa konstrukcja Ci wyszła. Gdyby coś się nie stało, to zaraz potem stałoby się coś jeszcze gorszego - mniej więcej. Tylko strasznie mi się to gryzie, bo zdanie jest gramatycznie tak skonstruowane, że każe mi założyć, że zaraz po tym jak coś się nie stanie, to coś się stanie. Nie jest to zupełnie pozbawione sensu, ale jednocześnie bardzo karkołomne literacko. W dodatku dajesz jako przykład dekapitację jednym ruchem - równie makabryczny koniec, gdyby to się nie udało to... ;)

cytat„była łowcą, tropicielem, draną z Kharrenu.”

A zatem "drana" to jednak tytuł-zawód-klasa postaci-coś w tym stylu. W porządku - kupuję to, aczkolwiek zwróć uwagę, że w pierwszym momencie wywołało to małe zamieszanie.
Daję Ciprzy okazji 1000 punktów za pogardę dla feminizmu ;)
A tak serio - jednak prosi się o użycie form "łowczynią", "tropicielką", zwłaszcza, że masz tutaj "draną" - a to ewidentnie żeńska forma. Oczywiście rozumiem, że może "łowca" jest tytułem-klasą która może się z pewnych względów nie odmieniać, albo że stosowną odmianą jest właśnie "drana", ale nie przygotowałaś gruntu pod to i raczej tego nie robisz, a to że ja sam z siebie kombinuję czym jest drana - cóż, wypadałoby, abym nie żył tylko domysłami.

cytat„(...) niczym dwa jadowite węże, w których blasku zapisana była obietnica rychłej śmierci.”

Celowo uciąłem początek zdania, aby to pokazać - taka konstrukcja zdań sprawia, że podmiot w złożeniu nam przeskakuje i obietnica rychłej śmierci jest zapisana w blasku jadowitych węży, a nie sajmitarów. Krótko mówiąc - podmiot domyślny w zdaniu złożonym.

cytat„uniósł się na tylnych łapach i uderzył. Kobieta schyliła się zwinnie w uniku i, nie czekając na lepszą okazję, cięła monstrum z ukosa, uderzając w piszczel.”

Powtórzenia - coraz częściej wpadasz w pułapki. Łatwo ich uniknąć, ot - "trafiając w piszczel" - i gotowe. Problem nie w tym jak to naprawić, a jak unikać problemu? Zwykle rada jest taka - przeczytaj tekst na głos, i/lub daj mu odleżeć pewien czas przed dokonaniem finalnej korekty. To dobra rada, więc polecam wypróbować ;)

cytat„Na sam koniec oprawiła ofiarę, a zdjętą skórę oczyściła śniegiem i związała w tobołek, zarzucając go następnie na plecy.”

Hmm... Cały wielki łeb i skóra ze stworzenia, przy którym kordzik wyglądał jak wykałaczka, plus narządy wewnętrzne? Czy przesadzam szacując, że waga tego wszystkiego może sięgać 40-50 kilogramów? Plus sejmitary i inne wyposażenie, trudne warunki, rana po walce, śnieg i grube ubrania... a właśnie - trudne warunki! Stanowczo sugerowałbym ten tobołek potraktować jako sanie zamiast jako plecak i ani myślę się czepiać. Nawet jeśli mocno przesadziłem i jej łupy ważą 20-25kg, to osobiście wciąż ciągnąłbym to za sobą zamiast dźwigać na plecach i przedzierać się przez śnieg.

cytat„W tych zaspach i kożuchach ruszała się jak mucha w smole, nie dziwne więc, że ją drasnął.
(...)
“Paskudna rana na udzie będzie następną do kolekcji” – przeszło mu przez myśl.”

Ok... już w czasie walki wydało mi się to dziwne, ale postanowiłem poczekać.
Zatem czekam i czekam na dokładny opis rany i doczekać się nie mogę, ale jest - jest to wymagająca oczyszczenia, paskudna rana.
To mi wystarczy, aby się przyczepić :)
Nie przedłużając: opis że wilkołak ją drasnął jest nie tylko mocnym niedopowiedzeniem, ale zwyczajnym błędem. Nie możesz tak poważnej rany nazwać draśnięciem tylko dlatego, ze ten cios teoretycznie mógł urwać nogę.

cytat„enalsję”

Emulsję? To literówka, jak zakładam.

cytat„Wlał do balii jego zawartość, po czym kilkukrotnie powtórzył czynność.”

No niby wiem - łaził sobie wte i we wte i dolewał wody, ale tak postawione zdanie każe myśleć, że stał tam w miejscu i wlewał raz po raz. Chyba się przesadnie czepliwy robię, nie bierz sobie tego do serca proszę ;)

cytat„– Tak, pani. – Nim zniknął za drzwiami, po raz ostatni spróbował swych sił. – Nie potrzebuje pani aby pomo...?”

Ha, ha, doceniam :)
Choć przy okazji napomknę, że zaczyna mi to "panowanie", a konkretnie "paniowanie" lekko przeszkadzać. Co chwila tylko "pani to", "pani tamto". No ok - ona ma respekt u syna karczmarza, czy sklepikarza, widocznie jest jakąś szychą, albo samo bycie tropicielką jej to daje? Sklepikarz skoro znał ją od jakiegoś czasu i robił z nią interesy to mógłby być z nią na "ty"? Jakoś tak to powoli wyrywa z immersji, zwłaszcza, że sklepikarz rzucał naprzemiennie "pani" i "panienka" - a to różnica.

cytat„Wkrótce przełęcze, pobliskie trakty i gościńce będą zupełnie nieprzejezdne.”

Właściwie Twoje opisy sugerują, że już dawno powinny takie być. Opisałaś nam wcześniej zamieć i brodzenie we śniegu, a śnieg wciąż pada - to wystarczy, aby odciąć mieścinę tak ulokowaną, jak to opisujesz.

cytat„Jako łowca była zahartowana”

Wciąż będę się upierał, że powinno być łowczyni. Jeśli Łowca to nazwa własna nie profesji, a np. zakonu - powinno być wielką literą.

cytat„Jako łowca była zahartowana i częściowo odporna na zimno, jednak nieprzyjemne myśli robiły swoje.”

Ponieważ piszesz dobrze na tyle, że nie znajduję większych problemów, przyczepię się do czegoś bardziej wysublimowanego, jeśli pozwolisz ;)
Częściowo odporna na zimno - to przypomina wyrażenie z gier komputerowych/fabularnych. Masz 20% odporności na zimno, rzuć kością czy udało Ci się uniknąć obrażeń. No bo co oznacza częściowa odporność? Może to tylko mój skrzywiony umysł, ale stanowczo wolałbym tutaj widzieć mówiący to samo, ale inaczej: "Jako łowca była zahartowana i dobrze znosiła zimno".

cytat„sproszkowanych motylich skrzydeł, mających silne właściwości regeneracyjne”

Oznajmiasz jako narrator fakt - że sproszkowane motyle skrzydła mają właściwości regeneracyjne. Nie jest to prawda w naszym świecie. Zatem to jakiś dziwny gatunek motyla, ale o tym nie wzmiankujesz. Zatem albo czytelnika okłamujesz jako narrator (a nie wolno!), albo skąpisz informacji, które by to kłamstwo wykluczyły.

cytat„czarna magia, na jej nieszczęście, występująca w wilkołaczych arteriach. Chcąc nie chcąc, była skazana na kontakt z nią, co mogło być tragiczne w skutkach. Wiele czytała i słyszała o przypadkach, gdy łowca okazywał się zbyt słaby i ulegał tej plugawej sile. Ona sama nie należała do osób słabych ani strachliwych, lecz mimo to, gdzieś głęboko wewnątrz, czuła tę obleśną, smolistą moc, czego bardzo się obawiała.”

Podoba mi się to co tutaj robisz - wyjaśniasz ładnie czytelnikowi czarną magię, a przy tym zachowujesz sporą dozę niedopowiedzenia czym ona jest. Powoli podajesz więcej i więcej informacji, brnąc cierpliwie do wyjaśnienia całej tajemnicy. Nadto nadałaś jej fizyczny wymiar potęgujący wyobraźnię - "smolista". To określenie bardzo przemawia do wyobraźni i robi dokładnie to, co zaplanowałaś.

cytat„Przymknęła powieki, usiłując nie zwracać uwagi na ciemne oczy ani zęby błyskające w kątach izby, na szepty wdzierające się do uszu.”

A tutaj dalszy ciąg czarnej magii - wyobraźnia, czy coś więcej? Nie wiemy. Ale skoro ona ma kontakt z tą plugawą siłą która niejednego łowcę zwiodła - to może powinna zabezpieczać swoje artefakty, zamiast pozostawiać je tak na wierzchu? Osobiście widzę tutaj świetny motyw ze specjalną torbą do transportowania splugawionych czarną magią części ciała, może nawet zwykły worek z zawartością posypaną jakimś ziołem mającym przeciwdziałać itd. Porównując te łupy do radioaktywnych kamieni - cenne, ale niebezpieczne i wymagające specjalnego traktowania.

cytat„Przedarła się, choć nie bez trudności, u podnóża, a następnie, pokonawszy głębokie zaspy, pociągnęła wierzchowca w stronę majaczącej w oddali ciemnej plamy.”

Dosyć szarpane zdanie - w efekcie muszę zapytać - u podnóża czego? Wiem, że góry, ale muszę sobie to sam wstawić, bo zdanie w takiej formie kuleje i nie broni się samodzielnie.

cytat„Jeśli przeczucie jej nie myliło i faktycznie kierowała się ku jaskini, mogło się okazać, że znalazła prawdziwe wybawienie zarówno dla siebie, jak i nieprzepadającego za zimnem Diabła. Gdy wreszcie dotarła do wylotu jamy, odetchnęła z nieskrywaną ulgą.”

Niby ok, ale pozwól, że sparafrazuję Twój tekst tak, aby uwypuklić błąd, bo wierzę, że nie jest oczywisty:
"Miałem nadzieję, że sylwetka widocznej przede mną postaci należy do kobiety. Gdy podszedłem do niewiasty przywitałem się grzecznie."
Otóż problemem w Twoich zdaniach jest to, że najpierw mamy domniemanie - "jeśli", a potem nagle skaczemy na miejsce i okazuje się, że "jeśli" jest faktem. Okazuje się nagle i bez ostrzeżenia. Lepiej byłoby czytelnika upewnić, że rzeczywiście przeczucie jej nie myli i to jest jaskinia, zanim nagle się w tej jaskini - która do tej pory jest tylko przeczuciem - znajdzie. Poprawiając mój przykład:
"Miałem nadzieję, że sylwetka widocznej przede mną postaci należy do kobiety. Miałem szczęście - krągłości które zobaczyłem podchodząc bliżej nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Gdy podszedłem do niewiasty przywitałem się grzecznie."

cytat„Wnętrze było nieduże i wąskie, lecz pozwalające bez problemu wprowadzić ogiera.
(...)
– Co jest? Już masz fochy? – mruknęła drana pod nosem, choć gdzieś głęboko wewnątrz poczuła ukłucie niepokoju.”

Od razu opisujesz że ogier zaczyna się nerwowo zachowywać, ale sugerujesz, nie wprost, ale jednak, że dochodzi do tego podczas próby wchodzenia do środka. Skoro ona jest łowczynią, traperem, czy kim tam jeszcze, to dlaczego nie spogląda na to, czy coś nie zostawiło śladów? Dlaczego nie zostawi konia kilka kroków z tyłu - by zapach lub nerwowe parsknięcie zwierzęcia nie zwabił potencjalnego mieszkańca jaskini - i nie sprawdzi wylotu, upewniając się, lub próbując się upewnić, czy jaskinia nie ma lokatora? Uważam że osoba jej pokroju powinna to zrobić od razu, z wyprzedzeniem, odruchowo - Ty zupełnie pominęłaś ten aspekt surwiwalu, którego mistrzynią jest Twoja bohaterka.
Mało tego - bohaterka zdaje się mieć do konia pretensje o nerwowe zachowania i jedynie wywołane tą nerwowością zachowanie wierzchowca wywołuje u niej przeczucie. Uważam to za problem w spójności tej postaci - choć zdaję sobie sprawę, że przyczyna błędu jest inna.

cytat„Przywiązała lejce do jednego z sopli skalnych”

Ee... Stalagmitów? Ale nawet jeśli - takie "sople" muszą występować już w środku jaskini, nawet jeśli tuż przy wejściu, to jednak nie na zewnątrz, zatem - ups? ;)

cytat„na szyi jeńca zaś połyskiwał srebrny wisior w kształcie węża zwiniętego w literę "S".”

Mamy tutaj 1,5 problemów :)
0,5 - jak blisko ona jest? "Przykleiłaś" narrację do niej, więc chwilowo nie możesz opisać czegoś, czego ona nie widzi - a opisujesz detale jak ta litera "s", oraz kształt źrenic. Daję temu 0,5 bo to mały problem - może jest dosyć blisko by to zauważyć, można narrację lekko "odkleić" aby to opisać.
1 - no tutaj mam wątpliwości. Dalsze opisy jeńca wciąż pozostawiają wątpliwości, czy to człowiek, czy jaszczuroludź. Użyłaś wprawdzie słowa "człowiek", ale jego opis wciąż pozostawia wiele do życzenia - skoro miał jaszczurze wargi, to znaczy, że były wąskie i szerokie, czy że były jaszczurze, bo jeniec jest jaszczurem? Dawkujesz opis powoli, ale pozostawiasz kwestię rasy więźnia pod znakiem zapytania dla osoby, która czyta tekst po raz pierwszy, bo choć domyślnie może to być człowiek, to co i rusz dajesz sygnały, że niekoniecznie.

cytat„Wszyscy wiemy, że nietrudno wyprowadzić cię z równowagi, a mnie samego ten ulizany chuj drażni samą gębą tylko, ale potrzebny jest nam żywy. I, w miarę możliwości, jak najmniej uszkodzony.”

Pierwsze zdanie wypowiedzi - jest bardzo kliszowe. Wrzucasz tam wulgaryzm aby pokazać jaki to nieokrzesany typ teraz przemawia, ale jednocześnie wypowiedź "Wszyscy wiemy, że nietrudno wyprowadzić cię z równowagi" wygląda jak przemówienie z ambony uniwersyteckiej.

cytat„czasem mam ochotę ukręcić mu łeb przy samej dupie
(...)
– Wiemy! – zakrzyknęli tamci chórem”

Hmm... Ciekawe. Czy celowo chcesz wrzucić tutaj akcent humorystyczny? Pierwsza wypowiedź o ukręcaniu głowy - stanowczo nazbyt uwspółcześniona, jakby wprost ze szkolnego podwórka, czy ławeczki obsadzonej przez osiedlowe dresy. Można użyć tych słów - oczywiście. Ale nie przygotowałaś gruntu pod takie wyrażenie i wygląda jakbyś cytowała wspomnianych wcześniej dresiarzy.
A to zakrzyknięcie chórem - akcent humorystyczny. Czy celowy? A jeśli tak, to czy świadomy? Tzn. czy wiesz, co w tym miejscu uczyniłaś? Mianowicie zmieniasz bandę niebezpiecznych złoczyńców-porywaczy w grupkę lekko groteskowych, niegroźnych czarnych charakterów wziętych z kreskówki. Ot, taka zabawna banda niby to przestępców, a kłócących się jak w scenariuszu do komedii.

cytat„– Jaka tam pogoda, tu zawsze śnieg i zawieja. Taka trasa marna i tyle.”

Zawsze? Jeśli tak, to trasa jest totalnie nieprzejezdna, a żadna karawana kupiecka nie miałaby tu po drodze.

cytat„Co nas kilka dni zbawi? Trza wypocząć po podróży!
Nie, nie zabawimy w Kayn dłużej, niż to konieczne.
naszym priorytetem jest dowieść Ahayczyka do klienta. Każdy dzień to nowe ryzyko
koleżkowie
Miejcie na uwadze
nie bez przyczyny, moi panowie
kryją się niczym lisy w norach i swoich sekretów strzegą, jak nie wiem co”

Ok, wyrwałem z kontekstu te fragmenty wypowiedzi - jest jeszcze wiele innych, które już darowałem. Generalna idea - sposób wysławiania się i słownictwo. Tak jak wyżej narzekałem - może nieco bezpodstawnie - że bohaterowie tak ciągle per "pani", tak tutaj gdyby nasza bohaterka się pokazała, to niechybnie by ją te draby zapytały "dlaczego pani tutaj przybyła, nie widzi panienka, że my jesteśmy niebezpieczną zgrają złoczyńców?".
Krótko mówiąc - wypowiedzi nie mają charakteru, nie pasują do postaci. Nie wystarczy rzucić męskim narządem, czy kobietą lekkich obyczajów. Powiem więcej - można (nie trzeba) wulgaryzmy całkiem skreślić, a stonować wypowiedź na łotra.
A jeśli te postacie są kim innym niż nam się wydaje - cóż... Nie są, co samo ich zachowanie i plany jakie snują zdradza kto zacz. Dlaczego więc zdają się być wyjęci z komiksu dla niegrzecznych dzieci?
Przyznaję na Twoją obronę, że zauważyłem, że przywódca to ktoś specjalny, ale wypowiada się niczym szlachcic i to razi - chyba, ze okaże się że jest szlachcicem, ale i tak mi coś tutaj zgrzyta.

cytat„kolor skóry”

W całym monologu on napomyka o... kolorze skóry. Głowę bym dał, że nie było tego w opisie, do którego już się czepiałem, że niedostatecznie precyzyjny - ale teraz to już zarzut poważnieje do potęgi, bo jaki to ten kolor, na który patrzę razem z nimi?

cytat„Echo poniosło szmer do jaskini.
– Kto tam jest?!
– Pokaż się, jeśli ci życie miłe!
– Albo ci pomożemy!
(...)
A tobie, pani, nic nie grozi”

Pamiętasz jak pisałem co powiedzą, gdy ją zauważą? Ok - już daję temu spokój ;)

cytat„Deidree odwróciła się, chcąc odejść.”

A właśnie! Przy okazji tego, że jaskinia ma dwa wyloty połączone przejściem, a na dworze panuje wichura - nawet gdyby nie panowała, to powinien tam być przeciąg który łowczyni powinna zauważyć od razu, bez zaskoczenia, że nie ma tam ślepej uliczki.

cytat„Łącznie naliczyła ich siedmiu, choć ostatni leżał na uboczu, przywiązany do grubego stalagnatu.
(...)
jeden człowiek dla pięciu chłopa to łatwy łup, co?”

Chyba coś poszło nie tak z liczbą?

cytat„– Ci, co próbowali obalić tę teorię, nigdy nie wrócili”

No miałem dać spokój, ale nie mogę. Dialogi są słabe. Teraz już nie chodzi mi o sam fakt, że łotrzyk używa słowa wyrażenia "obalenie teorii", ale o to, że nagle z napiętej sytuacji dzielą się kiełbaską i zaczynają rozmowę-ekspozycję dla czytelnika. Nazbyt nachalną ekspozycję, abym mógł to zaakceptować.

cytat„To miało jakąś taką nazwę, czekaj, jak to szło? Telartacja? Teploryzacja?”

No... Wreszcie próbujesz zrobić z nich jednak nieco głupszych osobników. Choć niestety komiksową, humorystyczną kreską. Jednak, cytując wypowiedź bodaj tej samej postaci: "A fakty są takie", że już nieco za późno.
Żeby nie było że męczę wciąż o to samo, dodam coś więcej - na czym polega problem? Zrobiłaś nieco kliszowy manewr z przejęzyczeniem na "trudnym" wyrazie. Mniejsza o humorystyczność. Problem w tym, że zrobiłaś to w sposób sztuczny, wymuszony. Dialogi nie są żywe, a powinny być niczym słowa wyjęte z ust postaci. Natomiast u Ciebie są niczym scenariusz przedstawienia kukiełkowego dla dzieci - jeśli coś tam jest, to musi być dosadnie podkreślone i wprost pokazane, aby publiczność zrozumiała. No ale to odziera dialogi z naturalności, a wymuszony sposób pokazania charakteru poprzez rzucenie wulgaryzmu, czy przejęzyczenie nie naprawia niczego. To powinny być dodatki do już skonstruowanej wypowiedzi bandyty, podkreślniki bez których wypowiedź sama by się wybroniła.

cytat„Nie zawsze parałem się, jak to nazwałaś, rąbaniem.”

Ok, nadeszły wyjaśnienia. Zatem wszystko co powyżej napisałem można skreślić? Ano nie, bo:
cytat„– I zabawić by się można (...) Na panienki pójść, zaradzić na męską dolę.
– A potem do karczmy na popijawę! – zawtórował inny.
– Kilka mord przy okazji obić... – Rozmarzył się Rog.”

Ta zgraja jest po prostu zbyt grubymi nićmi szyta.

cytat„Noc spędzili w ruinach niegdysiejszego fortu, trzymając warty na zmianę.”

Strasznie się pospieszyłaś z ta wyprawą. Ot, idą, nocują w forcie, idą i są na miejscu. Dałaś czytelnikowi fort, ale nic z tego nie wynika - a to miejsce do budowy świata, wytłumaczenia historii, czegokolwiek, natomiast nie - dostajemy w jednym zdaniu fort-niespodziankę i w następnym zdaniu już go nie ma.

cytat„Rannen było ostatnią i zarazem największą wsią na północnych ziemiach. To tu najczęściej zatrzymywali się przejezdni – jako że wioska znajdowała się najbliżej Rozstajów, była najlepiej zaopatrzona.”

Zaraz... skoro jest ostatnia, to jakie rozstaje, skoro dalej nie ma sadyb? Powinna tutaj prowadzić jedna droga i koniec, ewentualnie trakt może prowadzić ze wschodu na zachód, ale jakie rozstaje, dokąd?

cytat„Zeskoczyła z wierzchowca, zwinna niby kotka, i z sykiem kling dobyła broni.”

W sumie czytelnik nie wie do końca co się dzieje - jest walka i to raczej jakaś większa. Nasza grupka, a zwłaszcza protagonistka, na złamanie karku gna ku walce bez jakiegoś planu, czy rekonesansu i od razu rzuca się w wir walki, nie bacząc na to ilu jest wrogów i kim właściwie są - czy nie stanowią zagrożenia?
Ok - rozumiem to wszystko, ale uważam, że analiza moralności to zbyt mało by wytłumaczyć zachowanie dreny, a zachowanie grupki rębajłów w ogóle jest dla mnie tajemnicze.

cytat„Oba sejmitary zatopiły się poniżej mostka. (...) drana szarpnęła rękojeściami w górę, rozcinając draba z precyzją rzeźnika, aż po brodę.”

To... niemożliwy do wykonania ruch. A nawet jeśli - ciało stawia zbyt duży opór i nie wmówisz mi, że bohaterka jest dostatecznie silna. Spróbuj wbić nóż w mostek kurczaka i pociągnąć tak aby go rozciąć - a to nieporównywalnie łatwiejsze zadanie!

cytat„Potknęła się o coś i o mało nie wywróciła. To był człowiek. Sprawdziła tętno i odetchnęła z ulgą”

Do tej pory dwie nieprzytomne kobiety napierały na drzwi i wypadły, teraz nieprzytomny mężczyzna, wedle opisu niedaleko od drzwi - raz, że nie ma tutaj czasu na sprawdzanie tętna, dwa, dlaczego ona go podnosi, zamiast ciągnąć? Ten sam motyw co z transportem wilkołaka.

cytat„– Syn – wychrypiała jedna z osmalonych kobiet.”

Wypadałoby choć słowo o tym, że odzyskała przytomność, bo można się zastanawiać, skąd się wzięła jakaś kobieta.



1. Początek: Całkiem przyzwoity - pokazanie bohaterki w czasie pracy. Właściwie oznacza to wzorcowy sposób rozpoczynania historii i nie ma w tym nic złego. Pozostawiasz też od razu wiele niedopowiedzeń które kuszą czytelnika: co się robi ze zdobytymi ingrediencjami, czym jest czarna magia, jak działają runy, itp. Dobra robota.
2. Emocje: Wybacz - zbyt hardy jestem, aby się przyznać. Żartuję - tekst jest po prostu zbyt lekki i nie niósł ze sobą ładunku emocjonalnego. Prawdopodobnie też nie taki był jego cel. Jeśli jednak chciałaś wzruszyć czytelnika - w moim przypadku Ci się nie udało.
3. Wiarygodność: W zasadzie oprócz kilku drobnych potknięć to niewiele można zarzucić - zgrzyty z postaciami to osobny podpunkt, choć to że wszyscy ruszyli na złamanie karku bronić wioski jest podejrzane, niezwykły jest też zbieg okoliczności ze spotkaniem w jaskini - mogę na przykład zapytać, jak to możliwe, że dwie połączone przesmykiem jaskinie mają wejście od przeciwnych stron góry? Czy trakt się rozwidla i można wejść do jednej lub drugiej jaskini? Troszkę dziwna topografia z tego wychodzi gdy się zastanawiać nad tym niezwykle nieprawdopodobnym spotkaniem.
4. Sylwetki bohaterów: Główna bohaterka jak najbardziej w porządku - to dobrze nakreślona postać ze sporym potencjałem. Natomiast zastrzeżenie jakie mam co do reszty - już powyżej się poznęcałem, więc nie będę powtarzać ;)
5. Dialogi: Tutaj tym bardziej nie będę powtarzać. Moim zdaniem to najsłabsza strona Twojego opowiadania.
6. Opisy świata przedstawionego: A tutaj z kolei mogę pochwalić - może miejscami czegoś zabrakło, ale generalnie są dobre i to mocna strona Twojego dzieła.
7+8. Atmosfera+Immersja: Jest. Dialogi mnie z niej wyrzucały, ale potrafisz dać poczuć chłód, czy pewien specyficzny klimat świata jaki przed nami powoli odkrywasz. Nie odpowiada mi też wtrącanie humoru w miejsce, gdzie nie do końca spełnia to założoną rolę - tak przynajmniej uważam, że nie do końca przewidziałaś konsekwencji. Nadto dowcip bardzo oklepany, podany na tacy, choć nie przejmuj się - ma swój potencjał, musisz jedynie poćwiczyć i coś z tego będzie.
9. Spójność/konsekwentność: Tutaj zastrzeżenia mam głównie do bohaterów pobocznych - moim zdaniem nie są spójni, o czym wiele powyżej napisałem.
10. Pomysłowość/nowatorstwo autora: Wytknąłem Ci powyżej pewne nawiązania - głównie do Wiedźmina. Ale muszę powiedzieć, że to nie wada. Nie uskuteczniasz bowiem odtwórstwa, a jedynie stosujesz zdrową inspirację. Pewne rzeczy mogłabyś dla świętego spokoju zrobić inaczej (detale typu łeb potwora na haku) i już całkiem bym nic nie powiedział.
11. Najlepszy moment: Początek, pierwsze spotkanie z wilkołakiem.
12. Koniec: "Wszyscy żyli długo i szczęśliwie" - no, nie do końca, ale w sumie to tak. Stąd oceniam go nieco negatywnie - zabrakło mu mocniejszego charakteru. Rębajły nic nie ukradły, miecze na miejscu, koń zadbany w stajence, mimo że połowa wioski poszła z dymem i tak dalej. Zbyt cukierkowo się wręcz zrobiło.
13. Co autor chciał przekazać przez ten utwór? "Człowiek nie zabija by przeżyć, człowiek zabija z zemsty, dla korzyści, dla przyjemności, dla kaprysu" - nic odkrywczego, ale to najgłębsza z myśli zawartych w opowiadaniu. Troszkę podana na tacy, ale nic to - jest ;)
14. Wskazówki i rady lub uznania i gratulacje: Cóż, napisałem takie wypracowanie że chyba nie muszę więcej dodawać. Opowiadanie jest dobre i ma potencjał rozwoju do czegoś większego, musisz jedynie doszlifować detale, pozbyć się drobnych potknięć, a przede wszystkim - usprawnić dialogi. To Twoja największa wada i na tym polecam Ci się skupić.
W razie czego tradycyjnie - zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam i do zobaczenia w rozdziale drugim :)
Ogólnie brak poważnych zastrzeżeń do dodatkowego wypunktowania, fajnie, że robisz korektę, choć przepuściłaś kilka literówek.
Kilka razy zauważyłem, jak używasz "tą", gdy powinno być "tę".
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
04.01.2019
Zważywszy na późną porę oraz fakt, że takiego komentarza po prostu nie można odhaczyć kilkuzdaniową odpowiedzią, odniosę się do niego jutro. Chciałabym móc zrobić to należycie.
Tymczasem pozdrawiam i życzę dobrej nocy :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
05.01.2019
Witaj, drogi Czytelniku!
Zacznę może od najważniejszego, co ciśnie mi się na język (i na klawiaturę, oczywiście), mianowicie - dziękuję. Dziękuję za ten niespotykanie rozbudowany, szczegółowy i szczery komentarz. Nie ze wszystkim do końca się zgadzam, nie wszystko zostało prawidłowo odczytane, jednak fakt jest taki, że na pewno sporo z tego komentarza wyciągnę - a przecież to jest w tym najważniejsze.
"szumieć mogą poruszane wiatrem liście, zaś sam wiatr może na przykład gwizdać" - wydaje mi się, że wiatr może szumieć - czasem wyje, czasem gwiżdże, a czasem po prostu szumi, i nie mówię tu o szumie liści.

"Nadużywasz zaimków." - zwracam na to uwagę, jednak czasem: 1) w ten sposób staram się, by podmiot w zdaniu się nie zagubił i jego sens był zrozumiały 2) zdarzają się niedopatrzenia.

"Czyżby inspiracja Wiedźminem? ;)" - inspiracja jest siłą rzeczy, nawet jeśli nie celowa. Można powiedzieć, że tym elementem jest motyw specjalnych jednostek polujących na potwory, co i tak jest tylko częścią tła dla całej historii/fabuły, która jest siłą tego tytułu. Aczkolwiek tutaj runy (inna sensowna nazwa niestety do głowy mi nie przyszła) działają zupełnie inaczej, niż wiedźmińskie znaki, które były magią. Nawet w naszym świecie istnieje coś takiego jak czakra, w uniwersum Łowczyni również każdy człowiek posiada w swoim ciele taką moc. Jednak nieliczni zdają sobie sprawę z jej istnienia, a dranowie jako jedyni potrafią z niej korzystać. Dlatego efekty są bezpośrednio na łowcy - np. uodpornienie na ból, zwiększenie wytrzymałości, wyostrzenie zmysłów itd.

"Chyba "frydry" - zła odmiana? Tak w ogóle, to "frydra" to Twoje słowo na wilkołaki w świecie opowiadania, tak?" - Nie, właśnie "frydr". Kto, co - frydr; kogo, czego - frydra. Określiłabym to tak - wilkołak to nazwa bardziej zwyczajowa, a frydr - systematyczna.

"Zaraz - sugerujesz, że ona cały czas "czuje" obecność i jeszcze nie widzi ani nie słyszy wilkołaka? Ale przecież wcześniej napisałaś, ze widzi wyraźnie sylwetkę, że jest w stanie na jej podstawie ocenić wiek..." - dokładnie tak. Nie słyszała do tej pory, ponieważ zagłuszało to wycie wiatru. To że zaczęła słyszeć rzężenie miało podkreślić, że bestia jest już na tyle blisko.

Jeśli chodzi o odmianę "łowcy" - strasznie drażni mnie brzmienie słowa "łowczyni", kojarzy mi się z takimi marnymi, tandetnymi tekstami pseudo-fantasy, w których główne bohaterki to takie Mary Sue. Ale faktem jest, że w późniejszym czasie przechodzę na "łowczynię" co jest niekonsekwentne.

"Zwykle rada jest taka - przeczytaj tekst na głos, i/lub daj mu odleżeć pewien czas przed dokonaniem finalnej korekty. To dobra rada, więc polecam wypróbować ;)" - radę znam i stosuję od dawna, problem w tym, że czytając swoje teksty, znam je praktycznie na pamięć - niby czytam, ale i tak większość czytam podświadomie, przez co wiele rzeczy mi umyka, nie zauważam ich. Osobie z zewnątrz o wiele łatwiej jest wyłapywać powtórzenia. Czytając czyjeś teksty wszędzie potrafię je wyłapać, u siebie - cóż ;) Ale staram się, jak mogę, żeby je eliminować.

"Hmm... Cały wielki łeb i skóra ze stworzenia, przy którym kordzik wyglądał jak wykałaczka, plus narządy wewnętrzne?" - dokładnie tak. To błąd logiczny, taki kwiatek - jak się patrzy przez palce to wcale nie taki brzydki, szkoda zrywać :) A tak poważnie - przysiądę do tego ;)

"opis że wilkołak ją drasnął jest nie tylko mocnym niedopowiedzeniem, ale zwyczajnym błędem. Nie możesz tak poważnej rany nazwać draśnięciem tylko dlatego, ze ten cios teoretycznie mógł urwać nogę." - te "drasnął" było pisane trochę jakby, hmm, z perspektywy (?) bohaterki. Do narracji wkradło się jej postrzeganie tej sytuacji - takie trochę bagatelizujące, w stylu "e tam, nic wielkiego, szkoda bandaży". A tak już bardziej poważnie - była pod działaniem runy, nie czuła bólu, widziała jedynie krew. W jej oczach faktycznie mogło to wówczas wyglądać na draśnięcie. Ale wywalę to słowo dla pewności.

"Emulsję? To literówka, jak zakładam." - akurat nie, to słowo z tego uniwersum - nazwa substancji.

"No niby wiem - łaził sobie wte i we wte i dolewał wody, ale tak postawione zdanie każe myśleć, że stał tam w miejscu i wlewał raz po raz" - też nie jestem zadowolona z tego fragmentu, nie miałam pomysłu jak napisać to sensownie i bez powtórzeń.

"Choć przy okazji napomknę, że zaczyna mi to "panowanie", a konkretnie "paniowanie" lekko przeszkadzać." - w tym uniwersum dwoma największymi siłami jest Hael - gildia kupiecka, rządząca miastem-państwem, stolicą Irdenu (ostatniego zdatnego do życia miejsca na planecie) i Kharren właśnie, który "produkuje" łowców. Postrzeganie dranów jest bardzo różne - w tym konkretnym przypadku sytuacja ma się inaczej - ludzie darzą Deidree szacunkiem, sympatią i wdzięcznością, można powiedzieć, że ją znają. Zazwyczaj jednak dranowie budzą niechęć, strach, a nawet i obrzydzenie. Posądza się ich o paranie magią, co z góry skazuje ich na łatkę plugawych czarowników. W dodatku, ze względu na koszmar jaki przeżywają adepci nim stają się pełnoprawnymi łowcami, wielu z dranów opuszczając wyspę Kharren, jest szaleńcami (psychopatami), sadystami - po prostu skurwysynami, których powinno się chyba bardziej obawiać, niż frydrów. Tego aktualnie nie widać, ukazane jest to lepiej w późniejszym czasie - na trakcie, a szczególnie, gdy bohaterka dociera do wspomnianej stolicy Irdenu, ale to już kwestia na inną rozmowę, przy innym fragmencie tekstu :)

"Właściwie Twoje opisy sugerują, że już dawno powinny takie być. Opisałaś nam wcześniej zamieć i brodzenie we śniegu, a śnieg wciąż pada" - bohaterka poszła na polowanie nie traktami, a głuszą. Tam faktycznie teren był zasypany, pełno zasp itd, jednak trakt to co innego. Nie był może najłatwiejszy do przebycia, ale nie całkowicie zasypany.

"Jeśli Łowca to nazwa własna nie profesji" - łowca to nazwa profesji :)

"Oznajmiasz jako narrator fakt - że sproszkowane motyle skrzydła mają właściwości regeneracyjne. Nie jest to prawda w naszym świecie." - fakt, w naszym może i nie, ale należy pamiętać, że akcja opowiadania nie rozgrywa się w naszym świecie ;)

"Od razu opisujesz że ogier zaczyna się nerwowo zachowywać, ale sugerujesz, nie wprost, ale jednak, że dochodzi do tego podczas próby wchodzenia do środka. Skoro ona jest łowczynią, traperem, czy kim tam jeszcze, to dlaczego nie spogląda na to, czy coś nie zostawiło śladów?" - jama była niewielka, na styku mogła pomieścić konia i ją, widziała ją więc w całej okazałości i nie było potrzeby szukania śladów czy czegokolwiek. Stąd zachowanie wierzchowca wydało jej się dziwne - rzuciła kąśliwym tekstem, ale mimo wszystko zaniepokoiło ją to. Dlatego prześlizgnęła się przed konia - okazało się, że we wgłębieniu (w mojej wyobraźni - po lewej) znajdowała się wąska szczelina, którą dało się przecisnąć.

"Ee... Stalagmitów? Ale nawet jeśli - takie "sople" muszą występować już w środku jaskini, nawet jeśli tuż przy wejściu, to jednak nie na zewnątrz, zatem - ups? ;)" - mogłam to nazwać tak, a nazwałam inaczej. Nie wydaje mi się, żeby to był błąd. A wspomniany sopel czy stalagmit, znajdował się w środku jaskini - wszedł pyskiem do wnętrza jaskini, zadem do wyjścia.

"No tutaj mam wątpliwości. Dalsze opisy jeńca wciąż pozostawiają wątpliwości, czy to człowiek, czy jaszczuroludź." - bo na tym etapie tego nie wiadomo i nie chcę by wiedziano. Owy jaszczuro-człowiek jest istotnym wątkiem w tej historii i wszelkie znaki zapytania zostaną w swoim czasie rozwiane.

Tak jak wyżej narzekałem - może nieco bezpodstawnie - że bohaterowie tak ciągle per "pani" - co chodzi o mieszkańców wioski już wytłumaczyłam, co do szajki - użycie "pani" było wypowiedziane w sposób sarkastyczny, nie jako okaz szacunku a ostentacyjna przesadność.

W całym monologu on napomyka o... kolorze skóry. Głowę bym dał, że nie było tego w opisie - w opisie mowa była, że miał bladą, niemal białą czy nawet siną skórę.

"Chyba coś poszło nie tak z liczbą?" - haha, od zawsze matematyka była moją słabą stroną. A tak poważnie - w głowie miałam kilka koncepcji, ale jak widać naleciałość po którejś z nich została. Do poprawki ;)

"Strasznie się pospieszyłaś z ta wyprawą. Ot, idą, nocują w forcie, idą i są na miejscu." - bo to akurat nie miało kompletnie żadnego znaczenia. Zbyt długo trwać będzie podróż bohaterki, by rozwodzić się nad tak nieistotną kwestią. W jednym momencie podróż opisywana jest skrótowo, w innym szczegółowo - staram się zachować między tym balans.

"Zaraz... skoro jest ostatnia, to jakie rozstaje, skoro dalej nie ma sadyb?" - zwróć uwagę, że mowa o Rozstajach, nie zaś o rozstajach.

Ok - rozumiem to wszystko, ale uważam, że analiza moralności to zbyt mało by wytłumaczyć zachowanie dreny - (drany), wierzę, że początkowo może się to wydawać naciągane. Zapewniam jednak, że w szerszym kontekście wątpliwości ulatują ;)

"Emocje: Wybacz - zbyt hardy jestem, aby się przyznać. Żartuję - tekst jest po prostu zbyt lekki i nie niósł ze sobą ładunku emocjonalnego." - bo, w istocie, nie miał. W ukazanym fragmencie nie znajduje się nic mającego wyciskać łzy czy wzbudzać strach, to na razie przedbiegi do rozpoczęcia właściwej fabuły, a to w niej najwięcej się dzieje.

"Główna bohaterka jak najbardziej w porządku - to dobrze nakreślona postać ze sporym potencjałem. Natomiast zastrzeżenie jakie mam co do reszty" - może i nie są najlepiej wykreowanymi drugoplanowymi postaciami, ale jednak faktem jest, że nie odgrywają większej roli w historii. Pojawią się jeszcze, jednak nie są to istotni bohaterowie.

"Pewne rzeczy mogłabyś dla świętego spokoju zrobić inaczej (detale typu łeb potwora na haku)" - akurat z tym hakiem to było tak, że nie miałam innego pomysłu, jak ten łeb sensownie nosić. Więc został hak.

"Koniec: "Wszyscy żyli długo i szczęśliwie" - no, nie do końca, ale w sumie to tak. Stąd oceniam go nieco negatywnie - zabrakło mu mocniejszego charakteru." - jest tak dlatego, że to zakończenie to w rzeczywistości żadne zakończenie. Po prostu, gdybym nie urwała konkursowego fragmentu w tym momencie, musiałabym go ciągnąć jeszcze spory kawał, by historia nie wydawała się kompletnie ucięta w połowie akcji czy nawet zdania. Myślę, że tekst wiele by zyskał z tamtym fragmentem, jednak jego długość mogłaby odstraszyć zbyt wielu użytkowników. Nie chciałam im tego robić.

Łowczyni jest dla mnie placem treningowym, na którym ćwiczę i sprawdzam nowe patenty czy zagrania. Nie traktuję jej jak tworu do pchnięcia gdzieś dalej, choć takowy na pewno powstanie. Zdaję sobie jednak sprawę, że to jeszcze nie ten moment. Dlatego wszelkie uwagi i wskazówki wynotowane przez Ciebie są dla mnie bardzo cenne. Z całego serca Ci za nie dziękuję.
Do większości uwag się odniosłam, z pozostałymi raczej się zgadzam. Z tymi dialogami możesz mieć racje, pewnie trochę ją masz, ale nie do końca. Może się zdziwisz, ale dialogi uchodzą za moją mocną stronę. Łowczynię piszę od ponad roku. Zaczęłam pod koniec 2017 roku i pracuję nad nią do dziś. Stąd te początkowe rozdziały odbiegają jakością od aktualnych. Wiadomo, cofałam się do nich i je "podrasowywałam", ale to i tak nie to samo, jak napisać coś kompletnie od nowa. A to jest prawie niemożliwe, jako że nie tylko sformułowania, ale całe zdania i akapity siedzą mi w głowie i siłą rzeczy efekt byłby zapewne bardzo podobny.
Chciałabym jeszcze raz bardzo podziękować za tak dokładną analizę, zaangażowanie, a także czas i pracę włożony w czytanie oraz komentowanie Łowczyni. Postaram się jak najefektywniej skorzystać z tego co mi podarowałeś.
Pozdrawiam serdecznie,
S.
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
08.01.2019
Hej!
Postaram się streścić i będę pomijać rzeczy z którymi się zgadzam.

Szum wiatru: Kwestia dyskusyjna, internetowy słownik synonimów podpowiada jedynie gwizd i poświst, więc jest nader ubogi. Będę obstawał, że sam z siebie szumieć nie może, natomiast nie jest to coś, o co warto kruszyć kopie :)

Odmiana "frydr": Skoro sugerujesz, że "frydr" to mianownik, zatem dopełniacz liczby pojedynczej powinien brzmieć "frydry", natomiast słowo jest tak karkołomne, że całkowicie pojmuję, dlaczego uważasz że poprawną odmianą jest "frydra".
Spróbowałem poszukać słowa analogicznego, by w ten sposób dojść prawdy, jedyne jakie jestem w stanie przywołać to "cydr", ale "nie ma cydru" => "nie ma frydru" nijak tutaj nie może być poprawne przez analogię. Okazuje się chyba, że słowo "frydr" jako mianownik l. poj. jest w naszym języku ewenementem :)
Generalnie sugeruję zapytać językoznawcę - nie jestem takowym, więc nie mam autorytetu którym mógłbym udowodnić kto ma rację. Im więcej o tym myślę tym bardziej jestem ciekaw nie tyle odpowiedzi, co jej uzasadnienia przez fachowca :D

"To że zaczęła słyszeć rzężenie miało podkreślić, że bestia jest już na tyle blisko. " - nie mam już dostępu do tekstu, ale pamiętam, że odniosłem wrażenie, że Twój opis sprawiał na mnie wrażenie, jakby ona dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę z obecności potwora, mimo że wcześniej go widziała.

Draśnięcie - "Do narracji wkradło się jej postrzeganie tej sytuacji - takie trochę bagatelizujące" - jak wyżej - nie mam dostępu do tekstu, ale nie pamiętam aby w tym momencie narracja była prowadzona z punktu widzenia bohaterki. Tak czy inaczej, słowo ma moc - w tym przypadku mylącą czytelnika. Nie wywalaj jednak słowa dla pewności - raczej wykorzystaj swój/bohaterki punkt widzenia na swoją korzyść. Przykład? Wolałbym zobaczyć coś w stylu "Poczuła uderzenie. Draśnięcie jakich wiele - obejrzy je później. Teraz wspomagane runami ciało ledwo poczuło, że zostało naznaczone." - coś w ten deseń. Takie powiedzenie, że to dla bohaterki w tym momencie rzeczywiście "draśnięcie", ale obietnica, że przyjrzymy się sprawie później i ją potraktujemy z należytą starannością. I gdy to później zrobisz - czytelnik nie będzie zaskoczony tym, że opis go oszukał.

słowo z tego uniwersum - nazwa substancji. => Tutaj sugeruję spojrzeć w kierunku J. Piekary i Cyklu Inkwizytorskiego (cykl opowiadań). Jeśli kojarzysz, przypomnij sobie "szersken". Jeśli nie - jest to substancja która co jakiś czas się pojawia, ale za każdym razem gdy autor wymienia tę nazwę w danym opowiadaniu po raz pierwszy, opisuje czym jest i jak działa. Gdy się czyta ciągiem wiele opowiadań z cyklu to te wyjaśnienia aż drażnią, mimo że zawsze są napisane w inny sposób. Ale jeśli przypadkowy czytelnik sięgnie po losowe opowiadanie - jest wdrożony. Polecam zatem też "wdrożyć" czytelnika, zanim użyjesz tajemniczego słowa które w dodatku wygląda jak literówka ;)

"też nie jestem zadowolona z tego fragmentu, nie miałam pomysłu jak napisać to sensownie i bez powtórzeń." - O! To wygląda jak wyzwanie dla pisarza, nieprawdaż? Cóż - świetny sposób na mały trening, czyż nie? Moja sugestia: spróbuj skierować/przykleić "kamerę" do innej postaci, lub przedmiotu. Na przykład do wiadra. Głupie - tak. Ale jeśl dobrym warsztatem opiszesz "wyprawę" z punktu widzenia rzucanego niedbale, zanurzanego w balii, trącanego o framugę wiadra - czytelnik będzie czytał i się cieszył, że dałaś mu okazję wybrać się na tę krótką wycieczkę po karczmie. Z jednego zdania może się zrobić tekst na pół strony albo i więcej, ale - to przecież nie szkodzi, jeśli dobrze się czyta, prawda? A przy okazji możesz pokazać np. jak mijany w trakcie wykonywania pracy właściciel karczmy traktuje swojego syna - jaka panuje w tym regionie kultura, może zamienią słowo o pogodzie, rozbójnikach, wilkołakach, itp? Zatem - krótko mówiąc, jeśli masz kłopot z opisem - zmieniaj perspektywę. Możesz się zaskoczyć efektami.

"należy pamiętać, że akcja opowiadania nie rozgrywa się w naszym świecie" - Jasna sprawa! Niemniej jednak - powtórzę tajemniczą nazwę "szersken" - tego bym oczekiwał. Wyjaśnienia, lub choćby rzuconego ukradkiem słówka o tym, że jest to coś więcej. A co dokładnie - będzie czas wyjaśnić później. Grunt, żeby dać czytelnikowi znać, ze sytuacja jest pod kontrolą ;)

"jama była niewielka, na styku mogła pomieścić konia i ją, widziała ją więc w całej okazałości i nie było potrzeby..." - Rzecz w tym, że opis nie sugerował tego wszystkiego. Czytelnik wie tyle, ile dostanie. Nie dostał informacji, ze bohaterce przeszło przez myśl sprawdzanie tak oczywistych rzeczy, albo że uznała taki rekonesans za dokonany. Przeciwnie - czytelnik dostał sugestię, że w ogóle o tym nie pomyślała i nawet niepokój zwierzęcia bardziej ją zdenerwował niż przypomniał o tym niedopatrzeniu.

Stalagmity przy wejściu - Oczywiście, to nie nazwa jest błędem. Raczej fakt, że ten opis nagle "teleportował" bohaterkę z koniem do środka".

Jaszczuroludź - "bo na tym etapie tego nie wiadomo i nie chcę by wiedziano" - postanowienie jest w porządku, ale realizacja jest błędna. Dajesz bohaterce sokole oczy pozwalające dojrzeć literę na naszyjniku i kształt źrenic, ale pomijasz najistotniejszy fakt, bo chcesz go zataić przed czytelnikiem. Problem w tym, że to jest coś, co się rzuca w oczy jako pierwsze i tym bardziej powinno być opisane już na początku. Jeśli chcesz to zataić, daj jeńcowi kaganiec, maskę, lub cokolwiek innego co usprawiedliwi fakt, że skąpisz opisu. To tak jakbyś opisywała grę w szachy a w grze było tylko pięć figur, ale opisywałabyś jedynie cztery by "we właściwym momencie" dodać że cały czas obok stał hetman o którym czytelnik nic nie wiedział. Zgadzam się, że można oprzeć opis o taki niby-suspens, ale uważam, że zrobiłaś to w nieprawidłowy sposób.

Nocowanie w forcie - "bo to akurat nie miało kompletnie żadnego znaczenia. Zbyt długo trwać będzie podróż bohaterki, by rozwodzić się nad tak nieistotną kwestią." Umieszczenie fortu-niespodzianki, swoistego deus ex machina prosi się o dodatkowe słowo wyjaśnienia. Jeśli chcesz przewinąć czas, proponuję nie zostawiać takiej zagadki bez wtajemniczania czytelnika w to, po co ów fort tam stał. Nie mam nawet na myśli wielkiego opisu. Ot, krótkie "Nocowali w opuszczonym forcie - jednej z kilkudziesięciu zapomnianych ruin niegdysiejszej linii obronnej na granicy X z Y z czasów wojen Jakichśtam." - I lecimy dalej, a Ty nie tylko wyjaśniłaś po co fort i skąd się wziął, ale i zbudowałaś pokaźny kawałek świata i jego historii w oczach czytelnika i to za pomocą jednego raptem zdania!

"Może się zdziwisz, ale dialogi uchodzą za moją mocną stronę." - z wielką chęcią zobaczę Twoje opowiadanie, w którym będę mógł pochwalić dialogi jako mocną stronę :)

Wielkie dzięki za pozytywne przyjęcie i dobre słowa.
Pozdrawiam! Z.
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
23.12.2018
Dzień dobry autorze,

Wszystko pięknie, sprawnie i perfekcyjnie...ale czy na pewno.
Praktycznie do niczego nie można się przyczepić. Opowiadanie fantasy, są stwory, są zabójcy stworów, najemniki, źli ludzie.
Dialogi bardzo dobre, naturalne, dopasowane do postaci. Opisy świata też mi się podobały no i opisy walk też niczego sobie, a często ludzie co piszą mają z tym problemy, a przynajmniej w moim mniemaniu.

Fajnie, że próbujesz wymyślić coś nowego, jakieś nowe rasy, łączenie czegoś, no bo ile razy można czytać o zgryźliwych krasnoludach i zimnych elfach? Chociaż historia samotnika - łowcy co poluje na bestie i to jeszcze za pieniądze, to dość oklepane, nie sądzisz? Chyba, że chciałaś stworzyć damską wersje wiedźmina. W sumie czemu nie. Aczkolwiek nie do końca się przekonałem do głównej bohaterki, może to akurat taki fragment, nie wiem, tak samo jak nie do końca jestem w stanie określić, czemu się do niej nie przekonałem.

Piszesz zamiennie Wilkołak-Frydr, to nazwa zwyczajowa? Ja osobiście się z nią nie spotkałem, ale mało nie czytam książek o wilkołakach, a jeśli to twój wymysł i to jednak co innego niż wilkołak to czemu jest jako zamiennik? A jeśli to samo albo tylko trochę co innego, jakiś odłam, pod rasa, to nie wiem czy nie powinno być to wyjaśnione, bo fajnie byłoby się dowiedzieć.

W całości brakowało mi jakiegoś takiego elementu, dzięki któremu to opowiadanie było by jednym na milion. Może w całości powieści, coś takiego jest lub będzie, ale w tym fragmencie, mam mieszane uczucia. Bo wszystko jest na tip top, oprócz rzeczy, która jest dla mnie najważniejsza, coś co wyróżniłoby to z tłumu. Teraz to co druga osoba coś piszę, dlatego to jest dla mnie niezwykle ważne. By można było zapamiętać nazwisko autora, a nie zapomnieć i uznać, że przeczytało się tylko kolejną książkę.

Pozdrawiam i wesołych świąt.
Od: Pióroman Apokaliptis
twarz męska
26.12.2018
Witam,
Cóż, co do tego samotnego łowcy i potworów poniekad masz rację - to już było, ale w tym przypadku jest to tylko tło dla historii. Nie na tym się skupia tekst. Jego istotą jest wielowątkowa fabuła, nie element polowania na frydry. Dla potwierdzenia zamieszczam krótki fragment recenzji na podstawie zdecydowanie większej ilości tekstu.
"Trudno nie zauważyć podobieństwa między dranami i wiedźminami, ale określenie "Geralt w spódnicy" byłoby krzywdzące. Zmierzch wilka ma podobny klimat do naszego "dobra Narodowego", temu nie da się zaprzeczyć, ale ma swoją własną historię i sposób jej prowadzenia. Określiłabym to tym najlepszym rodzajem inspiracji - z sagi wyciągnięto esencję i przeniesiono ją na własne poletko."

Frydr to nazwa systematyczna. Jest używana zamiennie z wilkołakiem, bo oznacza to samo. Jednak częściej używa się słowa "frydr", w tym uniwersum to "wilkołak" jest nazwą zwyczajową.

Cóż, myślę że brak tego elementu wynika właśnie z faktu, że zamieszczony tekst to zaledwie pierwszy rozdział powieści - niewielki fragment czegoś naprawdę dużego. To nawet nie połowa wprowadzenia do fabuły, a zaledwie jego zalążek.

Mimo wszystko cieszę się, że ogólny odbiór tekstu jest raczej pozytywny :)

Dziękuję, pozdrawiam i życzę wesołych Świąt.
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
26.12.2018
Wiem, że to kawałek czegoś większego, ale jak zamieszcza się kawałek czegoś większego jako coś oddzielnego to powinien to być kawałek, który doskonale sobie radzi sam. Zapewne jest to racja, że gdybym przeczytał całość to byłbym jeszcze bardziej zadowolony z tego co przeczytałem, ale oceniam fragment jako odrębna całość, pamiętaj o tym na przyszłość, ale rozumiem, że chcesz reklamować całość w możliwie największej liczbie miejsc i tego nie potępiam, a wręcz chwalę. :)

Pozdrawiam.
Od: Pióroman Apokaliptis
twarz męska
05.12.2018
Drogi Autorze
Zamieściłeś pokaźnych rozmiarów utwór, który jest jedynie częścią czegoś większego. Zacznę może od tego, co przeszkadza mi w czytaniu. Po pierwsze wprowadziłaś stosunkowo dużo nowych pojęć, co utrudnia odbiór. Ponadto zarówno miejscowości oraz same imiona/pseudonimy postaci brzmią obco, co także nie ułatwia czytania. No i dodatkowo wprowadzasz tajniki magii i jest jeszcze trudniej. Kolejna rzecz to dialogi, w których użyłaś wulgaryzmów, a za tym nie przepadam. Dodatkowo rozmowa w jaskini, a przynajmniej jej początek, pokazuje prymitywnych ludzi, a to także jest coś czego nie lubię. I jeszcze wprowadzasz gwarę. Jak dla mnie zbyt wiele elementów utrudniających czytelnikowi wejście w utwór. Oczywiście jest to tylko moja opinia, a odbiór innych czytelników może być odmienny. Jeszcze jedna rzecz którą bym zmienił, to zmniejszyłbym rozmiar rozdziału i pociąłbym go na kilka mniejszych. Jako, że wszystko co złe już wymieniłem, czas na pozytywy. Zacznę może od akcji, która mimo iż rozwija się stosunkowo wolno, to im dalej w las tym jest lepiej. Jednym słowem fabuła jest interesująca, a utwór przypomina mi Wiedźmina. Opisy stosujesz jak najbardziej poprawnie (ja mam z tym ogromny problem), tym samym wiemy, gdzie toczy sie akcja i co nas otacza. Postacie odmalowane są dosyć dobrze, wiemy o kogo chodzi, chociaż tak jak wcześniej pisałem, przeszkadzają mi obco brzmiące nazwy. Najlepszym momentem opowiadania jest ratowanie wioski przed najeźdźcami. Co do końca, to nic nie można powiedzieć, gdyż będzie ciąg dalszy, ale zakończenie pozwala przypuszczać, że dalsza cześć będzie interesująca. No i na koniec twój warsztat pisarski, który uważam za dobry. To by było na tyle. Pozdrawiam serdecznie.
"Wyczuwając rękojeści, poczuła się pewniej." powinno być "rękojeść"
"Zwierzę zaparskało z niezadowoleniem, skrobnęło kopytem o bazaltowe dno, po czym cofnęło się o krok." - raczej "parsknęło z niezadowolenia"
Od: Pióroman Kemilk
twarz męska
05.12.2018
Drogi czytelniku,
Lekko się zaśmiałam czytając Twój komentarz, bo wyszło na to, że przeszkadzało Ci praktycznie wszystko co jest podstawą gatunku tego tekstu, a w niektórych przypadkach - właśnie plusami opowiadania.
Zacznę może od tego, że pojęcia, owszem, pojawiły się nowe, ale jak inaczej czytelnik miałby je poznać? W szkołach też nie powinno się wprowadzać nowych rzeczy i zagadnień, bo to wszystko "utrudnia"? Nie uważam jednak by było ich zbyt wiele, zwracałam na to szczególną uwagę przy pisaniu, można je policzyć na palcach jednej ręki - dran, frydr (co jest synonimem wilkołaka), Kharren, Irden - koniec. Na tak długi tekst cztery wyrazy to chyba niewiele.
Zarzut odnośnie obcości nazw własnych jest niepoważny, przecież to stworzone od postaw uniwersum, oczywistym jest, że nie będzie Warszawy i Jana Kowalskiego, skoro akcja rozgrywa się w wykreowanym świecie, które ma sobie właściwe nazewnictwo, kulturę i brzmienie. Przecież na tym to właśnie polega. To jak zarzucanie japońskiemu pisarzowi, że jego "Takeshi" czy "Yakamoto" brzmią Ci obco.
Dalej - Magia to jeden z elementów wpisanych w ten gatunek i nie ma w nim nic trudnego. Szczególnie, że na tym etapie w żadne tajniki jeszcze nie zaczęłam wprowadzać, czytelnik na razie wie tyle, że ona jest, więc nie przesadzajmy.
Wulgaryzmy to akurat rzecz w pełni subiektywna, więc nie będę się do niej odnosić, zaznaczę tylko, że tekst kierowany jest do dorosłego czytelnika.
Co do prymitywności, może zburzę Twój światopogląd, ale w epoce średniowiecza ludzie (uogólnianąc) byli prymitywne, a skoro piszę w tej epoce nie jest raczej zaskoczeniem, że część postaci taka będzie. Gdyby było inaczej, tekst byłby niewiarygodny i zakłamany.
Co do gwary zaś - gwara może być np. góralska, ja natomiast skorzystałam z tzw archaizacji mowy. Dość charakterystyczne dla tekstów fantasy, w tym i Wiedźmin, którego przywołałeś :)
Po stawianych zarzutach widzę, że fantastyki nie czujesz ni w ząb i chyba nigdy żadnej pozycji z niej nie przeczytałeś, skoro wszystko czego "nie lubisz" i co uznałeś za "złe" to jej podstawowe elementy. Nie winię Cię jednak za niewiedzę, widać czytujesz inne typy literatury. Nie każdy przecież musi znać się na wszystkim, ja dla przykładu jestem zielona co chodzi o science-fiction. Choć dziwi mnie to nieco, skoro przywołałeś Wiedźmin, a wszystkie co mi zarzuciłesś w nim również występuje.
W każdym razie cieszę się, że mimo to udało Ci się przebrnąć przez ten swoisty chrzest bojowy, a nawet że znalazłeś jakieś plusy.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
06.12.2018
Hejka,

Niestety nie mam teraz wglądu do twojego utworu, ale postaram jeszcze raz wrócić do mojej trudności w odbiorze tego tekstu.

Z jednej strony zarzuciłaś czytelnika wymyślonymi przez ciebie pojęciami, z drugiej zaś pojawiły się także postacie, które specyficznie nazwałaś. Zarówno wprowadzone przez ciebie nowe słowa jak i nazwy postaci brzmią obco. Nie wywodzą się one wprost z języka polskiego, tylko z jakiejś kultury z twardym językiem (załóżmy, że holenderskim).

Ok, twoja wola, jakoś można się do tego przyzwyczaić. I teraz przechodzimy do ich słownictwa. A tam pojawia się jak dla mnie, zmodyfikowana, nieco sztuczna mowa, jaką mogli mówić nasi przodkowie (Słowianie, Polacy). To nie pasuje i niszczy efekt twoje pracy.

Podam ci przykład dialogu, który może uzmysłowi ci, dlaczego mam trudności w odbiorze twojego utworu.
"- Ależ żech miął problem z tym chadziajem - pedzioł Sanchez.
- Ją ci już gąłdoł, że to je trąba i fujara zapchlona - padoł Nicolás i dodał - a teraz gądej kaj je Barcelona."
W tym dialogu wymieszałem gwarę śląską z imionami Hiszpańskimi. Napisałem dosyć ekstremalnie, by można było łatwiej wychwycić to, co miałem na myśli. To nie jest wiarygodne i utrudnia odbiór tekstu.

Oczywiście możesz się z tym nie zgodzić. Tak przy okazji jeszcze jedna sprawa. Czytając utwór, byłem pewny, że główna bohaterka korzysta z magii. A w rozmowie w jaskini wyraźnie temu zaprzecza. Dla mnie jest to rozdźwięk, gdyż albo kłamie, a nie jest to wyjaśnione, albo nie czaruje, chociaż dla mnie sprawa wygląda inaczej. Nie wiem też, gdzie podział się więzień, gdy wszyscy pognali ratować ludzi z wioski.
pozdrawiam.
Od: Pióroman Kemilk
twarz męska
06.12.2018
Oczywiście, że nie wywodzą się z języka polskiego. Widzę, że nadal się nie rozumiemy. Spróbuję to jakoś obrazowiej wytłumaczyć. Twój problem polega na tym, że patrzysz swoimi ramami, a nie ramami specyficznego gatunku, jakim jest fantasy. Nie wiem dlaczego tak bardzo uczepiłeś się tej Polski, polskiego języka, nazw i gwar. W tym tekście coś takiego jak Polska NIE ISTNIEJE. Tam nasz świat nie istnieje, jest tylko tamten - Irden, i to jego nazwy są jemu właściwe. Tworząc nazwy nie sugerowałam się żadnym istniejącym językiem, to mój własny twór, tak samo jak w przypadku świata. A argument "coś brzmi obco" jest naprawdę śmiechu warty, wszystko czego nie znamy i jest nowe, brzmi obco. I co z tego? Ma to jakieś znaczenie? Nie będziesz czytał książki azjatyckiego autora, bo jego kultura, nazwy własne i imiona z jego języka brzmią Ci "obco"? Wiadomo, że nie. Powtarzam - to jest inny świat, nasza kultura, język itd nie musi i nie ma w nim przełożenia. Więc nie doszukuj się podobniestw bądź różnic - one nie istnieją. To jak w świecie stworzonym przez Tolkiena we Władcy Pierścieni - przecież tyle nowości jakich on tam nawrzucał, ras, nazw, kultur, magii, stworzeń itp się nie da zliczyć, tam to dopiero bombarduje nimi czytelnika. A jednak jest to klasyka, tytuł który zna każdy dorosły i dziecko. Tolkienowi też byś zarzucił, że jego Shayer brzmi obco? Że zawiłe elfie imiona brzmią obco czyli źle? Nie, bo w jego uniwersum te nazwy obce nie są, w nim są normalne. Tak samo. U mnie czy w każdym innym fantasy że światem własnym. Zastanów się nad tym :)

O tu znowu wychodzi na wierzch patrzenie na tekst sztywnymi, przyziemnymi ramami. W tej mówie nie ma żadnych przodków, Słowian, normanów, germanów czy kogokolwiek innego. Przykład przez Ciebie podany jest całkiem nietrafiony - nikt nie połączy Ci gwary śląskiej z hiszpańskim imionami, bo faktycznie byłoby to niewiarygone i śmieszne. Ja skorzystałam, powtarzam, z archaizacji mowy, przytoczę Ci chyba nawet definicję - "ARCHAIZACJA (stylizacja archaiczna) - jest rodzajem stylizacji językowej polegającej na wprowadzeniu do utworu literackiego archaicznych elementów słownictwa, rzadziej form gramatycznych lub konstrukcji składniowych". Prościej mówiąc polega to na stylizacji języka na bardziej "średniowieczny". I jak już tak trzymasz się naszej planety, Ziemi, to przypominam, że epoka średniowiecza obejmowała cały glob, nie tylko Polskę czy Słowianszczyznę, więc mogłabym użyć nawet nazw arabskich czy chińskich i w połączeniu z archaizacją nie byłoby w tym nic sztucznego. Powtarzam jednak, że to świat wymyślony - jedna wielka FIKCJA, która rządzi się własnymi prawami. Czytając fantastykę musisz otworzyć umysł, oderwać się od ziemi, ten gatunek polega na tworzeniu i opisywaniu tego co nierealne, co nie istnieje, co nowe i "obce", bo stworzone przez autora, wyjęte z jego głowy. Jeśli czytając fantasy nie zmienisz myślenia, nic nie wkórasz, tak jak teraz właśnie.

Co do magii - jest obecna w tym uniwersum, ale bohaterka, jak każdy łowca, NIE posługuje się nią. W tym świecie nie ma białej i czarnej magii, jest jedna i jest ona zła, destrukcyjna, wyniszczająca. I dlatego jest zakazana. Łowcy, w tym i bohaterka, też jej nie używają, jedyna magia z jaką mają styczność to ta w krwii frydrów, których zabijaniem się zajmują. Moc, z której korzystają dranowie to nie magia, to energia którą każdy człowiek ma w ciele (coś jak czakra), a dranowie są jednymi z nielicznych, którzy zdają sobie sprawę z jej istnienia i jedynymi, którzy potrafią ją kontrolować. Dlatego właśnie nie są w stanie nic "wyczarować", a jedynie wpłynąć bezpośrednio na ciało np. zwiększając wytrzymałość albo znieczulając na ból. Także żadne kłamstwo, po prostu czytanie ze zrozumieniem się kłania. To samo tyczy się wspomnianej przez Ciebie kwestii więźnia - Dart wyraźnie mówi do Yre, by ten został z tyłu z jeńcem i miał go na oku. Reszta grupy (bez Yrego i jeńca) jedzie na odsiecz.
Mam nadzieję, że teraz udało mi się uświadomić Cię jak to wygląda w przypadku fantastyki i że teraz się zrozumieliśmy :) Pozdrawiam.



Od: Autor Shirru
twarz żeńska
01.12.2018
Witaj,
Twój tekst był zdecydowanie najdłuższy z przydzielonych i z braku czasu pozostawiłem go sobie na koniec. Teraz cieszę się, że nie przeczytałem go wcześniej. Dlaczego? Hmm.
W zasadzie powinienem przywitać się jeszcze raz:
Witaj przyszła autorko bestsellerów fantasy! Miło mi, ze będę mógł przyczynić się do rozwoju Twojej kariery kilkoma radami. Wierzę, że w którymś z wywiadów dla ogólnopolskiej telewizji za kilka lat wspomnisz, że był se taki gościu, który powiedział to masz fajne, a tamto kijowe i dzięki niemu, oraz ciężkiej pracy autorki, talent się rozwinął i zostałaś najbardziej rozpoznawalną autorką fantasy w tym kraju :)
Ale zanim to, kilka uwag. Pierwsze skojarzenie z Wiedźminem chyba nie jest dla Ciebie zaskoczeniem? Jeśli nie bezpośrednio, to na pewno w jakiś sposób się sugerowałaś tą postacią. To nic złego, bo w zasadzie cała reszta świata jest zbudowana przez Ciebie. Jak trudno zbudować nowy świat z jego historią, zależnościami i zwyczajami, a jeszcze tak, żeby było to realistyczne, wie tylko ten, kto sam próbował. Dlatego podziwiam.
Pierwsze dwie sceny - masakra! W sensie pozytywnym! Nie tylko chodzi o treść, że tam wilkołak padł, ale o pomysł i rozmach. Widać, że nie masz jeszcze wyrobionego stylu, bo były słabsze momenty, ale pomysł wyśmienity. Czytałem w skupieniu aż do sceny w jaskini. Wtedy niestety zaczęło się słabiej. Trochę naiwnie wprowadziłaś tych łowców. Nie jestem pewien, czy którakolwiek kobieta, nawet wyposażona w dwa miecze i super moce (runy), weszłaby dobrowolnie między siedmiu wyposzczonych facetów. Trochę też ta przyjaźń za szybko się rozwinęła. Rozumiem, że tego wymaga fabuła, ale jak dla mnie mało realistycznie to wyszło.
Podczas czytania zapisywałem sobie uwagi i teraz krótko je przytoczę. Nie myśl tylko, że punktuję Twoje opowiadanie. To drobne nieścisłości, które jeśli poprawisz, spełni się wizja, którą przytoczyłem na początku ;)
1. Odległość jednej stopy to około 30 cm. Przeciwnik był zatem o sześć metrów od łowczyni i biegł przez dwie strony. Ja pokonałbym tą odległość w pięciu krokach, a wilkołakiem nie jestem. Może lepiej wprowadź kroki, będzie miał dalej.
2. Dialogi. Nie podobało mi się w jaki sposób rozmawiają mężczyźni w jaskini. Przecież łowcy byli najczęściej chłopami, albo zbirami, którzy jedno co potrafili płynnie i barwnie powiedzieć, to przekleństwa. Nie każ im rozmawiać ze sobą jak profesorowie uniwersytetu. Rozumiem, że jeden z nich był wyjątkowy, ale reszta to prości faceci.
3. Sprawdź sobie w jaki sposób zapisuje się dialogi, bo robisz to niepoprawnie. Powinno być bez kropki po wypowiedzi i mała litera w opisie.
4. W jaki sposób koń przeszedł z jednej jaskini do drugiej, skoro dziewczyna traciła tam dech? Coś musisz wymyślić.
5. Kiedy łowcy dojeżdżają do napadniętej wioski, widzą zamieszanie i płonące chałupy. Gwarantuję Ci, że już pół dnia drogi wcześniej zauważyli by dym.
6. To chyba największy zarzut, ale ten błąd popełnia każdy początkujący. Jeśli piszesz scenę, to musisz określić z czyjej perspektywy jest widziana. Jeśli dziewczyna się kąpie i wchodzi chłopaczek, to nie możesz nagle przeskakiwać na jego myśli, bo to scena widziana oczami dziewczyny. Jeśli chcesz coś dodać o chłopaczku, to przerwij scenę i wtrąć krótką z jego przemyśleniami.
Nie wiem ile punktów 3K poruszyłem, ale myślę, że sporo. Wybacz, że się tak rozpisałem, ale na prawdę widzę w Tobie ogromny potencjał. Wiem, wystarczyło napisać że opowiadanie fajne i masz kałamarza, ale w ten sposób nie rozwijałabyś dalej swoich umiejętności.
Mam nadzieję, że będzie mi dane kiedyś poczytać kolejną część powieści.
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w drodze na szczyt!
Od: Pióroman Arkadiush
twarz męska
02.12.2018
Witam.
Nawet nie wiesz, drogi czytelniku, ile pozytywnych emocji wywołał u mnie Twój komentarz. Naprawdę, porządny zastrzyk energii na początek dnia (bo pisać go zaczęłam zaraz po wstaniu). Cóż, mam nadzieję, że ta piękna wizja się spełni 😀

Wiele osób pisało mi już o skojarzeniu z Wiedźminem, musi więc coś w tym być. Niestety jednak wiele osób skupia na tym uwagę, choć jedyne podobieństwo to walka z potworami (tu frydrami) i dranowie, przypominający nieco wiedźminów (choć tak naprawdę różnice są ogromne, podczas gdy te dwa elementy to tylko tło dla całej historii, dla rozbudowanej fabuły, która z Wiedźminem czy jakąkolwiek inną książką nie ma nic wspólnego).
Od razu też wyprowadzam z błędu - runy nie są żadnymi mocami, magią czy czymkolwiek innym. Każdy człowiek ma w sobie energię, w naszym świecie nazywamy to czakrą. Dranowie zdają sobie sprawę z jej istnienia i potrafią wykorzystywać. Dlatego runy ograniczone są tylko do bezpośredniego wpływu na ciało drana (np. wyostrzenie zmysłów, nagły wzrost adrenaliny -siła-, zwiększenie wytrzymałości -pozwala na nadludzki wysiłek-, odporność na ból itp).
I to nie tak, że ona im zaufała czy dołączyła do nich bo taki miała kaprys. Nie miała większego wyboru. Miała dwie opcje:
1) nie posłuchać i skazać się na pewną walkę, narażając się
2) zaryzykować w nadziei, że to nie okaże się pułapką
Z tych dwóch opcji mniejsze zagrożenie generowała druga, więc to ją wybrała. Była czujna i gotowa, ale liczyła, że nie będzie zmuszona walczyć. I tak też się stało 😊
Co do tego, że kobieta nie weszłaby do kręgu siedmiu facetów - ona jest dranem. Od dzieciaka szkolono ją do zabijania frydrów, bestii, którym i kupa zbrojnych mogłaby nie dać rady. Także akurat w tej walce miałaby zdecydowanie większe szanse. Choć to że wyszłaby bez szwanku, było raczej mało prawdopodobne.

Teraz odniosę się do kilku punktów, z którymi nie do końca się zgadzam lub które są wynikiem pomyłki.

2. Dialogi - nigdzie nie było napisane, że łowcy są chłopami. Dart i Jednooki Yre, o czym jeden z nich otwarcie mówi, pochodzą z wyżyn społecznych, ale los sprawił, że stali się, kim się stali - stąd elokwencja, w którą przez lata przebywania wśród nizin, wkradł się język "karczemny". Rog jest przykładem takiego głupawego osiłka, chłopskiego syna, co słychać po jego wypowiedziach, a co do reszty nie jest to na razie napisane. Prosiłabym, nie znając wszystkich faktów, nie zakładać z góry kto jakie ma pochodzenie, a więc jak powinien mówić 😉 Zresztą, skąd wniosek, że łowcy muszą być chłopami? Leo Bonhart z Wiedźmina, żeby daleko nie szukać, był takim łowcą właśnie, a inteligenty był skurczysyn, jak mało kto. Nie rozumiem więc czemu moi łowcy mają co do jednego gadać jak przygłupawe wsioki.

3. Zapis dialogów - z tego co się orientuję kropki na końcu wypowiedzi bohatera nie stawiamy tylko wtedy, gdy czasownik po myślniku odnosi się do czynności mowy np. powiedział, krzyknął, mruknął, warknął, i wówczas taki czasownik zostaje z małą literką. I tego się trzymam. Jeśli gdzieś przewinęło się odstępstwo, to przez przypadek 😊

4. Musiałeś to przeoczyć lub źle zrozumieć. W tekście napisane jest, że w czasie kiedy łowcy zbierali obóz, drana skoczyła do pierwszej jaskini i przyprowadziła wierzchowca naokoło góry.

5. Zobaczyli dym w momencie, gdy wzbił się w powietrze, a nie że jechali sobie i nagle zauważyli dym, który sobie leciał od jakiegoś czasu.

Z resztą się zgadzam. Choć nie uważam się za osobę początkującą, co chodzi o pisanie (wszak siedzę w tym już ładnych parę lat), przyznaję, że z tymi perspektywami faktycznie mam mały problem. Jakoś tak mimowolnie przeskakuję, zbyt wiele rzeczy chcę chyba pokazać. Ale masz rację, muszę się w końcu tego oduczyć. Po tylu latach pisania warto by było 😂

Nie musisz mnie przepraszać, sama potrafię się w komentarzach rozpisać tak, że limit obcina mi część komentarza, także Twój to dla mnie do połknięcia na jeden kęs i nie obraziłabym się nawet gdyby był dłuższy 😀
Dziękuję Ci za tak poważne i porządne podejście do tematu, za wypunktowanie wszystkich wątpliwości i uwag. Z pewnością zastosuję się do większości z nich i postaram się mieć je zawsze gdzieś z tylu głowy. Mam nadzieję, że zgodnie z Twoimi prognozami, uda mi się kiedyś zajść na ten upragniony szczyt :)

ps. Powieść jest publikowana w internecie na jednym z portali literackich, także gdybyś był zainteresowany, mogę podesłać namiary. Nie traktuję jej jako dzieła do druku i raczej nie będę z nią próbować szczęścia, ale traktuję ją jako taki trening końcowy. Póki serii o Deidree nie zakończę, nie wezmę się za nic do "wydania". A przynajmniej taki mam plan.

Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie 😊
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
03.12.2018
Autora domeną jest tworzyć, a czytelnika nie wszystko rozumieć. Nie będę zatem brnął w polemikę, bo za bardzo podobał mi się Twój tekst i nie chciałbym go sobie oszpecić szukaniem wad. Natomiast chętnie się dowiem, gdzie publikujesz dalsze rozdziały. W wolnym czasie na pewno poczytam jaki los zgotowałaś swoim bohaterom :)
Od: Pióroman Arkadiush
twarz męska
16.12.2018
Z opóźnieniem, ale odpisuję ;) Łowcznię, bo taki jest oryginalny tytuł, publikowałam na dwóch, a obecnie na jednej stronie - na Wattpadzie. Portal cieszy się nie najlepszą renomą, jednak można tam znaleźć prawdziwe perły. Stosuję tam inny podział, co chodzi o rozdziały, więc gdybyś chciał kontynuować od momentu, w którym kończy się konkursowy fragment, możesz zacząć śmiało od 7 rozdziału :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
16.12.2018
No i zapomniałam podpiąć linka:
https://www.wattpad.com/story/147292512-%C5%82owczyni-zmierzch-wilka
:)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
01.12.2018
To będzie bardzo krótka recenzja, chociaż myślę, że satysfakcjonująca. Co mogę powiedzieć? To było naprawdę dobre. Od początku do końca. Wszystko gra jak należy - opisy nie za długie, barwne, pozwalające wczuć się w klimat. Dialogi naprawdę ładnie stylizowane na minione wieki. Myślę, że spokojnie można byłoby nawet jeszcze bardziej podkręcić je archaizmami. Bardzo satysfakcjonująca drobiazgowość, jeśli chodzi o świat przedstawiony. Widać, że całość jest przemyślana i dopracowana. Napięcie budowane sukcesywnie, w odpowiednim tempie. Bohaterowie trójwymiarowi, nie karykaturalni, jak to niekiedy bywa przy fantastyce. To pierwszy tekst z konkursowych, przy którym pomyślałem: "Cholera, musiałbym się wysilić, żeby napisać coś lepszego.". Masz spore powody do zadowolenia - nie mam się do czego przyczepić, a to się zwykle nie zdarza. Chociaż być może jest jedna drobnostka, którą dostrzegłem. Czasami przeskakujesz z punktu widzenia głównej bohaterki na innych, co wydaje mi się lekką niekonsekwencją. Wystąpiło to na przykład w momencie, kiedy drana opuściła lokal, w którym zostawiła ciało frydra. Wówczas opisałeś poczynania Straggera, których bohaterka już nie mogła dostrzec. Potem już nie wróciłeś do tego zabiegu (pomijając wzmiankę o ostatniej próbie zaliczenia wojowniczki przez syna karczmarza), na przykład przy spotkaniu z Dartem. Ale to drobnostka, niezauważalna i dyskusyjna. Powiernik Kharrenu to zdecydowanie mój faworyt. Good luck!
Od: Pióroman Lazarus Colgrave
twarz męska
03.12.2018
Cóż, to niestety prawda, choć siedzę w tym już ładnych parę lat, ciągle zdarza mi się przeskakiwać z perspektyw bohaterów. Muszę się w końcu tego na dobre oduczyć. Dzięki za wskazanie, będę miała to z tyłu głowy.

No i muszę Ci przyznać, że miałeś rację - recenzja krótka, ale cholernie satysfakcjonująca :) Było mi niezmiernie miło czytając Twój komentarz, cieszy mnie niezmiernie tak pozytywna opinia, a wyróżnieniem czuję się zaszczycona.

Mam nadzieję, że Powiernik Kharrenu pozostanie Twoim faworytem do końca. Dziękuję Ci za przemiły komentarz, pozdrawiam!
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
06.12.2018
Z przyjemnością pisało mi się tak pozytywną recenzję. Zwłaszcza, że tego typu fantastyka zwykle jest mi zupełnie obojętna, a wręcz niekiedy odnoszę się do niej pogardliwie. Przekonanie mnie zatem do tego typu literatury było nie lada wyzwaniem, któremu jednak podołałaś wzorowo. Dodatkowo jestem bardzo zaskoczony, że utwór napisała kobieta. Jakoś podświadomie połączyłem tę tematykę z męskimi gustami, a tu proszę. Zaskoczeniom nie ma końca :)
Nasunęła mi się jeszcze jedna ogólna uwaga, która może Ci się przydać - dbaj o oryginalność. W wypadku fantastyki łatwo wpaść w sidła utartych rozwiązań fabularnych, sztampowych bohaterów i powtarzalnych rekwizytów. Choć dostrzegłem silne inspiracje Wiedźminem, czy uniwersum The Elder Scrolls, to udało Ci się zachować własny styl. Zalecam jednak uważność, żebyś nie zaczęła kręcić się w kółko. Unikatowość jest na wagę złota w dzisiejszym świecie remake'ów, sequeli i rebootów.
Również pozdrawiam :)
Od: Pióroman Lazarus Colgrave
twarz męska
25.11.2018
Cześć cześć. Będę komentować na bieżąco.

Pierwsze zdania bardzo fajne. Fajnie napisane (styl), do tego mega imersja. Wywarły na mnie bardzo pozytywne, zaskakujące wrażenie. : ) Szanuję i gratuluję. Sam opis w ogóle mega sprawnie i przyjemnie prowadzony, choć nie potrafię wyjaśnić dlaczego.

Bardzo fajnie prowadzisz akcję, jednocześnie udzielając informacji na jakiś temat np, więcej o bohaterce lub po prostu opisując. To szalenie trudne i rzadko komu wychodzi. Super.

Hmm... 3 strona. Kurcze, masz fenomenalny styl i pisanie, ale w jakiś sposób odnoszę wrażenie, że miejscami leniwie stosujesz kalki innych autorów. UWAGA: Nie uważam, że tak jest w rzeczywistości, po prostu można odnieść takie wrażenie.(Szczerze wątpię, że tak jest) Mówię tutaj o tym jak opisujesz aktywację run. Te runy to trochę tak jakby wziąć najlepszą, najbardziej mistrzowską pizzę(czyli Twoje pisanie) i polać ją jakimś przeciętnym keczupem z biedronki. Niekoniecznie bym to zaraz zmieniał, bo niekoniecznie uważam to za coś złego tutaj, ale jeśli miałbym jakiekolwiek ciekawe rzeczy Ci powiedzieć to właśnie np. to tutaj. (Choć nawet z tym, pisanie fenomenalne. Na prawdę.)

Nie wiem też czy jest sens rozdrabniać się nad sytuacją. "Ohh niemal słyszała jej sapanie. A może jej się tylko wydawało. Może jej wyobraźnia to sobie wyobraziła itp itd" - To również niekoniecznie coś złego, co więcej: wiem, że niektórzy w Polsce właśnie wolą takie pisanie, jednak zwracam uwagę.(ja nie wolę :) )

Kolejny fajny drobiazg, przydawki(tak to się chyba nazywa). Zdecydowaną większość zazwyczaj można wyeliminować i tekst wcale na tym nie cierpi, wręcz przeciwnie, nabiera podświadomego tempa. Np, "wiatr zdarł jej brutalnie kaptur z głowy..." i "wiatr zdarł jej kaptur z głowy..."
albo "unikając morderczego uderzenia" "unikając uderzenia" - zwłaszcza, że dużo tam tych morderczych, makabrycznych itp. Stosując takie wyrazy często, tracą na znaczeniu, więc nie tylko tempo byłoby lepsze, ale i wyrazy, które zostaną wywierałyby większy efekt.

Dobra, czytam sobie dalej i wydaje mi się, że tak na prawdę wyczerpałem temat tego co mogę Ci powiedzieć :) Pozwól, że w takim razie dalej będę czytał po prostu z przyjemnością i nie powtarzając się, ale jeśli znajdę coś nowego to na pewno dopiszę w tym komentarzu.

Na pewno myślę, że NIE powinnaś wzorować się na Polskich pisarzach. Masz znakomite pisanie, które tylko na tym ucierpi przez ich durne rozdrabnianie się i... kilka innych rzeczy, nie chcę tu nikogo hejcić :) Ale nie wzoruj się na nich, bo moim skromnym zdaniem nie są od Ciebie wyżej. Co najmniej.

Dialogi. Mi to w żaden sposób nie przeszkadza, ale znajdą się gramatyczni naziści ( którzy zazwyczaj nawet nie wiedząc dlaczego i jaką funkcję ma spełniać taki zapis, który uważają za dobry, a nie inny), którzy będą cię krytykować, a może nawet odrzucać, bo nie piszesz tak jak im wbito do głowy, tzn kropka tu a nie tam itp.
Zerknij jak je zapisywać "poprawnie"(tfu, ale nie będę się rozdrabniać tu nad kwestią podejścia niektórych. Dla mnie mogłoby nawet tak zostać).

"To przed ludźmi trzeba chronić ludzkość." i te inne tego pokroju filozofie. Pewnie - sam mam takie i niestety piszę również w ten sam sposób, ale obecnie jest tego od zarzygania. Obawiam się, że chcąc przekazać takie prawdy trzeba zrobić to w jakiś mniej kliszowy sposób.


Od: Pióroman Fortune
twarz męska
27.11.2018
Cześć :)
Nie staram się nikogo kopiować, choć wiadomo, że wiele rzeczy wpływa na nasze tworzenie, mimo że możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, podświadomie, w tym i literatura, którą czytamy. "Runy" nie do końca odpowiadają temu, jak chciałam je nazwać. Brakowało mi właściwego określenia, jako że runy nie są rządzą magią ani niczym podobnym, to energia, którą każdy ma w swoim ciele, znana w naszym świecie jako czakra. Dranowie potrafią ją aktywować i wykorzystywać. Chciałam jakoś nazwać konfiguracje dla wykorzystywanej mocy i padło na runy. Może kiedyś wymyślę lepszą nazwę :)

Co do przymiotników stosowanych w opisach walki, w tym i przytoczonych przykładów, zgadzam się. Staram się nie przesadzać z przymiotnikami i zwracać na to uwagę, ale tego akurat nie dostrzegłam. Przejrzę wszystkie sceny walki, postaram się zredukować podobne wyrazy do minimum, bo faktycznie nawet samo tempo będzie lepsze.

Już tłumaczę. Jeśli nad czymś się rozdrabniam to nie dlatego, że chcę iść czyimiś śladami, a dlatego, że czuję taką potrzebę. Ja pisząc opisuję to co widzę oczyma wyobraźni (jak taki film, w którym sama uczestniczę) i to co czuję (wcielając się w każdą postać z osobna). Stąd wszystko co opisuję nie wynika z niczyjego wpływu, a zwyczajnie tego co i w jaki przedstawia moja wizja. Choć raczej często się tak nie rozdrabniam, a przynajmniej nie zauważyłam :p

Co do zapisów dialogów - z tego co się orientuję, zapisuję je poprawnie. Mógłbyś podać jakieś przykłady? Ja tego nie widzę, więc byłabym wdzięczna gdybyś mnie nieco uświadomił :))

Co do tej "filozofii", jak to nazwałeś, nie tyle chciałam przekazać jakąś prawdę czytelnikowi, a przedstawić rozterki postaci. To skomplikowana sprawa i na podstawie tak krótkiego fragmentu raczej tego nie widać, ale postać ta przejdzie dużą przemianę wewnętrzną pod względem poglądów, odbierania i rozumienia świata. Od dziecka wpajano jej konkretny sposób patrzenia na świat, żyła wówczas w zamknięciu. Dopiero od kilku lat jeździ po świecie i poznaje go takim, jakim jest naprawdę. Stąd te pozornie oczywiste prawdy, dla niej są nowością.

Było mi naprawdę miło czytając Twój komentarz, uwagi rozważę i przeanalizuję raz jeszcze. Jestem wdzięczna zarówno za pochwały, jak i krytykę.

Pozdrawiam ciepło! ;)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
27.11.2018
Hej.

No więc tak, po pierwsze: nawet jeśli sprawiasz wrażenie naśladownictwa, to absolutnie nie znaczy, że tak jest. Tym bardziej spodziewam się, że nie miałaś takiego zamiaru. Niestety większość ludzi nie będzie się nad tym zastanawiać, ponieważ ocenia rzeczy po okładce, nawet ich nie rozważając. Stąd też o tym wspomniałem, bo taki drobiazg, jak wyżej pomniane runy można łatwo zmienić na coś mniej kojarzonego. Można również zostawić i rozumiem też gdybyś tak wybrała. Podaję to jedynie żebyś miała świadomość, że może to być tak odbierane, a teraz wyjaśniam ponownie żebyś nie poczuła się obrażona tym, że uważam, że kogoś naśladujesz, bo absolutnie tak nie uważam ;)

Co do rozdrabniania, również nie uważam, że chcesz iść czyimiś śladami. Ale takie opisywanie to po prostu tendencja w Polskiej literaturze. Może ma związek z tym, że autorzy czytają mnóstwo Polskiej literatury i podświadomie tak piszą później, a może jest to w genach. Może jeszcze coś innego, nie wiem. W każdym razie to byłoby coś co może byłoby ciekawe za czasów Tolkiena. Teraz niestety opisy i te inne rzeczy(do których nie mogę wrócić, ale o tym zaraz) nie są interesujące, a większości czytelników będą się dłużyć.(chyba, że to polski, mało wymagający czytelnik, ale to inny temat). Takie rzeczy mogą być oczywiście ciekawe, ale trzeba to rekompensować na prawdę fenomenalnym i wyjątkowym stylem, pokroju Pratchetta.

Co do dialogów, niestety nie mogę Ci podać przykładów, bo nie mam już dostepu do tekstu. : )
A z pamięci nie chcę się pomylić, bo nie pamiętam, które były Twoje.

Również pozdrawiam
Dodam jeszcze tylko, że w perspektywie innych pisarzy te rzeczy, o których wspomniałem to na prawdę drobiazgi i niewątpliwie ludzie będą postrzegać Twoją pracę jako godną wyróżnienia, bo taka jest. Co więcej, niektóre z tych drobiazgów możesz chcieć zostawić w tekście, ale wspomniałem o nich co byś miała świadomość i z czego wybierać :)
Od: Pióroman Fortune
twarz męska
25.11.2018
Myślę, Autorze, że trafiła Ci się gratka. Jako czytelnik tego konkretnego tekstu mogę się sprawdzić wyśmienicie i na pewno w pełni obiektywnie, ponieważ gatunek jest tak daleko od moich gustów, jak to tylko możliwe :). Ale dzięki temu dowiesz się, jak opowiadanie (powieść) odbiera ktoś, kto z fantastyką (powiedzmy roboczo – klasyczną) jest zdecydowanie na bakier.

To co, miejmy to z głowy? BEZNADZIEJA WILKOŁAKI I CZARY BUUUU IDŹ Z PORTALU. Nie no, żart :). Ale bez bicia przyznam, że trudno było mi się do tego utworu zabrać właśnie przez wzgląd na tematykę.

Na wstępie zaznaczę to, co mi się od razu rzuciło w oczy: tekst jest bardzo schludny, dopracowany i ładny. Błędów jest naprawdę niewiele i widać, że autor przyłożył się do tego, żeby opowiadanie porządnie wyczyścić z kiksów przed publikacją. Świadczy to o szacunku wobec czytelnika. Dodatkowo czyta się go jak książkę z księgarni. Już na pierwszy rzut oka widać, że zachowana jest harmonia między opisami, dialogami i didaskaliami. Czasami patrząc na tekst człowiek od razu wie, że ma do czynienia z „opkiem”. Tutaj tego nie ma i ten profesjonalizm też się chwali.

Skoro już wspomniałam o opisach, to może coś więcej na ich temat: są one elementem, który uznałam za najlepszy z całego tekstu. Są obrazowe, ciekawe, barwne, żywe. Dobrze wprowadzają w akcję, tworzą klimat i budują świat. Łatwo wyobrazić sobie dzięki nim wszystko, co się dzieje. Być może w niektórych miejscach są nieco zbyt „rozwleczone” przy użyciu przymiotników i dlatego akcja spowalnia tam, gdzie mogłaby być szalenie dynamiczna – chodzi szczególnie o opisy ataków, pojedynków itp. (chociaż same w sobie one również są godne uwagi, ponieważ są szczegółowe i dzięki tym detalom łatwo sobie wyobrazić scenkę).

cytatNa sam koniec oprawiła ofiarę, a zdjętą skórę oczyściła śniegiem i związała w tobołek, zarzucając go następnie na plecy.

Opis oprawiania zwłok jest realistyczny, naturalistyczny, ale w granicach dobrego smaku. Makabryczny, wystarczająco wyrazisty, ale jednocześnie tak stosowany, że można go czytać bez poczucia niesmaku. Bardzo mi się podobał.

Z kolei dialogi wypadły wg mnie nieco gorzej. W chwili, gdy pojawiają się przyszli towarzysze dziewczyny i zaczynają prawić między sobą o głupotach (gdy ona jeszcze jest w ukryciu) , miałam wrażenie, że ludzie tam nie mówią. Że ktoś „wkłada” im do ust zdania – na dodatek mocno wygładzone, wypieszczone wręcz. Zgrabne i śliczne, poprawne, złożone… Potem to się normuje, ale był jeden taki ustęp (albo dwa). Trochę przekombinowane i strasznie mi zazgrzytało, że na późniejszym etapie bohaterka nawet jest zdziwiona: „To wy nie jesteście analfabetami?”, bo tacy jak oni „powinni” być. No a analfabeta raczej takich wygładzonych mów wygłaszał nie będzie…

Z kolei spodobał mi się dialog po akcji z pożarem, kiedy drana obudziła się w łóżku, odratowana cudem z płonącego budynku. Czułam tutaj autentyczność i jestem w stanie uwierzyć, że ta rozmowa tak właśnie mogłaby się toczyć. Dziwi mnie natomiast stan dziewczyny bezpośrednio po pożarze – praktycznie natychmiast wskakuje na koń i jazda przed siebie, w dalszą drogę! A przecież była podtruta tlenkiem węgla – to raz. Dwa, spadła na nią belka. PŁONĄCA. Nie tylko była potłuczona, na pewno bolało ją całe ciało (ale powiedzmy, że do tego przywykła po tych wszystkich latach była łowcą), ale również nie powinna wyjść z tego całkiem bez szwanku. Ludziom po pożarach zostają blizny, topi im się twarz, wypalają się powieki i oczy, mają potworne zniekształcenia ciała. Nie wierzę, że osoba w jej sytuacji wyszła z tego ot tak, i to jeszcze w jednym kawałku, tak ładna jak była i na dodatek ze wszystkimi włosami (bo nie ma wzmianki, by je straciła, a to jest pierwsze, co powinno zająć się jak zapałka!).

W ogóle obawiam się, że głównej bohaterki nie polubiłam i nie polubię. Jej charakterystyka jest zbyt jednoznaczna, a ona sama za bardzo… „nadludzka”. Wydaje mi się, że ma sporo cech Mary Sue, czego oczywiście nie sposób stwierdzić na pewno po jednym rozdziale. W każdym razie jest bardzo ładna (mimo tatuażu na twarzy i licznych blizn, które koniec końców zapewne „tylko dodają jej uroku”, prawda?) i to odznacza się dość zaskakującą urodą, ponieważ jasna cera i jasne oczy rzadko idą w parze z czarnymi włosami. Gen odpowiedzialny za ciemną barwę oczu i włosów, a także skóry, jest dominujący, więc można przyjąć w 4 przypadkach na 5, że osoba o delikatnych rysach, jasnej budzi i jasnych oczach oraz ustach, będzie miała również popielate albo blond włosy. A tu – nie. Może sobie farbowała, ale jakoś mi to do tej bohaterki nie pasuje. Raczej nie jest z tych, co przesadnie dbają o urodę, skoro dała sobie wydziarać na obliczu wielgachny tatuaż będący znakiem przynależności do dranów? ;)

Dlaczego jeszcze uważam, że bohaterka ma zadatki na Mary Sue? O tym nieszczęsnym pożarze, z którego wyszła bez szwanku, choć nie powinna, już pisałam. Jest świetna w swojej pracy, co się akurat chwali, ale jednocześnie w połączeniu z jej charakterem wydaje mi się, że ta dziewczyna nie jest kimś „do lubienia”. Wydaje się pyskata, krnąbrna, taka ą-ę, co zawsze ma rację, patrzy na innych z pogardą, jest nad wszystkimi i zawsze ma w zanadrzu jakąś ciętą ripostę. Nie jest z tych, którzy od czasu do czasu zbłaźnią się jakimś głupim słowem czy zachowaniem. Niby okej, ale nagromadzenie tych wszystkich pozytywnych, intrygujących, niesamowitych przymiotów jest wg mnie nieco za duże na centymetr kwadratowy postaci. Duży kontrast występuje między draną a jej towarzyszami – oni są zdecydowanie bardziej „ludzcy”.

cytat – Też nie wiedzieliśmy, że takie plugastwo pełza po ziemi. Dopóki nie dostaliśmy tego zlecenia. – Dart wziął do ręki suszoną kiełbasę. Rozerwał ją i drugą połówkę wręczył kobiecie. – Ahaya to gniazdo.

Zabawne, że to miejsce nazywa się właśnie tak, ponieważ cały ten tekst skojarzył mi się podczas czytania z „Achają” Ziemiańskiego :). Możliwe, że po prostu te teksty dzielą ten sam gatunek, a ja przeczytałam tak mało pozycji z fantastyki, że nie mam nic innego, z czym mogłabym Twoje dzieło porównać ;).

Ogólnie opowiadanie (pierwszy rozdział powieści) jest bardzo dobry. Do wszystkich zalet, o których już pisałam wcześniej, dorzuciłabym parę: początek jest intrygujący, dobry choćby z tego powodu, że zaczynasz „z grubej rury”. Nie zanudzasz czytelnika wielostronicowymi opisami, lecz od razu podajesz danie główne w postaci sceny akcji z wilkołakiem. Potem dzieje się jeszcze więcej – dwa pojedynki, walki wręcz, pożar, poznanie bandy przewożącej Ahayczyka… Nie ma czasu się nudzić. Bohaterowie są wyraziści, choć Deidree naprawdę mi nie odpowiada. Całość jest płynna i dobrze się czyta. Wadą jest chyba schematyczność – choć tu, powtarzam, ekspertem nie jestem, jednak kojarzę „klasyki gatunku” i wiem, że często pojawia się w tego typu utworach postać „wybrańca” z misją. Mamy częsty w literaturze motyw podróży, no i nieoczekiwane spotkanie z osobami, które na dalszym etapie na pewno stworzą silną więź z główną bohaterką. Osobiście nie sięgnęłabym po kolejny rozdział, ale dla wielbicieli gatunku to może być gratka. Gdyby tematyka była inna, z przyjemnością czytałabym kolejne rozdziały :).

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
cytat(…) a tropienie było prawie niemożliwe, to jeszcze rzucała się w oczy, jak gówno na środku gościńca.

Niepotrzebny przecinek.

cytatDłonie skryte w skórzanych rękawicach zanurkowały pod połaciami płaszcza.

Płaszcz ma poły.

cytatDrana skorzystała z rady i, nie mitrężąc, doskoczyła do wilkołaka, tnąc go pod żebra, gdy ten odwracał się właśnie ku niej.

Nie mitrężąc czego? Sił? Czasu?
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
27.11.2018
Przepraszam za zwłokę z odpisem, nie wynika ona jednak z ignorancji, a chwilowego urwania głowy. Do końca tygodnia należycie odniosę się do komentarza, za który za wczasu już dziękuję :))
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
30.11.2018
Faktycznie, nie często się to zdarza, cieszę się więc z zaistniałej sytuacji. Choć generuje to też swego rodzaju, przeszkody, problemy. Ale o tym później.
No właśnie na tym polega cały problem podchodzenia do tekstów powierzchownie, mam tu na myśli sytuację, jak z ocenianiem książki po okładce. Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, w rzeczywistości jednak wilkołaki (a raczej ich pochodne) i magia odgrywają rolę drugoplanową, są wręcz tłem dla wydarzeń i całej fabuły, która jest tak rozwinięta i zawiera tyle aspektów, że mam już materiały na tomy. Ale faktem jest, że po samym zaledwie pierwszym rozdziale może nie być to widoczne. Bo i z drugiej strony - jak?

To prawda, nasiedziałam się sporo nad tekstem, by się upewnić, że wyłuskałam z niego wszystko, co tylko mogłam. Chciałam, żeby był jak najlepszy pod kątem technicznym, co nie było łatwe, jako że nie dysponuję pomocą tzw. bety. Ale cieszę się, że mimo to swój cel osiągnęłam :)

Masz rację, już mi ktoś na te przymiotniki przy scenach walki zwrócił uwagę. Staram się nad nimi ogólnie panować i nie dawać się ponieść, ale czasem się tego po prostu nie zauważa. Przysiądę i poredukuję część z opisów walk :)

O, no widzisz. To z kolei jest ciekawe, bo zawsze wszyscy zachwycają się moimi dialogami. Ale być może to jest właśnie ta kwestia "niezaznajomienia z gatunkiem", o której wspomniałam na początku. Jakbyś poczytała Wiedźmina (to sztandarowy przykład), PLO czy innego typu fantasy/dark fantasy z ala swojskim klimatem (nie wiem jak to inaczej nazwać XD) zobaczyłabyś, że tak właśnie te dialogi wyglądają. Oczywiście nie w każdym tytule, wiadomo, ale jest to dość raczej powszechny sposób nieco archaicznego dialogowania z domieszką łaciny kuchennej. To, że ktoś nie umie pisać nie znaczy, że jego słownik ogranicza się do kilku wyrazów.

Nie, nie, tu zaszła mała pomyłka. Bohaterka zemdlała (nie jest powiedziane czy od dymu, czy z winy toczącej ją od środka magii - to nie jest dopowiedziane, choć po prawdzie bardziej to drugie), nie powiedziane jest też ile tam leżała. Dart ją uratował, mógł przecież wbiec do budynku zaraz po utracie przytomności Deidree. Poza tym żadna belka na nią nie spadła, to był sen. Rzeczywistość kończy się w momencie omdlenia, mamy dwie linijki odstępu i ciąg dalszy w postaci snu. Koszmaru, z którego dziewczyna się przecież budzi. Odpoczywała przez trzy dni, do tego przez nalegania gospodyni została czwarty, to przecież wystarczająco nawet dla zwykłego człowieka. A ona jest wszak dranem, nie zwykłym obwiesiem - jej ciało regeneruje się szybciej, jest wytrzymalsza ;)

Mary Sue? Chyba mamy na temat tego pojęcia odmienne definicje. Pozwól, że spróbuję bardziej nakreślić sytuację.
Bohaterka wydaje się nieludzka, czy wręcz nadludzka, gdyż można w sumie powiedzieć, że nie jest do końca człowiekiem. Należy do cechu łowców z wyspy Kharren, jest tzw. draną. Kim zaś są łowcy? Jednostkami od dziecięcych lat szkolonymi do walki z plagą prześladującą ludzkość - z frydrami. Dzieci poddawane są morderczym treningom, mającym na celu uczynić ich szybszymi, wytrzymalszymi, zwinniejszymi i silniejszymi od zwykłych ludzi. Jednostki są selekcjonowane, te które zdecydowanie odstają od reszty - nie osiągnęły najniższego dozwolonego pułapu, bo np. są za słabe fizycznie bądź psychicznie, nie pojęły materiału, wysiłek ich przerasta, są eliminowane. Potencjalni łowcy są głodzeni, bici, za kwatery mają puste cele bez choćby prycz czy pochodni - są zmuszeni funkcjonować w okropnych warunkach, by zahartować nie tylko ich ciała, ale i ducha.
Mistrzowie, którzy doglądają ich rozwoju, są surowi i bezwzględni. Za najdrobniejsze przewinienie czy nieposłuszeństwo jest kara, najczęściej chłosty. W trakcie treningów adepci nie są w żaden sposób zabezpieczani, niejednokrotnie umierają od ran. Przez cały proces wieloletniej "edukacji" wypleniane z nich jest człowieczeństwo. Uczą się, że nie mają prawa do poglądów, planów, marzeń. Są żywą bronią, maszynami do zabijania na rozkazy Kharrenu. Warto też wspomnieć o egzaminie końcowym - mistrzowie dobierają adeptów w pary, łącząc ze sobą najbardziej przywiązanych uczniów. Wpuszczani są na arenę, z której wyjść ma tylko jedna osoba, zyskując pełnoprawne miano łowcy. Zmuszani są do zabijani swoich "braci", z którymi żyli przez lata, z którymi spali i jedli, walczyli i cierpieli.
Ale po opuszczeniu wyspy, żaden człowiek im się nie równa. Choć nie dziwne, skoro w nich samych mało z ludzi zostaje.
Jak więc widzisz, bohaterka nie ma łatwego charakteru "bo tak", bo złamał jej się paznokieć czy ma okres. Jej obecna osobowość jest wynikiem traumatycznych przeżyć, ogromnej tragedii jaką przeżyła. I choć trochę lat już minęło odkąd opuściła Kharren jej wnętrze jest pełne żalu, nienawiści, rozgoryczenia i wściekłości.
Czy blizny dodają jej uroku? Nie powiedziałabym, jestem zdania, że w bliznach nie ma nic ładnego. Są elementem szpecącym. Niedoskonałością. Prędzej powiedziałabym, że można przez nie wyglądać nieco upiornie. Z tatuażem nie miała wyjścia, to był fakt, nie miała tu nic do gadania. Krowy też nie protestują, gdy się je znakuje gorącym żelazem. Mogą ryczeć, ale rzeczywistości i tak to nie zmieni.
Do pomyłki z pożarem się już odniosłam. Wiesz, ta bohaterka, zmiażdżona i zbita przez Kharren, po czym uformowana przez mistrzów od nowa, przejdzie swoją przemianę. Przyczyni się do tego wiele napotkanych ludzi i wydarzeń, ale w końcu (być może) powróci do prawdziwej siebie. A że zdaje się nieomylna? Taka oczywiście nie jest, co później będzie widać, ale w końcu jest profesjonalistą. W dodatku od małego wychowywanym bardzo rygorystycznie, gdzie najmniejsza nawet pomyłka równa jest bólowi, karze, a nawet śmierci. Stąd ten kontrast przy zestawieniu z normalnymi ludźmi.

Ha! To mam farta, że Ahayi nie czytałam, więc mogę z ręką na sercu zapewnić, że nie inspirowałam się Ziemiańskim ;)

Z tym początkiem to dzięki mojemu tacie, od którego zaraziłam się miłością do fantastyki. Jest zwolennikiem książek nastawionych na akcję i to on zawsze powtarzał mi, że akcja na dzień dobry to strzał w dziesiątkę, jako że od razu zyskujemy zainteresowanie czytelnika i jest to swego rodzaju reklamą książki, zapowiedzi tego czego można się po niej spodziewać. Dlatego zwykle staram się w dynamiczny sposób zaczynać swoje teksty :)
Co do schematyczności - walka z wilkołakami to tak naprawdę tylko tło dla najważniejszego - fabuły. Fabuły, która będzie skupiać się na naprawdę wielu zagadnieniach - od politycznych intryg, buntów, seryjnych morderstw, walk, wojen i konfliktów, po mroczne rytuały, kanibalizm, eksperymenty na ludziach i wilkołakach, ukryte cywilizacje, tajemnice przeszłości, zdrady i wiele, wiele innych.

Bardzo dziękuję za rozbudowany komentarz, wszystkie uwagi, krytykę oraz pochwały. Cieszę się, że pomimo faktu, iż nie jest to Twój gatunek, zmierzyłaś się z nim i nie pozostawił on po sobie niesmaku.
Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
02.12.2018
Jeśli nie korzystasz z bety, to jestem pod wrażeniem, Tym bardziej doceniam pracę, którą włożyłaś w doprowadzenie tekstu do takiego stanu, w jakim się on znajduje. Czytanie czegoś schludnego jest zwyczajnie przyjemniejsze niż usianego błędami jak grządki na wiosnę rzodkiewką.

Dzięki za wyjaśnienie dotyczące sceny z pożarem, faktycznie przeoczyłam to, na co zwróciłaś uwagę. Byłam pewna, że biedaczka utknęła w budynku, ale udało jej się wyjść bez szwanku - obudziła się świeża jak szczypiorek i jedyną blizną, jaka jej została po "przygodzie" z pożogą, była psychiczna trauma.

cytatA ona jest wszak dranem, nie zwykłym obwiesiem - jej ciało regeneruje się szybciej, jest wytrzymalsza ;)

Tutaj jestem zdziwiona - po zapoznaniu się z dłuższym wyjaśnieniem kwestii dran(ów?) - bo zrozumiałam z tekstu, że dran to nie jest jakiś Superman, nie ma niezwykłych wrodzonych umiejętności, tylko jest zwykłym człowiekiem - ale wyspecjalizowanym w tym, czym normalnie ludzie raczej się nie parają. Wiadomo, lata trudnych szkoleń robią swoje i pod tym względem faktycznie musi być silniejsza i odporniejsza od reszty społeczeństwa. Tutaj raczej w dobrym kierunku poszły moje domysły. Ale rozumiem, że jakichś specjalnych mocy nie ma? Nie ciska laserami z oczu i urodziła się jako identyczne bobo jak rówieśnica u sąsiadki? :) W jaki sposób selekcjonowani są przyszli dranowie na samym początku? Chyba nie bierze się każdego dziecka jakie się urodzi, bo przecież ludzie by wymarli, skoro śmiertelność takich treningów na przestrzeni lat wynosi pewnie z 80%...

cytatJej obecna osobowość jest wynikiem traumatycznych przeżyć, ogromnej tragedii jaką przeżyła.

Moje słowa o Mary Sue nie były zarzutem, a jedynie opisem wrażenia ;). To, co przeczytałam, jest wystarczające, bym była zdania, że Ty nie dopuściłabyś do powstania Mary Sue. Zauważ jednak, że słowa, które zacytowałam, to wiedza autora - który zna ten świat w całości i inaczej go ocenia. Ja nie wiem jeszcze tego, co Ty, więc moje wrażenie po początku mogą być inne. Niektórych osób też się najpierw nie lubi, bo [i]wydają się[/i] szorstkie albo głupie, albo hałaśliwe i szalone, a potem okazuje się, że to wspaniałe osoby. W miarę odkrywania kolejnych faktów z przeszłości dziewczyny liczę, że podejście czytelnika będzie (powinno!) zmieniać się.

Też uważam, że blizny nie są fajne, aczkolwiek wiele razy spotykałam się ze stwierdzeniem (zwykle w blogaskowych opkach, jak dobrze, że te czasy już minęły), że bohater ma "seksowną bliznę na twarzy". Trochę oksymoron, ale przemów do młodego autora.

Pozdrowienia dla Taty, mądry gość :). Pewnie sam pisze / czyta nałogowo i może udzielać dobrych rad.
Wszystkiego dobrego.
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
25.11.2018
Cześć Autorko.

Przewinąłem na dół i widzę, że nie lada tekst się szykuje. Ładny ten wprowadzający opis, nie za długi, ale w sam raz, by pomóc wyobrazić sobie otoczenie. Trochę według mnie nie ma sensu (i według mnie wulgarność też zbyteczna) jeśli piszesz
cytat„rzucała się w oczy, jak gówno na środku gościńca”
, skoro w tym samym zdaniu jest mowa o tym, że widoczność jest słaba. Przejadło mi się też to takie przedstawiania bohatera jako takiego wyrachowanego, cynicznego specjalisty, który wszystko wyczuwa, wie, jest przygotowany i doświadczył już nie jednego, ale to osobista kwestia gustu.
cytat„Dobrze. Zimno nie wpływało najlepiej na wilkołacze stawy, kończyny bywały odmarznięte, a węch, podobnie jak jej, tracił na skuteczności.”
- tego nie rozumiem, czy odnosi się do tego że dobrze, że przeciwnik jest stary, bo jej jako wilkołakowi jest ciężej w tej pogodzie, czy może przeciwnik był wilkołakiem i dobrze, że pogoda nie była mu na rękę. Później idzie się domyślić z tekstu, że to wilkołak. Opis biegnącego wilkołaka jest bardzo udany. Narracja zdaje się troszkę niejednostajna, bo raz jest zabarwiona odczuciami bohaterki, a innym razem zwykła i to według mnie trochę niespójne. Myślę, że za dużo tłumaczysz podczas walki, czym zmniejszasz jej dramatyzm, ja radziłbym skoncentrować się bardziej na samych opisach.
cytat„Czas stanął w miejscu, gdy drana uniosła głowę, a wiatr zdarł jej brutalnie kaptur z głowy, rozwiewając czarne jak smoła włosy i ukazując znamię łowcy
- to jest ok do momentu słowa "włosy", później robi się zbyt ostentacyjnie, trochę jak w anime z super-mocami i cały utwór zaczyna mi się jawić w takich bardziej młodzieżowych kolorach i to nie jest źle, jeśli do takiego grona tym celujesz, ale jeśli nie tylko, to może warto trochę przytłumić tę teatralność. Po co pisać o tym co by było gdyby w ogniu walki? - dla mnie to kolejny rozczarowujący hamulec. Później znów taka podniosłość w wyciąganiu sejmitarów - nie wiem, może to rzeczywiście działa na wyobraźnie nastolatków, ale ja po prostu przewracam do góry oczami jak coś takiego czytam. ;-) Przykładasz się do tych opisów, nie powiem, ale po prostu, jak dla mnie, skupiasz się na wielu niepotrzebnych aspektach. Dalszy opis walki i wyglądu istoty aż do wypowiedzi bohaterki bardzo mi się podobał. I po niej też nie byłoby źle, ale znów jakaś niepotrzebna analizy, suchar o rozlanej posoce i odnoszące się do niego statyczne wspomnienie. Pomyślałbym na Twoim miejscu nad grupą docelową tego tekstu, bo z jednej strony tekst ma taką trochę nastolatkową krzykliwość w sobie, która jednocześnie zdaje się kłócić z wulgaryzmami i często cięższym, poważniejszym językiem - tak, tylko mówię co mam na myśli, może odbiór innych czytelników będzie pozytywniejszy. Dalszy opis walki był ok i nawet nie przeszkadzało mi to przytoczenie natury frydr, frydrów?
cytat„dławiąc się farbą”
- różnorakość Twojego słownictwa wprowadza mnie w zakłopotanie.
Dobrze czyta się o oporządzaniu potwora - rozbawił mnie motyw ucięcia fujarki ;-). Nie potrzebnie tak tłumaczysz po
cytat„Popatrzyła z politowaniem na przesiąknięty juchą śnieg, na którym leżało rozgrzebane truchło. Ten, kto to zobaczy, z pewnością uzna, że to sprawka grasującego w okolicy wilkołaka, że dopadł jakieś nieszczęsne zwierzę i rozszarpał na strzępy.”
- sam ten zacytowany tekst spełnia już to zadanie. Może po prostu skwituj to jej uśmieszkiem. Gdy bohaterka w kolejnej scenie wchodzi do izby z głową wilkołaka na haku, ciężko nie pomyśleć o wiedźminie. Masz tu ładne opisy i dobre dialogi.
cytat„Jak wyglądała prawda, nie wiedział nikt. ”
- to tak mi się znów gryzie, bo z pewnością ktoś by to wiedział, choćby ta osoba, która te tatuaże wykonywała, nosiła, pochodziła z tej Akademii, no chyba, że to teraz taka narracja ze strony Staggera, ale jeśli tak, no to też trochę dziwne, że teraz na niego przeskoczyliśmy. I chyba rzeczywiście na niego. Fajna ta reakcja Staggera na koniec sceny. Dobrze kończyć sceny w taki nieprzeciętny sposób.
cytat„znaczy… coś nieprawdopodobnego”
- znów niepotrzebnie wyjaśniasz. Zaskakująco opis kąpieli i sytuacji w Bell mnie nie znużył. Nie za bardzo zrozumiałem o co chodzi z tą odpornością na zimno, może warto by to rozwinąć, bo trochę to takie niepasujące do tego jak wcześniej była ubrana, reagowała na zimną pogodę, czy właśnie na ostudzenie się wody. Fajnie, że opisujesz tak szczegółowe rzeczy jak składniki maści, to naprawdę fajnie działa na korzyść kreowanego świata. Dobry motyw z tą czarną magią w krwi wilkołaków, ale mogłabyś jakoś jaśniej, a może po prostu szerzej opisać w jaki to naprawdę sposób ją dotyka. Promienienie dziecięcą radością i paplanie do konia? - to chyba nie ta sama cyniczna i osowiała Deidree, która zabiła wilkołaka i potraktowała z chłodem Staggera i syna karczmarza? Jeśli tak, to coś tu spójność się rozjeżdża. Szkoda też, że piszesz o planowaniu trasy, ale nie dzielisz się tą informacją z czytelnikiem. Pewnie bardziej bym się przejął gdybym wiedział, że musi gdzieś dotrzeć zanim gdzieś droga będzie nie przejezdna, a tu jest raczej tylko tak ogólnie, że sprawdza sobie zlecenia, ale bez jakiejś konkluzji. Byłoby fajnie gdyby góry też miały swoje nazwy, zawsze mi się to podobało u Tolkiena i w kliku innych książkach z nurtu fantastyki. Brak opisu źródła światła w jaskiniowym korytarzu.
cytat„Co więc sprawiło, że się zdenerwował?”
cytat„Kto wie, co czekać ją mogło po drugiej stronie?”
- o tym drodzy czytelnicy, dowiecie się w następnym odcinku przygód dzielnej łowczyni. Wybacz to małe szyderstwo, ale chciałem trochę ostrzej nakreślić Ci te według mnie irytujące momenty tekstu. Poza tym czyta mi się tę historię bardzo przyjemnie. Nie nudzę się. A podążam taką raczej niezobowiązującą przygodą z okazjonalnymi potknięciami. Mimo to chcę kontynuować lekturę, a to naprawdę coś, biorąc pod uwagę jej długość. Świetne to porównanie rozmiaru jaskini do rozmiaru okrętu - super działa na wyobraźnię. Rozumiem, że to gwizdnięcie miało odnosić się do takiego w zachwycie dla tego rozmiaru? - warto byłoby tam jakiś przymiotnik dorzucić. Zrobiłem sobie chwilkę przerwy i tak myślę, że jeśli to świat fanatasy, to mogłabyś więcej takich swoistych dla niego elementów przedstawiać np gdy gdzieś wędruje, mogłaby minąć jakieś kapliczki lub specyficzne zabudowania. Wracając jednak do dalszego czytania... "żółte oczy o pionowych źrenicach" - znów się wiedźmińsko zrobiło ;-). Dialog szajki to dopiero pierwszy raz kiedy zaczynają pasować mi tu bluzgi; jest on też swoją drogą bardzo udany.
cytat„Żeby ulżyć pęcherzowi i sercu zarazem?”
- super. ;-D
cytat„W jakieś trzy dni dotrzemy do granicy tego lodowego odludzia.”
- jak się to odludzie nazywało? - na pewno wiedzieli gdzie są i brzmiałoby lepiej gdyby się posłużyli tą nazwą. Pojawia się to w następnym zdaniu, ale przez to jest trochę niejasno i nie wiadomo czy to właśnie to Kayn jest tą granicą.
cytat„Bo naszym priorytetem jest dowieść Ahayczyka do klienta”
- tu też zamiast tego raczej nowoczesnego słowa, użyłbym po prostu imienia. Myślę, że w dialogu prócz Darta, mogliby się udzielić też bardziej inni członkowie gangu, a tak on wszystko wydaje się wiedzieć i w tym miejscu akurat o tym opowiadać pierwszy raz, mogłyby się zdać wtrącenia w stylu "przecież wam mówiłem, jak bardzo jest niebezpieczny" itp. Zdałaby się jakaś nazwa dla tych braci od czarnej magii i może samej magii, bo skoro każdy z run miał swoją nazwę, to dlaczego tutaj jakoś tego nie nazwać? Fajnie, że tłumaczy ten jego jaszczurczy wygląd. Bardzo udany ten dialog po wpadce Deidree.
cytat„Dart poprawił nogą jedno z dogasających polan, wsunął je w żar”
- super ten opis. Tekst zaczyna mnie nieco irytować i sprawiać niezręczność, gdy banda zaczyna być przedstawiana w coraz bardziej różowych kolorach, a wyrachowana łowczyni zaczyna gdybać na głos o dołączeniu do grupy. Myślę, że Deidree nie powinna tak szybko ulegać urokowi łapaczy. Mogłabyś popracować nad tym, by było to mniej oczywiste i naprawdę wynikało z braku wyboru i powolnego nabierania zaufania. Jakoś za szybko kończy się ta rozmowa Darta i Deidree na początku następnego dnia, spokojnie mogło by paść jeszcze kilka pytań i odpowiedzi.
cytat„Noc spędzili w ruinach niegdysiejszego fortu, trzymając warty na zmianę. Podróż wznowili następnego dnia, o brzasku, i wkrótce dotarli na miejsce.”
- podróż jakoś tak szybko tu streściłaś, może chociaż wspomnieć co minęli po drodze, może wydarzyło się coś nawet mniej znaczącego? Ten opis końskiego pędu wyszedł Ci bardzo dynamicznie. Bardzo oryginalny zabieg z tymi postępującymi po sobie wypowiedziami atakowanych. Później jednak znów hamujesz akcję wspomnieniem i tłumaczeniem. Czemu gdzieś wcześniej nie przedstawić takiej lekcji-wspomnienia z tej Akademii (np podczas snu w jaskini lub podróży do wioski) i później już podczas tej akcji, jedynie przypomnieć słowa jednego z mistrzów i ukazać przez jej czyn, że się z nimi nie zgadza? Nie ma tu mowy o liczbie bandytów, dziewczyna wcześniej boi się 5 ludzi w jaskini, podróżowania samej, a tu rzuca się sama na całą bandę bandytów, według mnie to ma mało sensu i spójności. Łapacze, to też nie power rangers, którzy bez namysłu popędzą ku prawdopodobnej zgubie. Także, przydałoby się to inaczej i bardziej ostrożnie i chłodno rozegrać. Sprawdzanie pulsu, to też raczej coś nowoczesnego i chyba nie pasuje do tej konwencji. Później, ta akcja w stylu strażaka Sama - jakoś tego nie kupuję, trochę przesadnie bohaterskie.
cytat„M-mój koń?”
- to rozumiem, wypowiada spod pierzyny? ;-) Trochę za dużo tych filozofii na końcu i to znów na podobieństwo wiedźmina. Jakoś to zakończenie mało satysfakcjonujące. Brakuje dalszego, wyraźnego celu, bo ten z walczeniem o sprawiedliwość jest nie do przełknięcia. Nie mógł jej Dart czegoś zostawić, albo ukraść. Może mogłaby spotkać kogoś bardziej specyficznego w tych przewozach zaprzęgowych. Ufff. Ale tego było, a ile się rozpisałem... :-) Napisałaś naprawdę przyzwoity tekst. Ma swoje problemy, ale odwaliłaś tu kawał dobrej roboty i należą Ci się gratulację. Popatrzę jeszcze o czym z 3K mógłbym wspomnieć. Atmosfera, poczucie tego obcego świata mogło by być bardziej wyraźne, może wtedy pojawiła by się też immersja, bo jej nie poczułem niestety w żadnym momencie, mimo poczytności tekstu. Nie, chyba skłamałem, to porównanie jaskini do okrętu - coś w tym było. Sylwetki bohaterów, dialogi i opisy - wszystko stało na bardzo wysokim poziomie. Dialogi w jaskini były dla mnie najlepszym momentem tekstu. Pomysłowość czasami zaskakiwała, a czasem zawodziła - miałem wrażenie częstego, wyraźnego czerpania z innych znanych utworów, nawet w przypadku nazewnictwa - wydawało się często jakieś takie znajome, ale no właśnie, może tylko mi się zdawało. ;-) To chyba tyle ode mnie. Gratuluję wybornego opowiadania. Myślę, że za niedługo Twoje teksty osiągną naprawdę imponującą jakość. Pozdrawiam.
Kurcze, przepadła mi gramatyka. Co to było...
cytat„Trysnęła jucha.”
- to wydało mi się niepoważne.
cytat„nieznajomego i dosiąść się do ognia, w nadziei, że intencje nieznajomego”
- powtórzenie.
cytat„Podskoczył trzy razy ”
- raczej potrząsnął lub drgnął. ;-D Więcej sobie chyba nie przypomnę.
Od: Pióroman red earth
twarz męska
27.11.2018
Przepraszam za zwłokę z odpisem, nie wynika ona jednak z ignorancji, a chwilowego urwania głowy. Do końca tygodnia należycie odniosę się do komentarza, za który za wczasu już dziękuję :))
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
03.12.2018
Nie jestem dobra w tworzeniu krótkich teksów, mam tendencję do rozpisywania się i lubię czasem skupiać się na szczegółach, co uniemożliwia zmieszczenie się w krótkich formach.

Przedstawienie bohaterki jako "wyrachowanego, cynicznego specjalisty, który wszystko wyczuwa (...)" nie wzięło się znikąd. Nie jest to kwestia mojego kaprysu, a historii postaci. W pierwszym rozdziale, co oczywiste, nie jest nakreślone w pełni kim są dranowie. Pozwól, że nieco przybliżę Ci ich istotę. Dranowie to jednostki od dziecięcych lat szkolone do walki z plagą prześladującą ludzkość - z frydrami. Dzieci poddawane są morderczym treningom, mającym na celu uczynić ich szybszymi, wytrzymalszymi, zwinniejszymi i silniejszymi od zwykłych ludzi. Jednostki są selekcjonowane, te które zdecydowanie odstają od reszty - nie osiągnęły najniższego dozwolonego pułapu, bo np. są za słabe fizycznie bądź psychicznie, nie pojęły materiału, wysiłek ich przerasta, są eliminowane. Potencjalni łowcy są głodzeni, bici, za kwatery mają puste cele bez choćby prycz czy pochodni - są zmuszeni funkcjonować w okropnych warunkach, by zahartować nie tylko ich ciała, ale i ducha.
Mistrzowie, którzy doglądają ich rozwoju, są surowi i bezwzględni. Za najdrobniejsze przewinienie czy nieposłuszeństwo jest kara, najczęściej chłosty. W trakcie treningów adepci nie są w żaden sposób zabezpieczani, niejednokrotnie umierają od ran. Przez cały proces wieloletniej "edukacji" wypleniane z nich jest człowieczeństwo. Uczą się, że nie mają prawa do poglądów, planów, marzeń. Są żywą bronią, maszynami do zabijania na rozkazy Kharrenu. Warto też wspomnieć o egzaminie końcowym - mistrzowie dobierają adeptów w pary, łącząc ze sobą najbardziej przywiązanych uczniów. Wpuszczani są na arenę, z której wyjść ma tylko jedna osoba, zyskując pełnoprawne miano łowcy. Zmuszani są do zabijania swoich "braci", z którymi żyli przez lata, z którymi spali i jedli, walczyli i cierpieli. Ale po opuszczeniu wyspy, żaden człowiek im się nie równa. Choć nie dziwne, skoro w nich samych mało z ludzi zostaje. Stąd ten cynizm, wyrachowanie, zimny profesjonalizm. To chyba wszystko, co im zostało.

Widoczność jest słaba, owszem, ale fragment odnośnie gówna i gościńca tyczy się kontrastu pomiędzy strojem bohaterki a bielą otoczenia.

Nie zgadzam się, co do znamienia - jest ono bardzo istotne, to znak charakterystyczny dranów, posiada go każdy pełnoprawny łowca. To był jedyny sensowny moment, żeby go ukazać. Co do sejmitarów - to akurat moment, w którym wkradła mi się poetycka naleciałość. Nie uważam jednak, żeby nagle oznaczało to, że tekst kierowany jest do nastolatków. Mimo wszystko rozważę.

"różnorakość Twojego słownictwa wprowadza mnie w zakłopotanie." - nie do końca rozumiem dlaczego, w tym kontekście jest w pełni poprawne.

"„Jak wyglądała prawda, nie wiedział nikt. ” - to tak mi się znów gryzie, bo z pewnością ktoś by to wiedział, choćby ta osoba, która te tatuaże wykonywała" - nikt odnosi się do ludzi spoza Kharrenu, zamek Kharren znajduje się na wyspie odciętej morzem od reszty świata. Jest to taka strefa zamknięta.

"Dobry motyw z tą czarną magią w krwi wilkołaków, ale mogłabyś jakoś jaśniej, a może po prostu szerzej opisać w jaki to naprawdę sposób ją dotyka" - to dopiero pierwszy rozdział. Bez sensu byłoby wszystkie informacje zamieszczać na dzień dobry. W trakcie całej historii miarowo będzie wszystko się wyjaśniało ;)

Dziecięca radość i paplanie do konia - dziecięca radość z pewnością nie, bardziej rozchmurzenie się, lepszy humor z powodu perspektywy wyjazdu z tej zlodowaciałej dziury. Poza tym, tu dochodzi złożoność charakteru Deidree. Zimna, osowiała i cyniczna jest dla otoczenia, dla innych ludzi. To jej mur, którym się otacza. Odebrano jej dzieciństwo, brutalnie je z niej wyrwano. Traumatyczna przeszłość w połączeniu z tym faktem skutkuje rozchwianiem emocjonalnym. Ona nie jest w pełni stabilna i rozwinięta jak zwykły człowiek, ma głęboko w sobie nadal to dziecko, które nie miało szansy dorosnąć. Stąd niekiedy te przebłyski. No i do tego dochodzi magia trawiąca ją od środka, ta też bardzo źle wpływa nie tylko na jej ciało, ale i psychikę.
Co do konia - Kharreńskie konie są, jakby to powiedzieć, wyjątkowe. Specjalnie hodowane i tresowane, do końca życia zostają ze swoim jeźdźcem. Są mu posłuszne, wyczuwają emocje swojego pana, a także magię i niebezpieczeństwo.

"bym się przejął gdybym wiedział, że musi gdzieś dotrzeć zanim gdzieś droga będzie nie przejezdna, a tu jest raczej tylko tak ogólnie, że sprawdza sobie zlecenia" - bo na tym etapie nie zmierza ku konkretnemu celowi. Obecnie po prostu robi to co zwykle - wykonuje swoją robotę podążając za zleceniami. Planuje jechać do Egli, potem do Camoru, ale nie jest to jakiś ekstra plan, który musi wykonać, bo inaczej wykituje. Ten cel, będący istotnym elementem fabuły, pojawia się dopiero później ;)

Fakt, teraz widzę, że faktycznie te retoryczne pytania są nieco komiczne i zwyczajnie zbędne. Dzięki za uwagę.

"jeśli to świat fantasy, to mogłabyś więcej takich swoistych dla niego elementów przedstawiać" - tak jak napisałam powyżej, to zaledwie pierwszy rozdział. Oczywiste, że całe świata nie opiszę w jednym i to dopiero pierwszym rozdziale. Szczególnie, że na razie przewinęły się głównie bezludzia, zaśnieżone pustkowia itd.

"żółte oczy o pionowych źrenicach" - znów się wiedźmińsko zrobiło " - Geralt miał kocie oczy (i to tylko po wypiciu eliksirów), a Ahayczyk gadzie. I ma je na stałe. Akurat z Ahayczykami to grubsza sprawa jest, żebyś Ty wiedział, czym oni są naprawdę.

"tu też zamiast tego raczej nowoczesnego słowa, użyłbym po prostu imienia" - w Wiedźminie ciągle pojawiały się takie współczesne słowa, także wydaje mi się, że to nie jest błąd. Szczególnie, że akurat geneza słowa "klient" wskazuje na to, że pojawiło się już w starożytnym Rzymie, czyli takie młode to ono nie jest ;) A imię paść nie mogło, owy "klient" jest kluczową dla fabuły postacią, którego związek z Ahayą musi zostać przez długi czas owiany tajemnicą.

"Myślę, że Deidree nie powinna tak szybko ulegać urokowi łapaczy." - słuszna uwaga, przysiądę nad tym.

"dziewczyna wcześniej boi się 5 ludzi w jaskini, podróżowania samej, a tu rzuca się sama na całą bandę bandytów" - nie bała się, nie po tym co przeszła. Jej pracą była walka z najstraszniejszymi, najsilniejszymi i najplugawszymi istotami chodzącymi po ziemi, ludzie to dla niej... ludzie. Wówczas nie chciała niepotrzebnie ryzykować, nie miała w tym żadnego celu/interesu, tutaj natomiast zadziałał impuls, obudziła się w niej ta nieco naiwna, ale dobra strona, ten malutki pozostały skrawek jej dawnej natury. Jak już wspomniałam, coś takiego nie jest w stanie zbudzić w niej strachu, ona zna swoje możliwości, to oczywiście było ryzyko, ale zadziałał ten nieszczęsny impuls.

"Brakuje dalszego, wyraźnego celu, bo ten z walczeniem o sprawiedliwość jest nie do przełknięcia" - znów bym się powtórzyła, powiem tylko - pierwszy rozdział ;)

Odniosłam się do wszystkich uwag, do których miałam wątpliwości lub z którymi nie do końca się zgadzałam. Resztę w pełni akceptuję i biorę pod rozwagę, myślę, że będę co jakiś czas wracać do Twojego komentarz i nieco się nim sugerować, przypominać nad co muszę zwracać szczególną uwagę itd. Komentarz był bardzo długi, wyczerpujący, szczegółowy i bardzo Ci za to dziękuję. Uwagi przeanalizowałam, pochwały przyjęłam pokorą i mimowolnym zadowoleniem. Naprawdę doceniam cały ten czas, który poświęciłeś Powiernikowi. Cieszę się niezmiernie, że trafiłam na Ciebie, jako jednego z czytelników. Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam ciepło :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
03.12.2018
Nie ma sprawy, cieszę się, że mogłem pomóc. Co do niektórych odpowiedzi na moje zarzuty, to z Twoim tłumaczeniem, to ma więcej sensu, no ale jego nie ma w tym tekście. Mówisz, że byłby za długi, ale niektóre rzeczy sama przyznałaś, że są zbędne, plus mogłabyś skończyć rozdział wcześniej, jeszczuroludź mógłby uciec z jaskini raniąc lub zabijając jednego z jaskiniowych kompanów i ja byłbym zadowolony o wiele bardziej kończąc ten utwór w takim momencie na takiej nucie. Fakt tego, że przedstawiasz bohaterkę z początku pozując na taką na jaką mi się wydała, mimo, że nie jest, nie zmienia faktu, że jest to pierwsze wrażenie, styczność, a wiemy, że one mogą być wozem lub przewozem. Ja bym na Twoim miejscu, w związku z tym co mi objaśniłaś, zaczął tę książkę od treningu, lub przeplatałbym nim tekst, bo bez wielu wyjaśnień, czytelnik często będzie się drapał po lub kręcił głową. ;-) Pozdrawiam i życzę coraz większych sukcesów.
Od: Pióroman red earth
twarz męska
24.11.2018
Witaj Autorze!
Jest to dość długi tekst, więc będę komentować na bieżąco podczas pisania.
Dobry początek, ładnie wprowadza w literacki świat.
Opis walki z potworem jest... bardzo realistyczny. Na tyle realistyczny, że słyszałam jak
cytat„Jednym sprawnym cięciem oddzieliła szkaradny czerep od szerokich ramion, po czym trąciła go butem, pozwalając, by odturlał się na bok. ”


Podoba mi się opis Deidree jak już została sama, zażywa kąpieli i rozluźnia się. Wyłania się tu inna , mniej wojownicza, bardziej kobieca natura bohaterki.

Jednooki Yre, człowiek-wąż, hmm jak dla mnie za dużo inności. Ale fantastyka nie jest moim ulubionym gatunkiem , więc może dlatego.

Scena pożaru. Bardzo dobrze rozpisana, ciekawie. Dobre opisy "jak jęzory ognia tańczyły dookoła" - podoba mi się.

cytat„Wilkołaki mordują, prawda, ale zwykle z głodu. A człowiek... Człowiek nie zabija by przeżyć, człowiek zabija z zemsty, dla korzyści, dla przyjemności, dla kaprysu.”
- fajne zakończenie, przemyślane podsumowanie.

Ogólnie, byłam sceptycznie nastawiona na to opowiadanie. Ot kolejna fantastyka - pomyślałam sobie. A to gatunek, jak już wcześniej pisałam, którego raczej unikam. Przerastają mnie te wszystkie nierzeczywiste inności. Jednak Twoje opowiadanie od samego początku mnie wciągnęło. Potem było parę momentów, które czytałam tak, żeby przeczytać jak najszybciej i zostawić to za sobą, drastyczne opisy odrąbywania czerepu wilkołaka na przykład. Całość jest jednak przemyślaną, ciekawą fabułą. Na pewno znajdzie wielu zainteresowanych czytelników.
Powodzenia w konkursie, i poza nim :)
Od: Pióroman emimonika
twarz żeńska
24.11.2018
Witam serdecznie,
Cóż, przydział losowych opowiadań z rozmaitych gatunków ma zarówno swoje plusy, jak i minusy - z jednej strony jest okazja, by zasmakować czegoś nowego, gatunku, po który normalnie byśmy nie sięgnęli, a z drugiej - musimy zagryźć zęby i nie raz męczyć się czytając coś, czego zwyczajnie nie lubimy.
Mimo wszystko cieszę się, że dotrwałaś do końca i nie traktujesz tego jak traumatycznego przeżycia ;) Rada jestem z faktu, że dostrzegłaś pozytywy opowiadania i nie skreśliłaś go ze względu na swoje preferencje.
Co do inności - można powiedzieć, że to cecha charakterystyczna tego gatunku. Rozumiem jednak, że dla osoby, która większej styczności z nim nie miała, może być to nieco przytłaczające. No i trzeba pamiętać, że to jednak dark fantasy, którego docelowym odbiorcą jest dojrzały czytelnik (przez np. brutalne sceny).
Dziękuję Ci za komentarz, ciepłe słowa i również życzę powodzenia - w konkursie i poza ;))
Od: Autor Shirru
twarz żeńska